tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
TRANSPORT kontener 6,5 t, winda, przeprowadzki, ...
czytaj dalej »

BIURO RACHUNKOWE - księgi, podatki, ZUS, kadry, ...
czytaj dalej »

RTV Serwis D. Kurzyk naprawa telewizorów, kamer, ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Zdarzenia

 Systemowo i etapowo

 
Jak uratować Zalew Sulejowski?

Zapowiada się kolejny, łaskawy dla Zalewu Sulejowskiego rok. „Łaskawy” oznacza, że wody w zbiorniku będzie dużo i że latem nie zamieni się ona w toksyczną, zieloną zupę. To osłabi czujność tych, którzy winni zacząć ratować zalew. Jeśli tak się nie stanie, za kolejne dwa, trzy lata wszyscy zaczną znowu szukać cudownego proszku do ratowania zalewu.
Konferencja to za mało
Dwa lata temu prezydent Rafał Zagozdon podjął się inicjatywy ratowania Zalewu Sulejowskiego. „Ratowanie” to zresztą zbyt duże słowo. W tomaszowskim Urzędzie Miasta odbyła się konferencja pod hasłem „Przyszłość Zalewu Sulejowskiego - jak uratować i wykorzystać potencjał perły wodnej środkowej Polski?”. Organizatorzy zaprosili na spotkanie samorządowców ze wszystkich gmin, powiatów i miast związanych z Zalewem Sulejowskim. Byli przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Przybyli radni miejscy i powiatowi, szefowie i właściciele firm funkcjonujących na brzegach zalewu. Byli też naukowcy i przedstawiciele innych regionów kraju, którzy mówili o tym jak walczyć z plagą sinic i czy skuteczna walka jest w ogóle możliwa. Na konferencji nie pojawili się za to parlamentarzyści z naszego okręgu oraz przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi.
Konferencja uświadomiła zebranym, że nie ma jednej cudownej metody, która raz zastosowana, spowoduje trwałą poprawę czystości wody w Zalewie Sulejowskim. Metody rekultywacji można zastosować, ale mogą one przynieść pozytywny efekt jeśli równolegle zacznie się eliminować źródła zanieczyszczeń. Na zakończenie konferencji prezydent deklarował, że na jednym spotkaniu i wymianie wrażeń się nie skończy. Skończyło się na dwóch i udziale w obradach Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska Sejmiku Wojewódzkiego.
Prezydent Tomaszowa wyobrażał sobie pewnie, że stanie się animatorem ruchu, który doprowadzi do wspólnych działań ukierunkowanych na podjęcie walki o zalew. Zabrakło determinacji, a i pewnie wyobraźni w tej kwestii. W końcu prezydent 70-tysięcznego miasta ma sporo innych spraw na głowie. Żeby rozpocząć walkę o czystą wodę w zalewie trzeba toczyć przez lata bój z dziesiątkami urzędów i setkami urzędników różnych szczebli. Tymczasem Tomaszów z zalewem nawet nie sąsiaduje.

Cudowny proszek
- Cudowny proszek do ratowania zalewu nie istnieje - przekonuje od lat profesor Maciej Zalewski, dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii w Łodzi. Profesor, pracownicy Centrum i studenci od 20 lat prowadzą badania wód zalewu. - Sytuacja jest całkowicie zdiagnozowana - twierdzi profesor. - Znamy źródła zanieczyszczeń wód zalewu. Wiemy, skąd w jakich ilościach trafiają zanieczyszczenia. Ratowanie zbiornika musi mieć charakter spójny. Działania muszą się uzupełniać i należy je wprowadzać etapowo. Między zainteresowanymi instytucjami powinien nastąpić dialog, a administracyjny ład musi się przełożyć na lokalne rozumienie sensu działań i troskę o wspólną, ekologiczną przestrzeń. Zanieczyszczeń nie da się całkowicie wyeliminować, trzeba je jedynie skutecznie minimalizować pamiętając przy tym, że nie ma sensu odgradzanie zalewu od ludzi. On jest dla nich i im ma służyć.
Stwierdzenia profesora brzmią jak zestaw pobożnych życzeń lub jak reklamowe slogany. Gdy jednak skondensowane myśli zostaną rozwinięte, uzupełnione konkretnymi wielkościami i danymi, okazuje się, że wszystko staje się jasne i spójne, choć wcale niełatwe do realizacji.

Punktowo i obszarowo
Największym wrogiem zalewu jest fosfor. 1 kg fosforu „zamienia się” w czasie intensywnej wegetacji w 2 tony glonów! Gdy piszemy - glony myślimy o sinicach, zielonych nitkowatych organizmach, powodujących zakwit wody, wydzielających toksyny szkodliwe, a nawet groźne dla człowieka i zwierząt. Dorosły człowiek „produkuje” dziennie 2 g fosforu. Jeśli pięcioosobowa rodzina mieszkająca nad zalewem zamiast szczelnego szamba lub kanalizacji włączonej w sieć, ma kloaczny dół lub rurę, której wylot prowadzi wprost do lasu to łatwo policzyć, że w ciągu roku „dzięki” tej rodzinie w zalewie może przybyć ponad 5 ton sinic! Ile domów i letniskowych daczy stanęło w ostatnich 20 latach wokół Zalewu Sulejowskiego? Ile z nich ma szczelne szamba, z których regularnie wywozi nieczystości?
Z badań, jakie zespół prof. M. Zalewskiego prowadzi od lat wynika, że 27% zanieczyszczenia zalewu ma źródło w nieszczelnych szambach, kloacznych dołach, skażonej nawozami glebie. To zanieczyszczenia z punktów rozsianych wokół samego zalewu. Ich skupiska notujemy w miejscach, gdzie mamy do czynienia z zagęszczeniem zabudowy i ludzkich siedzib. Latem, przy korzystnych dla rozwoju sinic warunkach atmosferycznych, największe skupiska sinic obserwujemy więc m.in. w Treście, Zarzęcinie. 20% zanieczyszczeń wpada do zalewu w sposób naturalny, wraz z opadami. To już efekt szeroko rozumianej cywilizacji i ograniczenie tego zjawiska dla samego zalewu, jest na dziś praktycznie niemożliwe. I wreszcie największe źródło zanieczyszczeń, tzw. obszarowe, stanowiące ponad 60% ogółu, to wody wpływających do zbiornika rzek i strug. W tej masie 75% zanieczyszczeń wprowadza sama Pilica.
- W chwili obecnej w ramach europejskiego programu Life +, który prowadzony jest w 15 krajach, badamy ilości wprowadzanego do zalewu fosforu. Ustalamy dokładne źródła jego pochodzenia. Drugi element to diagnoza źródeł dioksyn - mówi prof. M. Zalewski. (Dioksyny to toksyczne związki chemiczne będące efektem spalania odpadów, tworzyw sztucznych, drewna. Obecnie toksyczność i rakotwórczość dioksyn jest przedmiotem sporów naukowców. Wedle jednych zagrożenie ze strony dioksyn przy obecnym poziomie ich emisji jest marginalne, wedle drugich stanowią one obecnie poważne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Niektóre dioksyny są silnymi truciznami i mają właściwości toksyczne. - przyp. red.)

Nie wszystko na raz
Czy wody zalewu da się zrekultywować? Prof. Zalewski nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jedno jest wszak pewne. Jakakolwiek rekultywacja nie ma sensu, jeśli nie zredukujemy ilości zanieczyszczeń wpadających do zalewu. Wszelkie doraźne działania są krótkotrwałe i jednocześnie bardzo kosztowne. Chwilowy efekt może być nawet spektakularny, ale wystarczy nagłe załamanie w miarę stabilnych warunków, np. powódź i wszystko wróci do normy, tzn. stanu, który jest ze wszech miar niekorzystny.
Zdaniem naukowców z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii wysiłek ratowania zalewu trzeba rozpocząć już teraz. Mowa o działaniach inwestycyjnych, a więc również o finansach.
Pierwsze, co proponuje profesor to budowa zbiornika na dopływającej do zalewu Luciąży i Strawie. - Opracowaliśmy sekwencyjny system filtrujący, którego celem jest doczyszczanie ścieków płynących z Piotrkowa, a wpadających do zalewu z wodami tych właśnie rzeczek. Z naszych badań wynika, że niosą one 25% zanieczyszczeń obszarowych. Koszt budowy takiego zbiornika to ok. 20 mln zł.
Kolejny etap to likwidacja zanieczyszczeń ze źródeł punktowych. - Zwłaszcza tych najpoważniej oddziałujących na środowisko - uzupełnia prof. Zalewski. - Likwidacja dołów kloacznych, nieszczelnych szamb. Zastępowanie ich przydomowymi oczyszczalniami ekologicznymi i budową kanalizacji sanitarnej.
- W ubiegłym roku, na mocy porozumienia z Komisją Rolnictwa i Ochrony Środowiska Sejmiku Wojewódzkiego „zapaliliśmy zielone światło” dla samorządów, które chcą inwestować pieniądze w kanalizację nad Zalewem Sulejowskim - twierdzi Andrzej Budzyński, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. - Odbyliśmy w tej sprawie rozmowy z władzami wszystkich gmin leżących wokół zalewu. Deklarujemy daleko idącą pomoc. Warunek jest jeden. By ubiegać się o pieniądze z WFOŚiGW musi być przedłożony konkretny projekt. Rozmowy możemy prowadzić z samorządami, bo to wiarygodny partner umocowany prawnie i finansowo. Stowarzyszenia działające na rzecz swojego środowiska czy też mające zapisane w statucie działania proekologiczne, mają często bardzo dobre chęci i zamiary, ale nie dysponują odpowiednim własnym wkładem finansowym. To są zbyt kapitałochłonne zadania, by mogły uczestniczyć w tego typu przedsięwzięciach.
Jako pierwsza do realizacji sieci kanalizacyjnej nad zalewem przystępuje gmina Wolbórz. Całość projektu, którego realizację rozpoczęła jesienią ubiegłego roku kosztować ma 25 mln zł. 13,4 mln zł gmina otrzyma z Regionalnego Programu Operacyjnego woj. łódzkiego w ramach tzw. projketów kluczowych. Kolejne 6,5 mln zł to dotacja z WFOŚiGW. - Reszta środków to wkład włąsny, ale w ramach tych kosztów zamierzamy ubiegać się jeszcze o pożyczkę z WFOŚiGW - mówi Henryk Sęk, wójt gminy Wolbórz. Budowa kanalizacji sanitarnej w gminie obejmie 14 miejscowości położonych w pobliżu zbiornika. Powstanie 80 km sieci kanalizacyjnej, 1300 przyłączy, 49 przepompowni i jedna oczyszczalnia ścieków. Miejmy nadzieję, że Wolbórz da dobry przykład innym. Sulejów przymierza się już do przebudowy oczyszczalni ścieków i też ma na ten cel otrzymać środki z RPO.
Oprócz kanalizacji gospodarstwa rolne, których efektem ubocznym produkcji, głównie zwierzęcej, jest wytwarzanie dużej ilości zanieczyszczeń organicznych mogą zakładać bariery denitryfikacyjne opracowane przez łódzkich naukowców. - Zadaniem barier jest przechwytywanie azotu, który w formie rozpuszczalnej krąży w glebie, a procesy zachodzące po jego przechwyceniu pozwalają na uwolnienie go w formie gazowej do atmosfery. W obszarach intensywnej hodowli bariery denitryfikacyjne przynoszą 10-krotną redukcję azotu z gleby - twierdzi profesor.

Edukacja, głupcze
Zarówno prof. M. Zalewski jak i prezes A. Budzyński ogromny nacisk kładą na edukację i świadomość lokalnej społeczności. Wszelkie działania na rzecz zalewu muszą mieć charakter systemowy. Nie należy spodziewać się natychmiastowych efektów, bo mamy do czynienia z olbrzymim ekosystemem.
Najszybciej efekty byłyby widoczne, gdyby ci, którzy mieszkają nad zalewem i wzdłuż rzek wpadających do zalewu porządkowanie sytuacji zaczęli od siebie. Dobra wola tych, którzy rozumieją sytuację i mechanizmy zachodzące w glebie i wodzie, nie wystarczą. Potrzebne są szybkie działania, instytucja, która weźmie na siebie ciężar odpowiedzialności za przyszłość zalewu. Po upadku i kompromitacji programu „Pilica” nie ma logicznego programu, który byłby systemowo wdrażany.
Z jednej strony mamy dobre prognozy. W europejskich rzekach średnia ilość fosforu w wodzie sięga 300 mikrogramów/litr. W Pilicy jest to średnio 150-200 mikrogramów/l. Zdaniem naukowców, jeśli wskaźnik osiągnie poziom 100 i mniej, zakwity winny przestać być problemem. Z drugiej strony w 2015 r. nasz kraj zacznie być rozliczany z Dyrektywy Wodnej. Przekroczenie wskazanych norm będzie oznaczało, ogromne kary za zanieczyszczenia środowiska, naliczane za każdy dzień. Działać trzeba już, ale kto ma to robić. Tomaszowski przykład pokazuje, że dobre chęci to dużo za mało.


Agnieszka Łuczak   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 10 (1024) z dnia 11 Marca 2010r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
Artykuły


Informator
Warto wiedzieć
Twój TIT
TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
Zarejestruj konto »

Prenumerata TIT Zaprenumeruj TIT
wprost na e-mail »