Pani Magdalena Majchrzak, emerytowana lekarka może teraz mówić o sobie, że ratowała życie nie tylko ludziom. W niedzielę, 20 września znalazła na ul. Polnej gołębia, który miał kłopoty z poderwaniem się do lotu. Wzięła ptaka do domu, znalazła w komórce klatkę po kanarku, którego kiedyś hodowała, a w której gołąb, nakarmiony i napojony, doszedł do formy. Zatelefonowała do naszej redakcji z prośbą o kontakt z hodowcą gołębi, który mógłby się ptakiem zająć. Piotr Przybysz, skarbnik Tomaszowskiego Związku Hodowców Gołębi Rasowych poinformowany o sprawie nie odmówił pomocy.
Pojechaliśmy do p. Majchrzak i zabraliśmy gołębia, który okazał się młodym (z tegorocznego wylęgu) przedstawicielem popularnej wśród hodowców rasy srebrniak. Ptak trafił do Zbigniewa Pazury specjalizującego się w hodowli tej rasy, gdzie będzie dochodził do pełniej sprawności. Dzięki kontaktom może uda się odnaleźć właściciel gołębia, bo obrączka na nóżce daje taką szansę.
Czemu piszemy o tym błahym w sumie zdarzeniu? Aby promować taką pełną wrażliwości postawę wobec cierpiącego zwierzęcia. Zupełnie inną niż opisana tydzień temu sprawa celowego trucia gołębi nazywanych "magistrackimi".
|