tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
TRANSPORT kontener 6,5 t, winda, przeprowadzki, ...
czytaj dalej »

UROLOG specjalista ANDRZEJ KACZMAREK: choroby ...
czytaj dalej »

WIĘŹBY dachowe, pokrycia, tel. ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Opinie

 Pokój wymagany, pokój niedostępny

 
Pani Anna o mieszkanie dla swojej rodziny z dwójką niepełnosprawnych dzieci walczy od kwietnia. Podania, wizyty u ważnych urzędników, orzeczenia. Wywalczyła 4 mkw. dodatkowej powierzchni.

O sytuacji pani Anny i jej rodziny pisaliśmy pod koniec lipca. W kwietniu br. sąd orzekł dla państwa W. eksmisję z mieszkania komunalnego za niepłacenie czynszu. Eksmisji na bruk na szczęście w naszym mieście się nie wykonuje. TTBS przyznał rodzinie lokal socjalny. Spełniał on z nadwyżką wymagane standardy (minimum to 5 mkw. na osobę, a mieszkanie miało mieć 37 mkw). Nie uwzględniał jednak faktu, że w rodzinie tej jest dwójka niepełnosprawnych dzieci chorujących na astmę.
To właśnie choroby dzieci doprowadziły państwa W. do tragicznej sytuacji finansowej. Gdy nie ma się pracy, lub pracuje tylko dorywczo, pieniędzy nigdy na wszystko nie starcza. Bywa, że rodzice stają przed dylematem - wykupić dla dziecka lekarstwo czy zapłacić czynsz. Można mieć wątpliwości, który wariant wybiorą?
Państwo W. część długów pospłacali, ale nie wszystkie. Pogodzili się z faktem, że zajmowane 47-metrowe mieszkanie muszą opuścić. Ale socjalny lokal o 10 mkw. mniejszy, to dla nich i ich dzieci katastrofa.
Dwa miesiące temu tak pisałam o sytuacji państwa W.: Na pierwszy rzut oka w mieszkaniu pani Anny jest wszystko co potrzebne do życia. Jest lodówka, pralka, telewizor, segment i dywan. Brakuje przestrzeni i świeżego powietrza. To, które przyjdzie im teraz zasiedlić, przestrzeni i powietrza będzie miało jeszcze mniej. A przypomnieć należy, że zamieszka w nim dwójka dzieciaków z astmą. W dodatku mieszkanie nadawać się będzie do gruntownego remontu, a tymczasem mąż w lipcu przebył zawał. Nie pracuje, nie zarabia, nie ma zasiłku. Dodatkowy stres nie sprzyja rekonwalescencji.
Pani Anna bierze sprawy w swoje ręce. W końcu jest kobietą. A w takich okolicznościach musi być silną kobietą.
Pisze podanie do doraźnej komisji mieszkaniowej działającej przy TTBS o ponowne rozpatrzenie jej sytuacji. Składa wniosek do Powiatowej Komisji ds. Orzekania Niepełnosprawności o wydanie zaświadczenia o przyznaniu dodatkowej powierzchni mieszkalnej wynikającej z niepełnosprawności dzieci. Orzeczenie takie otrzymuje w sierpniu. Dołącza je do akt sprawy. Pismo w tej sprawie pomaga napisać prawnik udzielający porad w MOPS. W dniu przyjęć pani Anna zapisuje się też na wizytę u prezydenta miasta.
Efektem wszystkich zabiegów jest ponowne rozpatrzenie przez komisję sprawy rodziny W. I nowa decyzja. Zamiast 37 mkw. otrzymają 40.91 mkw. Dodatkowo TTBS wymieni w mieszkaniu instalację elektryczną i okna.
Rafał Zagozdon, prezydent Tomaszowa mówi: - Po trzech latach urzędowania na stanowisku prezydenta mogę powiedzieć, że każdy mieszkaniec miasta, który decyduje się na wizytę w moim gabinecie, przynosi ze sobą jakiś problem. Tam gdzie jest to możliwe, nie przekracza moich kompetencji oraz ram prawnych, staram się interweniować, pomagać. Druga sprawa to podejście urzędników, którzy odpowiedzialni są za rozwiązywanie konkretnych problemów. Nie mogą traktować ich standardowo.
Przez kilka miesięcy rodzina W. żyje w zawieszeniu i stresie. Nikt ich nie informuje, co z ich sprawą, jakie zapadną decyzje. - Jestem wyczerpana, nie wiem co robić. Chciałabym zapewnić dzieciom warunki, jakie są im niezbędne. Z drugiej strony odmowa przyjęcia mieszkania może tylko rozzłościć urzędników - obawia się pani Anna.

Mamy Komisję Mieszkaniową, mamy Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, mamy Powiatową Komisję ds. Orzekania Niepełnosprawności. A działania wszystkich tych ciał spajać mogłaby "Strategia rozwiązywania problemów społecznych", gdyby komuś zależało, by nie była jedynie zbiorem martwych zapisów.
Przykład rodziny państwa W. pokazuje, że wymienione instytucje i ciała to zatomizowane byty, zupełnie ze sobą niewspółpracujące, niewiedzące o swoich decyzjach i poczynaniach, nieszanujące wzajemnie czynionych ustaleń. Każda z nich podlega komu innemu, od kogo innego jest zależna i przez kogo innego rozliczana. W takich warunkach trudno realizować jakąkolwiek strategię rozwiązywania czegokolwiek. Mamy doraźne działania, gorące telefony, szybkie decyzje. A na koniec osoba zainteresowana i tak ląduje w gabinecie prezydenta, który powinien patrzeć na problemy z lotu ptaka i wskazywać kompleksowe rozwiązania lub ludzi, którzy takie rozwiązania potrafią nakreślać. Prezydent 70-tysięcznego miasta nie powinien tracić czasu na pochylanie się nad pojedynczym przypadkiem pani A., pana B., państwa X. A jednak pochyla się i traci, bo mechanizmy zawodzą, a właściwie brak mechanizmów sprawia, że najdrobniejsze nawet sprawy lądują na prezydenckim biurku.
Problem rodziny W. został więc załatwiony połowicznie. I nikt nie jest usatysfakcjonowany, za to każdy ma poczucie, jeśli nie winy, to krzywdy.


Agnieszka Łuczak   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 40 (1003) z dnia 8 Października 2009r.