Straż Miejska już od jakiegoś czasu zastanawia się nad wzmocnieniem swoich szeregów. Ostatnio pracę rozpoczęli nowi strażnicy. Jak się okazało zainteresowanie było duże i to wśród wykształconych, młodych ludzi. Przez chwilę na liście zainteresowanych znajdował się również mężczyzna z dyplomem naukowym doktora. Nowy strażnik, którego chętnie by przyjęto do SM, powinien być jednak czworonogi. Dużo się bowiem myślało o zakupie psa. Gdyby zapadły pozytywne decyzje, prawdopodobnie byłby do labrador, z całą pewnością przeszkolony do wykrywania środków odurzających. W łódzkiej Straży Miejskiej są dwa takie psy i są rozchwytywane. Biorą udział w ogromnych ilości spotkań w szkołach, przedszkolach i innych placówkach. Gdzieniegdzie, przy okazji, obwąchują zebranych. Proszą o to zresztą sami dyrektorzy. Ponadto współpracują także z policją. I o tym samym myślą, na razie po cichu, i nasi strażnicy. W poprzednim numerze TIT pisaliśmy o akcji pracowników SM, którzy przez cały rok szkolny odwiedzą placówki oświatowe w mieście. Prowadzą tam zajęcia nt. szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Sporo czasu poświęcają właśnie problemom związanym ze środkami odurzającymi. Strażnicy twierdzą, że pies byłby przydatny w ich codziennej pracy.
- Rozważaliśmy taką ewentualność - mówi Piotr Remisz, komendant tomaszowskiej Straży Miejskiej. - Temat jest nadal otwarty. Musimy jednak bliżej określić potrzebę posiadania takiego strażnika, również w zakresie współpracy z policją, która posiada takiego psa, czy np. ze Służbą Celną - dodaje.
Podobno jest już chętny strażnik, który zostałby przewodnikiem takiego czworonogiego funkcjonariusza.
Jest tylko jedno, ale... kto za to miałby zapłacić. Policjanci twierdzą, że szczeniak, który nadawałby się do szkolenia to wydatek około 4 tys. zł. Strażnik musiałby wziąć udział w kilkumiesięcznym specjalistycznym szkoleniu, a to dodatkowe koszty. Prezydent i Rada Miejska ostatnio przekazali środki na zakup psa policyjnego do naszej komendy. Czy daliby na miejskiego? |