Kilka tygodni temu informowaliśmy o interwencji Tomaszowskiego Towarzystwa Miłośników i Opieki nad Zwierzętami w hodowli psów rasy husky w Wiadernie. Zdaniem członków towarzystwa, czworonogi rozmnażane i przechowywane były w skandalicznych warunkach. Sprawa miała trafić do sądu. Ostatecznie właściciel psów postanowił przychylić się do nakazów i usunął poważne zaniedbania. Miłośnicy czworonogów twierdzą, że powinno się zdelegalizować wszystkie hodowle psów nierasowych. Tymczasem takich miejsc jest w regionie coraz więcej i ich właściciele, póki nie zaniedbują zwierzaka, nie łamią prawa. Niektórzy z nich twierdzą, że towarzystwo powinno wziąć się ostro nie za nich, a za gminne i prywatne schroniska dla zwierząt.
Okazuje się, że rozmnażanie i sprzedaż psów to w dzisiejszych czasach prawdziwy biznes. Zajmują się tym już nie tylko hodowcy zrzeszeni w związku kynologicznym, ale coraz częściej również zwykli ludzie bez żadnego przygotowania. Między nimi jest jedna różnica. Ci pierwsi przechodzą odpowiednie szkolenia, psy rozmnażane są zgodnie z polityką rasową. Nie trafiają do bezimiennego właściciela, są rejestrowane.
- Skrupulatnie dobieramy rodziców, zapoznając się wcześniej z ich metrykami - mówi pan Andrzej, zajmujący się hodowlą mniejszych psów rasowych. - Nic nie dzieje się przypadkowo. Przed dopuszczeniem psów mam już umówionych odbiorców. Jeżeli lista jest niepełna, to i tak szybko znajdzie się klient.
Mężczyzna, sprzedając szczeniaka, próbuje się zapoznać z warunkami, jakie panują u klienta. - Pytam, czy mieli kiedyś psa i jakie były jego losy, co daje mi wyobrażenie o tym, czy nowi właściciele będą potrafili zająć się zwierzakiem - mówi. - Już po transakcji zawsze kontaktuję się z klientem, pytając o kondycję czworonoga i namawiając do brania udziału w pokazach i konkursach.
Oczywiście żaden z tych psów nie jest anonimowy. Ma książkę rodowodową ze wszystkimi niezbędnymi danymi. Czworonóg z góry przypisany jest do miejsca i osoby, a jego rozmnażanie jest zgodne z ogólną polityką związku kynologicznego. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy właściciele rasowego psa kierują się zyskiem bez większej odpowiedzialności i krzyżują zwierzęta rasowe z tzw. mieszańcami.
Jak jest z czworonogami nierasowymi? Specjaliści twierdzą, że skandalicznie, choć...
- Trzeba przyznać, że często więksi hodowcy dbają o warunki, w jakich żyją psiaki - mówi pan Jacek, który zajmuje się zaopatrywaniem hodowców w pokarm. - Psy mają duże, osobne kojce. Zresztą po samym właścicielu widać, że wkłada w to serce. Są jednak miejsca, które już dawno powinny być zamknięte. Trudno nawet opisać, jakie warunki tam panują. W takich przypadkach chodzi o to, by jak najszybciej zarobić.
Jak dodaje mężczyzna, zwierzaki przetrzymywane są razem, suki, nawet tych ras najmniejszych, nie mają odpoczynku, są praktycznie cały czas szczenne.
U hodowców niezrzeszonych nie da się sprawdzić, ile psów się narodziło, do kogo trafiły. - To przecież nikogo nie interesuje - mówi miłośniczka zwierząt z Tomaszowa. - Najważniejszy dla takich hodowców jest zysk w jak najkrótszym czasie. Kogo obchodzi, w jakie ręce psy trafią?
Pan Andrzej, który często jest na giełdach zwierzęcych, chętnie opowiada jak odbywa się handel. - W takich miejscach praktycznie nikt nie ma psiaków z rodowodem - mówi. - Takie czworonogi musiałyby być droższe, a tutaj klient liczy na coś taniego. Hodowcy prześcigają się w wymyślaniu niestworzonych historii o swoich zwierzakach. Opowiadają, że pupile nie mają rodowodu, ale matka lub ojciec był rasowy. Niekiedy przyprowadzają ze sobą jakiegoś biednego psiaka, który podobno ma rodowód. Dokumentów przedstawić jednak nie potrafią. Zawsze wytłumaczą jakąś historyjką.
Przedsiębiorca opowiada jeszcze o innych przypadkach. Bardzo często na giełdach są ludzie, którzy specjalizują się w zakupach szczeniaków ze schronisk, lub od ludzi, by później oszukiwać klienta, że to jak najbardziej rasowe pieski. Skandalicznym i nagminnym procederem jest fałszowanie książeczek zdrowia, w których wpisywane są fikcyjne szczepionki i badania. Taki świstek na giełdzie w Słomczynie kosztuje nieco ponad 20 złotych. Bo interes musi sie kręcić. Zwierzaczki mają założone na szyję czerwone kokardki, złote łańcuszki, a sprzedawca powie wszystko mamie z małym dzieckiem, aby sprzedać i zarobić.
- To jest najgorsze - mówi miłośniczka zwierząt. - Ludzie biorą zwierzaka pod wpływem emocji, nikt nie kontroluje takiego zakupu, a w dużej części psiaki trafiają później na ulicę. Poważnym procederem pogarszającym tylko sytuację jest moda dorabiania na psach. Często rozmnażane są przez ludzi na przykład w blokach. To przecież zawsze poważny zastrzyk w domowym budżecie. W konsekwencji bardzo często psiaki trafiają na ulice i do schronisk.
Zdaniem kobiety, już niedługo placówki pełne będą malutkich psów, na które obecnie panuje moda. Czego w takiej sytuacji oczekują miłośnicy i członkowie towarzystwa miłośników zwierząt? - Zakazu rozmnażania psów przez hodowle niezarejestrowane - mówi Mieczysława Goździk, prezes Tomaszowskiego Towarzystwa Miłośników i Opieki nad Zwierzętami. - Psiaki, które nie będą prawnie przeznaczone do rozmnażania powinny być kastrowane i sterylizowane. Obecnie między innymi przez nielegalnych hodowców w schroniskach i na ulicach jest dramatyczna sytuacja. Do placówek trafiają psy ras groźnych, na które jeszcze nie tak dawno panowała ogromna moda.
Ludziom, którzy świadomie decydują się na zakup psa, można doradzić jedno. Cena psa z hodowli nierejestrowanej, gdzie jego właściciel wmawia rasowych rodziców, średnio wynosi około 1000 złotych. Tymczasem wielu hodowców często obniża ceny. Prawdziwego, rasowego, np. owczarka niemieckiego można kupić właśnie za około 1000 zł. Wtedy mamy pewność, że pies posiada nie tylko książeczkę pochodzenia, ale również tatuaż pozwalający na jego identyfikację. |