W listopadzie zeszłego roku w numerze 48 TIT pisaliśmy o problemach mieszkańców ulicy Farbiarskiej wynikających z funkcjonowania w pobliżu dyskoteki. Skargi na sobotnie imprezy dotarły nie tylko do prezydenta miasta, ale również do policji. Ruszyła procedura wyjaśniająca. Sprawę ostatecznie umorzono.
22 czerwca 2009 r. dwóch inwestorów otrzymało pozwolenie na sprzedaż alkoholu i rozpoczęli biznes. Jednak jak zapewniają, dobrze się do niego przygotowali, wygłuszając budynek, zamurowując wszystkie okna i instalując monitorig. Bezpieczeństwa bawiących się strzegą ochroniarze.
Mimo to przyjeżdżająca młodzież sprawiała okolicznym mieszkańcom wiele kłopotów. Parkowali przed domami samochody, ścigali się nimi w środku nocy. Nagminne było picie na ulicy alkoholu i wyrzucanie śmieci na prywatne posesje, załatwianie potrzeb fizjologicznych na płoty, furtki lub bramy. Dochodziło również do aktów wandalizmu, m.in. niszczenia znaków czy malowania ścian. To wszystko sprawiło, że mieszkańcy przestali czuć się bezpiecznie.
Oficjalną skargę złożyli już 3 sierpnia 2009 roku, kolejne także podczas sesji Rady Miejskiej. Domagali się wtedy zamknięcia uciążliwego biznesu. To nie było takie łatwe. Urzędnicy twierdzili, że ewentualnie można zacząć od odebrania właścicielowi dyskoteki pozwolenia na sprzedaż alkoholu. O sprawie została poinformowana policja i Straż Miejska, a także Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Służby porządkowe poproszono o przysłanie informacji o interwencjach w tym miejscu. Okazało się, że policja interweniowała dwa razy, ale zgłoszenia nie potwierdziły się.
Trzeba było również ustalić, czy pijąca młodzież na ulicy zakupiła alkohol w lokalu, to mogłoby być podstawą do odebrania pozwoleń. Policja wylegitymowała i ukarała dwie osoby za spożywanie alkoholu na terenie ulicy Farbiarskiej. Po przesłuchaniu okazało się jednak, że mężczyźni zakupili go w sklepie nocnym. Nie było więc związku z dyskoteką i postępowanie umorzono. Należy nadmienić, że w lokalu obowiązuje zakaz wynoszenia jakichkolwiek trunków.
Jak poinformowali nas pracownicy magistratu, obecnie nie wpływają do nich skargi mieszkańców. Najprawdopodobniej wpływ na to mają mrozy. Przy takich temperaturach nikt nie wystaje z butelką na dworze. Mieszkańcy ulicy są pewni jednak, że problem powróci już niedługo. Tymczasem właściciel nie zamierza zmienić, tak jak domagali się ludzie, miejsca prowadzenia interesu. Już niedługo wyjście z lokalu ma zostać przeniesione na ulicę Legionów. |