Dwie osoby poszkodowane i spalone mieszkanie to bilans pożaru, do jakiego doszło w czwartek, 10 września w jednym z wielorodzinnych budynków na os. Niebrów.
 Ratownicy PSP udzielali poszkodowanym pomocy medycznej.
Pogodny poranek nie zapowiadał niczego niezwykłego. Jednak tuż przed godziną 10.00 z jednego z mieszkań wielokondygnacyjnego bloku przy ul. Dzieci Polskich na klatkę schodową zaczął wydobywać się gęsty dym. Sąsiedzi zaalarmowali straż pożarną. Ta zjawiła się natychmiast po wezwaniu. Niestety wozy bojowe miały utrudniony dojazd do budynku, ponieważ na wąskiej uliczce pod blokiem mieszkańcy pozostawili zaparkowane samochody.
Przed budynkiem zgromadził się tłumek gapiów. Strażacy oddzielili ich od bezpośredniej strefy zagrożenia odblaskowymi taśmami. W wieżowcu odcięto dopływ gazu i prądu. Pożar wybuchł na jedenastym piętrze. Ponieważ windy nie działały, ratownicy musieli się tam dostać po schodach w ważących 12 kilogramów aparatach ochrony dróg oddechowych, niosąc ze sobą sprzęt burzący, latarki i radiostacje oraz rozwijając po drodze dwanaście 20-metrowych linii gaśniczych. Do płonącego mieszkania udało się na szczęście dotrzeć na czas. Strażacy odnaleźli dwóch młodych chłopaków. Lżej rannego (z poparzeniami prawej ręki) po podaniu tlenu sprowadzili na dół. Tam ratownicy PSP udzielili mu dalszej pomocy. Drugi z poszkodowanych był podtruty czadem. Usiłując w panice zbiec ze schodów, przewrócił się i skręcił nogę. Strażacy musieli wąską klatką schodową znieść go z 11 piętra na kocu. Poza strefą zagrożenia podali mu tlen, opatrzyli nogę i okryli kocem termicznym.
Kiedy część ratowników udzielała poszkodowanym kwalifikowanej pomocy medycznej, pozostali druhowie walczyli z pożarem. Trochę czasu zajęło im podłączenie się do hydrantu znajdującego się przy przystanku MZK na ul. Warszawskiej, bo po raz kolejny okazało się, że nie jest on w pełni sprawny. Akcja prowadzona była wewnątrz budynku z klatki schodowej oraz z 30-metrowej drabiny znajdującej się na jednym z wozów bojowych. Okazało się, że przy mierzącym 33 metry budynku nie jest ona wystarczająca. Niestety tomaszowska PSP nie dysponuje ani dłuższymi drabinami, ani podnośnikami, na które można by było ewakuować ludzi z zagrożonych mieszkań na wyższych piętrach. - To jest rzeczywiście problem - przyznaje st. kap. Dariusz Polański, zastępca dowódcy JRG. - Mieliśmy obiecany zakup czterech nowoczesnych wozów bojowych, ale na razie starostwo wycofało się z tego pomysłu.
Na szczęście opisana przez nas sytuacja to tylko ćwiczenia, sprawdzian wyszkolenia strażaków, którzy mimo wszystko, zdaniem obserwujących ich mieszkańców, spisali się na medal oraz test gaśniczego sprzętu. - Naszym celem było sprawdzenie jak sprawnie będzie przebiegało rozwinięcie linii gaśniczej od samego dołu do najwyższej kondygnacji wieżowca bez używania tzw. suchego pionu, czyli stałej instalacji gaśniczej, w którą wyposażone są tego typu budynki - wyjaśnia starszy aspirant Krzysztof Batorski, rzecznik prasowy PSP dowodzący czwartkową akcją. - Założyliśmy też, że nie będziemy mieć możliwości wezwania zespołów ratowniczych, a pomocy poszkodowanym będą musieli udzielić nasi ratownicy. Tym razem nie było problemów z dotarciem do poszkodowanych, ale to była tylko symulacja. Gdy mamy do czynienia z prawdziwym pożarem, zadymienie jest czasem tak duże, że strażacy szukają poszkodowanych niemal po omacku, pokonując po drodze liczne przeszkody, np. w postaci przewróconych mebli czy ściany ognia.
Krzysztof Batorski dodaje, że ratownicy PSP muszą ćwiczyć na wymagających obiektach i w jak najtrudniejszych warunkach, na "żywym organizmie", by w prawdziwych akcjach spotykało ich jak najmniej niespodzianek. - Im więcej wylanego potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju - dodaje.
W czwartkowych ćwiczeniach wzięła udział cała zmiana PSP z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tomaszowie, czyli 13 ratowników i 4 wozy pożarnicze. - Mieszkańcy miasta mogli jednak być spokojni. Do ćwiczeń użyliśmy zapasowych węży, a na wozach były komplety, które są używane w akcjach, więc gdyby gdzieś w tym czasie wybuchł pożar, natychmiast przerwalibyśmy ćwiczenia i udali się na miejsce zdarzenia. Poza tym na wszelki wypadek zabezpieczyliśmy się też jednostkami OSP - tłumaczy starszy aspirant Batorski.
W roli poszkodowanych wystąpili wolontariusze Grupy SIM PCK Krzysztof Tataradziński i Bartosz Sobotkowski.
Ćwiczenia przeprowadzone przez strażaków PSP w ubiegłym tygodniu były pierwszymi z cyklu. Strażacy chcieliby podobne organizować przynajmniej raz w miesiącu. W przyszłości planowane są m.in. działania na kolei, gdzie miałoby dojść do masowego zdarzenia z udziałem pasażerów pociągu osobowego. |