tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
ER-DENT stomatologia EDYTA JUSZCZAK-PRZYBOREK, ...
czytaj dalej »

NIE MOŻESZ SPRZEDAĆ SAMOCHODU???. Zapraszamy do ...
czytaj dalej »

KUPIĘ każde auto uszkodzone, rozbite lub do ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Kultura

 Prowadzimy dialog

 



Występ Krystyny Sienkiewicz w Tomy i... tłumy widzów.


Z Rafałem Piekarskim, pastorem Społeczności Chrześcijańskiej Tomy rozmawia Agnieszka Łuczak.
- 19 października minął rok od chwili uruchomienia placówki przy ul. Jerozolimskiej, prowadzonej przez Społeczność Chrześcijańską Tomy. Dawne, zrujnowane kino „Mazowsze” ożyło. Ludzie się tu bawią, słuchają muzyki, popijają kawę, ale też modlą się, choć nie jest to obiekt sakralny. Czym jest „..i cafe”? Domem kultury? Ośrodkiem kultury chrześcijańskiej?
- Budynek wyremontowany przez Fundację Proem i przekazany do użytkowania Społeczności Chrześcijańskiej Tomy działa na czterech płaszczyznach. One się wzajemnie przenikają, ale zaznaczmy na początku - nie zawsze.
Jako ośrodek kultury mamy zaplecze w postaci sali widowiskowo-wystawienniczej, sporo pomysłów, wolontariuszy. Stwarzamy możliwości również innym.
Druga sfera, edukacyjna, sprowadza się do tego, że organizujemy tu kursy języka angielskiego.
Trzecia sfera działań to sfera społeczna. Działamy na rzecz ludzi, którzy niekoniecznie tu zaglądają. Oferujemy im różną pomoc. Wspólnie z miastem realizujemy kilka projektów, np. Kontakt 1 na 1, w którym wolontariusze biorą pod opiekę dzieci z rodzin dysfunkcyjnych i przez rok spotykają się z nimi przynajmniej raz w tygodniu na 2 godziny. Tym działaniom poświęcamy coraz więcej uwagi.
Czwarta, to sfera religijna, w której istniejemy jako kościół chrześcijański, ewangeliczny. Wywodzący się z protestanckiej rodziny kościołów ewangelicznych. Ta sfera jest również bardzo przejrzysta. Członkowie naszej wspólnoty spotykają się tu na niedzielnych nabożeństwach.
Wracając do przenikania się naszych działalności. Od osób, które przychodzą na spotkania, koncerty nie oczekujemy, że mają uczestniczyć w innych działaniach. Podobnie w sferze społecznej. Nie uzależniamy świadczenia przez nas pomocy od uczestnictwa w innych zdarzeniach. Ci, którzy korzystają z pomocy najczęściej nie uczestniczą w żadnych innych przedsięwzięciach.
- Działacie od niedawna i to w dość trudnym kwartale miasta. Nikt wam nigdy nie próbował wybić szyby?
- Nie próbował. Spotykamy się z życzliwością i otwartością coraz większej rzeszy tomaszowian. Myślimy nieustannie o tym, co możemy jeszcze zrobić, co nowego zaproponować, stworzyć. Nie zastanawiamy się zbytnio nad tym, komu i dlaczego nasze działania się nie podobają. Jesteśmy otwarci, transparentni. Mieliśmy świadomość, że uruchamiamy naszą placówkę w miejscu dość trudnym, biorąc pod uwagę lokalizację. Mamy nadzieję, że swoimi działaniami wnosimy drobny wkład w rewitalizację tego obszaru Tomaszowa.
- Kluczowy nacisk kładziecie na współpracę.
- Tak, ona jest najważniejsza. Łączy ludzi, wyzwala pozytywne pomysły i energię, pozwala wzajemnie się poznawać. Bardzo dobrze układa się nam współpraca z miejskimi placówkami kultury. Pracują w nich ludzie z pasją, którzy znają swoją profesję. Mają programy i mnóstwo ciekawych pomysłów, które realizują w określonych środowiskach.
- Czy zdarza się, że odbieracie sygnały, że oferta „...i cafe” może jest ciekawa, interesująca, ale ponieważ dzieje się to właśnie w tym miejscu i jest firmowane przez SCh Tomy, to osoba deklaruje, że nie będzie w tym uczestniczyć.
- Docierają do nas takie, na szczęście pojedyncze, sygnały. Od razu muszę zaznaczyć, że to zawsze jest przekaz z drugich ust. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś, kogo znam lub nie znam przyszedł i powiedział wprost, że światopogląd lub jakieś inne względy nie pozwalają mu na to. Są np. media, które nigdy nie relacjonują tego, co tu się zdarza. Na szczęście nie chodzi o TIT.
- Wiele imprez udaje się przy współpracy z jednostkami podległymi miastu. Kładziecie duży nacisk na współpracę. W jednostkach, o których mówię pracują ci sami ludzie, którzy pracowali cztery lata temu i którzy mieli nieoficjalny zakaz współpracy z Tomy. Macie świadomość, że za rok władza może się znów zmienić. Przyjdą inni, mniej światli ludzi i ponownie nie wolno będzie wspólnie działać. Przestanie być normalnie.
- Jestem tego świadomy. Jakościową zmianę w tej kadencji odczuliśmy. Między Urzędem Miasta a nami trwa dialog i bardzo go sobie cenimy. Ważna jest atmosfera, która towarzyszy naszym spotkaniom, rozmowom. I nie ma to nic wspólnego z poglądami politycznymi. To jest inna płaszczyzna porozumienia. Cieszę się, że jesteśmy w momencie, gdy współpraca z władzami miasta układa się bardzo dobrze.
Gdyby po wyborach, czy z innego powodu, miało się coś w tej kwestii zmienić, to w naszej działalności położymy nacisk na inną sferę życia. Chociaż szkoda by było, bo przecież w takiej sytuacji zawsze najbardziej poszkodowani są mieszkańcy miasta.
- Ale zdarzają się momenty, nazwijmy to oględnie, konsternacji?
- Przez sześć lat naszej działalności daliśmy się poznać. Jeśli ktoś miał taką potrzebę, mógł to po wielokroć zrobić. I nadal jest taka możliwość. Ja i moi koledzy jesteśmy zapraszani na posiedzenia różnych komisji. Czasem spotykamy się z pytaniami, które być może w świeckim państwie nie powinny nigdy paść, np. dotyczące naszej tożsamości religijnej. Z drugiej strony rozumiem, że środowisko, które reprezentuję jest na tyle mało znane, że takie pytania w kraju, w którym Polak jest synonimem słowa - katolik, padają.
- Rozmawiamy na podsumowanie roku waszej działalności. Przez ten rok, mając zaledwie jedną salę i środki nieporównanie skromniejsze od budżetu, jakim dysponuje „na kulturę” miasto, wnieśliście znaczący wkład w ożywienie tej sfery życia. Jesteście widoczni i życzliwie (poza wyjątkami) postrzegani. Tymczasem 70-tysięczne miasto czwartą kadencję nie może dorobić się sali widowiskowej. O innych kwestiach nie wspominając. Zapytam krótko: jak to się robi?
- Po pierwsze mamy wolność decyzyjną i finansową, na którą nie może pozwolić sobie żaden urząd. Niewątpliwie też brak biurokracji upraszcza procedury i skraca czas na podejmowanie decyzji i realizację projektów. Nie zatrzymujemy się na rzeczach nieistotnych. Poza tym nasza organizacja ma taki charakter, że nikt nie przychodzi tu do pracy. Ludzie są wysoko zmotywowani. Możemy mówić wręcz o pasjonatach. Dzielą swój prywatny czas z innymi.
Nasza działalność nie ma charakteru komercyjnego. Jeśli wynajmujemy salę, robimy to „po kosztach”. Nadwyżki przeznaczamy na cele społeczne, np. na remont mieszkań czy pomoc finansową osobom w trudnej sytuacji materialnej. Dodam do tego jeszcze i to, że nasze finanse są jawne. Sprawozdania i rozliczenia z zadań publicznych, które realizujemy na mocy umów z miastem, składamy m.in. do UM.
- Czy w związku z tym, że w tym samym miejscu, w którym teraz siedzimy, czyli w kawiarni odbywają się koncerty, a w innym czasie nabożeństwa i modlitwy obowiązują tu jakieś ograniczenia?
- Jeśli wynajmujemy salę, to prosimy tylko o to, by uszanować fakt, że w innym czasie ludzie przychodzą tu na nabożeństwa. Chcemy, aby to miejsce kojarzyło się z pozytywnym przekazem. Prosimy więc, by ze sceny nie padały wulgaryzmy, by nie pokazywać tu obscenicznych obrazów. To wszystko. Nie zdarzyło się, by ktoś tego nie uszanował. Mamy więc do czynienia ze wzajemnym zaufaniem, ale i poszanowaniem.
- Z kim współpracujecie?
- O mieście i podległych mu placówkach kultury była już mowa. Różne przedsięwzięcia organizowały tu dotychczas PCK, Warsztaty Terapii Zajęciowej, Uniwersytet Trzeciego Wieku. Mam nadzieję, że będziemy służyć jeszcze wielu innym ludziom.
- Pytanie stereotypowe na koniec rozmowy. Jakie są plany „…i cafe”?
- Jesteśmy po fajnej, przebieranej imprezie dla młodych ludzi na okoliczność Halloween. Uczestniczymy dzięki współpracy z UM w Dniach Krzysztofa Komedy. Gościć będziemy u nas m.in. Zbigniewa Namysłowskiego. 4 grudnia będzie koncert podsumowujący Światowy Dzień Walki z AIDS i profilaktyczne działania, które prowadzimy w szkołach. Jako pierwszy TIT może podać wiadomość, że w grudniu w imprezie towarzyszącej rozdawaniu świątecznych paczek dla dzieci z rodzin, którym pomagamy na co dzień, swój udział potwierdził Szymon Majewski. Wymieniłem zaledwie trzy najbliższe wydarzenia, ale zapewniam, że to niejedyne jakie odbędą się jeszcze w tym roku.
- Dziękuję i życzę wielu pomysłów, wielu sukcesów i owocnej współpracy z tymi, którzy do niej dążą.


Artykuł ukazał się w wydaniu nr 45 (1008) z dnia 12 Listopada 2009r.