Większość czerwca lało, lipiec powitał nas tym samym.
W poprzednim numerze pisaliśmy jakie straty wyrządziły burze i opady, które rozpoczęły się 23 czerwca i trwały, z małymi przerwami, przez sześć dni. Wszystkie, postawione na nogi służby ratownicze, zarządcy dróg i budowlańcy, mieli nadzieję, że może lipiec będzie bardziej łaskawy. Niestety, już 2 lipca wieczorem zrobiło się nagle ciemno i zaczęło padać. Noc rozjaśniały pioruny.
Pierwsze informacje o podtopieniach dyżurny straży pożarnej odebrał o godz. 19.07 z ulicy Witosa. Cztery godziny później znów trzeba było wrócić w to samo miejsce. O godz. 23.49, w na ul. Żytniej palił się transformator, przypuszczalną przyczyną pożaru było uderzenie pioruna. Tej nocy strażacy wyjeżdżali jeszcze do zalania w Łaznowskiej Woli i zwalonego drzewa w Zaosiu. Niestety woda stanęła również na skrzyżowaniu Warszawskiej i Barlickiego.
W piątek, 3 lipca, interwencja potrzebna była na Hubala i w Ujeździe na ul. Wolborskiej.
W niedzielę byłoby spokojnie, gdyby nie pożar na ul. Wola Wiaderna. O godz. 1.12 zapaliła się tam drewniana stodoła i dach przyległej nieruchomości gospodarczej. Strażacy ratowali również budynek mieszkalny. Z ogniem walczyły trzy zastępy PSP i dwa OSP. Spaliła się całkowicie drewniana stodoła kryta papą, młockarnia i dach budynku stojącego obok. Straty wyliczono na około 50 tysięcy złotych.
We wtorek, 7 lipca znów zaczęło ostro lać. O godzinie 20.34 strażacy wyruszyli do pierwszego zalania na ul. Świeżej. Po tym rozdzwoniły się telefony. Zgłoszenia były z Cekanowskiej, Nowowiejskiej, Zakątnej, Zgorzelickiej. Następnie jeszcze dwa razy strażacy wracali na Cekanowską. Najgorzej jednak sytuacja wyglądała na Skłodowskiej-Curie, Mickiewicza, Krzywej, Spalskiej, Szczęśliwej (również dwa zgłoszenia), Żeromskiego i 11 Listopada.
Na wezwanie na ul. Spalską 92 wyruszyły aż trzy zastępy. Strumień wody spływający z Żeromskiego wpadł w Spalską i bramę domu starszego małżeństwa. Deszczówka lała się również z boku od dalszej części Żeromskiego. Garaż zalało całkowicie. W domu było podobnie. Na ratunek przyjechała córka właścicieli. Najpierw wiadrami, miskami, a później szmatami i gąbkami pozbywali się wody.
- To już nasze trzecie zalanie w tym roku - mówiła właścicielka domu. - Taką sytuację mamy już do wielu lat. Nie mamy już do tego sił.
Mieszkańcy za taki stan obwiniają niedrożne studzienki, za małe średnice kanalizacji i w końcu sąsiadów, którzy nie dbają o swoje działki.
Tego samego dnia okazało się, że po raz kolejny u zbiegu Warszawskiej i Barlickiego utworzyło się jeziorko. Niestety spływ do Wolbórki, który ma na celu wyłapanie wody m.in. z Jerozolimskiej i św. Antoniego, zawiódł.
- Nie interweniowaliśmy w tym przypadku, gdyż woda szybko zeszła - mówi Andrzej Barański, prezes Zakładu Gospodarki Wodno-Kanalizacyjnej. - Mieliśmy jednak pewne trudności na ulicy Ugaj. Studzienki nie nadążyły przyjmować takiej ilości wody, również dlatego, że się przytkały.
Prezes A. Barański odrzuca zarzuty, jakoby spółka nie czyściła kanałów. Jak tłumaczy, dwa specjalistyczne auta wyposażone w kamery wciąż nad tym pracują.
- Problem w tym, że właściciele i zarządcy dróg nie bardzo dbają o czystość na ulicach - dodaje. - Wciąż ich o to upominamy. Przyznaję jednak, że w mieście są używane zbyt małe średnice sieci, ale pamiętajmy, że zakładane były wiele lat temu, kiedy nie było takich anomalii pogodowych. Obecnie miasto nie zamieściło w planach wieloletnich takich inwestycji.
W środę również padało. Burza przeszła peryferiami miasta, nad Starzycami. Najbardziej ucierpieli jednak mieszkańcy ulicy Piaskowej i dochodzących. Strażacy ratowali domostwa za pomocą worków z piachem.
|