
- Lubię się męczyć, po treningu mam czasami niedosyt. Kiedy się zdenerwuję, coś mi nie wyjdzie, zwyczajnie płaczę. Jestem w stanie postawić w moim życiu na sport - mówi o sobie Marta Zakrzewska, halowa mistrzyni Polski juniorek w pięcioboju lekkoatletycznym. Jeśli tylko jej talent nie zostanie zaprzepaszczony, będzie o niej głośno w świecie, a wtedy też o mieście, w którym się urodziła.
Wielobój lekkoatletyczny to nie jest sport dla każdego. Ludzie uprawiający tę olimpijską dyscyplinę to najbardziej wszechstronni ze sportowców, stadionowi herosi. W wydaniu kobiecym składa się z pięciu konkurencji - skok wzwyż, skok w dal, pchnięcie kulą, bieg na 60 m przez płotki, bieg na 800 m. Mężczyźni rywalizują dodatkowo w dwóch konkurencjach - skoku o tyczce i w biegu płaskim na 60 m, a dystans 800 m jest wydłużony do 1000 m. Tak wygląda rywalizacja w hali. Natomiast na otwartym stadionie dochodzą kolejne konkurencje. Kobiety rozgrywają siedmiobój - dodatkowo rzut oszczepem i bieg na 200 m, a dystans 60 m przez płotki zostaje wydłużony do 100 m. Mężczyźni mają aż dziesięć konkurencji - do tych z hali dochodzą: rzut oszczepem, rzut dyskiem i bieg na 400 m, 60 m przez płotki przechodzi w 110 metrów przez płotki, a sprinterski dystans płaski wydłuża się z 60 do 100 m.
Na zawodach konkurencje wieloboju rozłożone są na dwa dni. Zawodnicy rywalizują od rana do wieczora i po ostatniej, biegowej konkurencji często padają na bieżnię ze zmęczenia. - Po przebiegnięciu 800 m jestem słaba, wręcz wykończona, brak mi sił, ale szybko je odzyskuję. Rywalizacja w tej dyscyplinie wymaga ogromnego wysiłku i wytrwałości - tłumaczy Marta.
Talent czystej wody
Ponadprzeciętne możliwości sportowe Marty zostały dostrzeżone już w szkole podstawowej. - Uczyłam się w dawnej „jedenastce” i szybko zaczęłam jeździć na zawody sportowe. Nauczyciele od razu dostrzegli we mnie talent lekkoatletyczny. Powiem nieskromnie, że w większości tych imprez byłam najlepsza - wspomina ze śmiechem Marta.
Uczyła się w Gimnazjum nr 7, grała w piłkę ręczną, ale lekkoatletyka wzięła górę. Właściwą drogę wskazała jej wtedy nauczycielka wychowania fizycznego Anna Pietrzyk. W maju 2006 roku Marta trafiła do Młodzieżowego Klubu Sportowego pod skrzydła Beaty Goździk i Arkadiusza Lechowicza. - Poznałam zupełnie inny trening, bardzo konkretny i poukładany. Na początku traktowałam zajęcia na luzie, ale z czasem coraz poważniej i z większym zaangażowaniem. Trenerka zawsze była wymagająca, u trenera częściej mogę liczyć na trochę luzu. Mam silną rękę, na ławeczce potrafię wycisnąć 57,5 kg - mówi z dumą Marta, demonstrując biceps. Dwugodzinne treningi odbywają się siedem dni w tygodniu. Składają się na nie: bieganie, pchanie kulą, zajęcia na płotkach i na skoczniach w dal czy wzwyż. - Dobrze, że chociaż w święta Bożego Narodzenia miała wolne - odzywa się Jolanta Zakrzewska, mama Marty, do tej pory przysłuchująca się naszej rozmowie.
To właśnie po mamie Marta odziedziczyła talent sportowy. - Może ma trochę moich genów, ale nie odnosiłam sukcesów na tak wysokim poziomie - wyjaśnia pani Jolanta, z zawodu urzędniczka. Tata Dariusz jest mechanikiem i podobnie jak o dwa lata starszy brat Marty Marcin posiada więcej talentów muzycznych niż sportowych.
Ozłocona
na operację
Złoty medal Halowych Mistrzostw Polski Juniorów, zdobyty przed dwoma tygodniami w Spale, jest największym osiągnięciem w sportowej przygodzie Marty i jednocześnie już 39. krążkiem w jej dorobku. Wcześniej były m.in.: srebrny medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, brązowy medal HMP (oba z 2008 r.) i piąte miejsce podczas Mistrzostw Polski Juniorów w 2009 r. - cztery zawodniczki przed nią były starsze.
Na upragniony 40. medal Marta będzie musiała poczekać być może nawet do przyszłego sezonu. Tydzień po sukcesie w Spale przeszła w klinice w Łodzi operację więzadeł krzyżowych prawego kolana. Przez najbliższe miesiące będzie poruszać się o kulach i przechodzić rehabilitację. Do treningów wróci najwcześniej za trzy miesiące.
- Kontuzja dokuczała mi już od 1,5 roku. Korzystałam z fizjoterapii, krioterapii, ale nie udało się wyleczyć na sto procent - wyjaśnia Marta, trzymając w rękach kule. Kolano nie wytrzymało kilka tygodni temu, podczas zgrupowania reprezentacji.
- Skoczyłam w dal 5,50 m (rekord życiowy Marty - przyp. red) i zerwałam więzadła krzyżowe - mówi ze smutkiem młoda mistrzyni. - Powiedziałam wtedy, że już nigdy więcej nie pojedzie na obóz z obcym trenerem! - dodaje zdenerwowana pani Jolanta. - Pierwszy i ostatni raz pojechała na takie zgrupowanie. Dopóki jest pod moją opieką, będzie trenować tylko w klubie - wtóruje jej trenerka Beata Goździk.
Jednak ze zgrupowania kadry Marta przywiozła nie tylko zerwane więzadła, ale też paradoksalnie właściwą diagnozę lekarską. - Miejscowi lekarze postawili złą diagnozę. Uważali, że nadciągnięte są więzadła boczne w kolanie. Dzięki temu, że byłam na zgrupowaniu kadry, trafiłam do lekarza, który w końcu znalazł przyczynę mojej kontuzji - tłumaczy Marta.
Indeks czeka
- Gdańsk, Warszawa, Kraków…
Przed Martą, uczennicą klasy geograficzno-matematycznej I LO, matura. Do zdania obowiązkowe przedmioty: język polski, angielski i matematyka oraz dodatkowo geografia.
- Powinnam sobie poradzić, w końcu z nauką u mnie nie jest tak źle. Średnia ocen 4,0, także w granicach przyzwoitości - uspokaja.
Dzięki osiągnięciom na Martę czekają indeksy najlepszych uczelni sportowych w Polsce. - Mam pierwszą klasę sportową i przepustkę na wybrane studia - potwierdza maturzystka. Tylko nie zdecydowała jeszcze, w którym mieście będzie się uczyć i kontynuować karierę sportową. - Spokojnie, niech zda najpierw maturę. Próbowałam namówić córkę na fizjoterapię, żeby miała konkretny zawód i większe możliwości - mówi mama dziewczyny.
Marta jednak zamierza rozwijać talent sportowy i studiować wychowanie fizyczne. - Nie boję się wyzwań. Jeśli będzie możliwość, pójdę w sport na całego - zapewnia.
Ostatecznego wyboru ośrodka akademickiego Marta dokona wspólnie ze swoim chłopakiem Maksymilianem Wroniszewskim, również zawodnikiem MKS Tomaszów i uczniem I LO. - Chcemy iść razem na studia. Maks biega średnie dystanse, więc razem będziemy rozwijać sportowe pasje - wyjaśnia Marta.
Latem do Kanady?
- Marta osiąga podobne rezultaty jak Kamila Chudzik w jej wieku - zapewnia trenerka Beata Goździk.
- Mam jeszcze duże rezerwy w poszczególnych konkurencjach. Wiem, że moje wyniki będą coraz lepsze - dodaje maturzystka.
W tym sezonie Martę i jej trenerkę czekają jeszcze dwie ważne imprezy - Mistrzostwa Polski Juniorów i lipcowe Mistrzostwa Świata Juniorów w Kandzie. Wszystko teraz zależy od przebiegu rehabilitacji zoperowanego kolana. - Oczywiście najważniejsze jest zdrowie Marty. Nie chcemy robić żadnych nerwowych ruchów. Musi wrócić do zdrowia i wtedy będziemy przygotowywać się do mistrzostw - uspokaja B. Goździk.
- Mam kontuzjowaną prawą nogę, a zarówno w skoku w dal i w skoku wzwyż odbijam się z lewej. Tylko na prawą nogę schodzę z płotków, a to może przeszkadzać. Żeby jechać do Kanady, muszę zrobić 5100 punktów (suma siedmiu konkurencji - przyp. red.), a obecnie jestem na poziomie 4740 punktów. Jestem w stanie nadrobić tę różnicę - przekonuje Marta.
W talent Marty na pewno warto inwestować i go rozwijać. Do tej pory tomaszowska lekkoatletka mogła liczyć na wsparcie Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi - 380 zł miesięcznie przez pół roku oraz miasta Tomaszów - 287 zł miesięcznie przez cały rok. To były świadczenia pobierane w 2009 r. - W najbliższym czasie trenerka ma złożyć nowy wniosek do miasta i postarać się u prezydenta o fundusze na nowe kolce do skoku wzwyż (najmocniejszej konkurencji Marty, od której zaczynała przygodę z lekką atletyką - przyp. red.). Strój, obuwie sportowe dostaję z klubu - tłumaczy Marta.
Tomaszowianka za zdobycie złotego medalu w Spale dostała od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki 500 złotych, które mogła przeznaczyć na sprzęt sportowy. Dzięki temu ma nową bluzę, koszulkę i lycry. - Jeszcze były kiedyś dwie nagrody po około tysiąc złotych - wylicza skrupulatnie. W profesjonalnym sporcie to są symboliczne pieniądze.
Na razie z sukcesów Marty jest dumna jej rodzina, koleżanki i koledzy. Wkrótce maturzystka z Tomaszowa może być dumą naszego kraju. |