Pilotom z 7. Dywizjonu Lotniczego, wchodzącego w skład 25. Brygady Kawalerii Powietrznej również doskwierała sroga zima. Jednak niskie temperatury nie mogą mieć wpływu na wartość bojową formacji. O to dbają przede wszystkim technicy. Maszyny muszą wykonywać standardowe zadania i ćwiczenia. Zimą dochodzą kolejne - trudniejsze i niebezpieczniejsze.

Jakie kłopoty mają technicy wojskowi ze śmigłowcami W-3W Sokół podczas zimy i mrozów? Bardzo podobne do tych, z którymi zmagają się kierowcy samochodów. Trzeba maszynę odśnieżyć, zdjąć z niej specjalne pokrowce i próbować uruchomić. Czasami odmawia posłuszeństwa np. akumulator, ale specjaliści mają na to sposoby. Po prostu trzeba helikopter ogrzać. Norma określa, że Sokoła powinno się eksploatować w temperaturach do -20 ¶C, ale jak twierdzą piloci, ich śmigłowiec poleci również i przy minus 50 stopniach.
- Najważniejsze są zawsze warunki atmosferyczne - mówi podporucznik Daniel Świderski, szef sekcji szkolenia lotniczego. - Nie wolno nam startować, gdy podstawa chmur wynosi 150 metrów, a widzialność spada do 150 metrów. A przy warunkach zimowych taka pogoda zdarza się dość często.
Jak twierdzi pilot, latanie przy takiej aurze jest możliwe, ale regulamin, ze względów bezpieczeństwa, nakazuje omijać takie pogody.
Okazuje się, że praca pilotów i techników jest niezależnie od pory roku tak samo trudna i odpowiedzialna.
- Zimą jest mróz, a trzeba większość czynności wykonywać na dworze - mówi jeden z techników. - Latem na lotnisku jest znów bardzo gorąco. Po prostu trzeba to lubić - dodaje.
Dużo pracy ma również pluton obsługi lotniska, który musi ciągle dbać o odśnieżanie. Lotnisko musi być zawsze gotowe, nie tylko na przyjęcie swoich maszyn.
Obecnie piloci wykonują rutynowe zadania, które wynikają z indywidualnych cyklów szkolenia. Są jednak ćwiczenia, które realizowane są tylko w okresie zimowym. Jest to na przykład usuwanie zatorów lodowych na akwenach wodnych i rzekach. Przed każdym takim lotem odbywają się wykłady teoretyczne. By samodzielnie wykonać zadanie, trzeba mieć za sobą przynajmniej dwa loty z instruktorem. Gdy pilot jest już gotowy, na pokład zabiera saperów. Ćwiczenia odbywają się najczęściej na terenie Zalewu Sulejowskiego.
- Pilot musi wykonać zawis - mówi D. Świderski. - W tym momencie saperzy zrzucają imitację ładunku wybuchowego. Najczęście jest to świeca dymna.
Lotnicy z kawalerii nie mieli jeszcze okazji wykorzystać tych umiejętności podczas prawdziwego zadania, ale dość często szkolą w tym celu pilotów z Wojsk Powietrznych.
Innymi bardzo trudnymi i niebezpiecznym elementami szkolenia kawalerzystów są zadania ewakuacyjno-ratunkowe. Załogi Sokołów z 25. BKPow. są w stanie podjąć człowieka w każdych warunkach. Z wody, dachu budynku, drzewa czy półki skalnej wysokich gór.
Akurat w tym mają już praktykę, gdyż współpracują z Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym i prowadzą dyżury w Jeleniej Górze i Zakopanem. W zamian taternicy szkolą naszych żołnierzy, jak poruszać się i przetrwać w ciężkich, górzystych terenach.
Jak przyznają piloci z brygady, właśnie z powodu szerokiego wachlarza zadań nigdy nie zamieniliby służby z Wojsk Lądowych na Wojska Powietrzne.
- Zadania, które wykonujemy bardzo się od siebie różnią - mówi Daniel Świderski. - Dlatego musimy być wszechstronnie wyszkoleni. Praktycznie tylko jedna eskadra nie wykonuje zadań „specjalnych”. A to świadczy o klasie naszych pilotów - dodaje. |