Po sesji Rady Miejskiej. Z bocznej ławy
W końcu ubiegłego roku Rada Miejska uchwaliła studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego miasta (suzpm) Tomaszowa. W oparciu o ten dokument powstał miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (mpzp) terenu pomiędzy ul. Barlickiego a Wolbórką. Obie uchwały, choć zaskarżone przez grupę tomaszowskich kupców i dwóch posłów, zostały utrzymane w mocy przez wojewodę. A to otwiera właścicielowi terenu możliwość rozpoczęcia przygotowań do budowy centrum handlowego zwanego roboczo Galerią Mazovia. Nie wiadomo tylko czy inwestor nie poniesie nakładów, które okażą się daremne.
Andrzej Sibiński, prezes Stowarzyszenia Kupców i Pracodawców Powiatu Tomaszowskiego już raz doprowadził do unieważnienia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny uchwalonego 5 października 2005 r. miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Teraz ponownie szuka sposobu na unieważnienie kolejnych uchwał. Zdaniem kupców, suzpm zostało uchwalone z naruszeniem prawa. Jednak by móc uchwałę zaskarżyć do sądu, trzeba wyczerpać drogę administracyjną, a jednym z jej elementów jest wezwanie właściwego organu do usunięcia naruszenia prawa. I takie pismo (właściwie trzy pisma, każde podpisane przez coraz większą grupę tomaszowian) wpłynęło do Rady Miejskiej.
Sibiński w uzasadnieniu wezwania napisał, że w trakcie przygotowywania studium zrezygnowano z przeprowadzenia wszystkich czynności określonych w art. 11 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Powiedział też, że jego zdaniem zostały naruszone także przepisy ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, gdyż w tym przypadku chodzi o sklepy wielkopowierzchniowe.
Radni jednak nie przyjęli argumentów kupców i w uchwale odmówili uwzględnienia wezwania do usunięcia naruszenia prawa.
Sposób podejmowania uchwał przez naszą Radę ostatnio wywołuje spore zdziwienie. Problemów podnoszonych przez radnych opozycyjnych nie dyskutuje się, lecz przegłosowuje. Zatem obserwatorzy sesji nie bardzo pojmują, co się dzieje i dlaczego decyzje zapadają takie, a nie inne. Myślę, że podobne zdanie mają setki czy tysiące tomaszowian, oglądający relacje z obrad w telewizji.
Sprawa odmówienia uwzględnienia wezwania do usunięcia naruszenia prawa, które zgłosił A. Sibiński, bez dokładnej analizy prawnej i oceny skutków społecznych, jest co najmniej dziwna. Argumenty Sibińskiego wydają się być rozsądne. Podobne podnosiła grupka radnych, ale słyszeli tylko jedną odpowiedź - skoro wojewoda łódzki uchwały nie zakwestionowała, to jest zgodna z prawem. Ale to żaden argument.
Przed pięcioma laty wojewoda też opublikował miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego miasta Tomaszowa, a dwa lata później WSA w Łodzi uchwałę uznał za nieważną, bo naruszone zostały procedury.
Obecnie trwają prace nad nowym mpzpm, opartym na kwestionowanym przez kupców studium. W maju ma on być wyłożony do publicznego wglądu. Później z pewnością szybko zostanie uchwalony. Jeśli prezes Sibiński ma rację, to sąd wyda wyrok nie po myśli władz miasta. A że sądy są niezbyt rychliwe, to może się to stać dopiero w przyszłym roku. I co wtedy? Plan na bazie nieistniejącego studium zniknie, jakby nigdy nie istniał. Już to przećwiczyliśmy. Wtedy Rada zafundowała nam kolejne pięć lat bałaganu. Gdy była szansa na doprowadzenie do normalności, znów i władza uchwałodawcza, i wykonawcza śpieszy się bardzo. A droga na skróty często prowadzi na manowce.
Sibiński zapowiedział też, że zamierza przystąpić do zbierania podpisów pod pismem, które skieruje do Zarządu Województwa Łódzkiego z wnioskiem o odebranie miastu dotacji na rewitalizację. Jego zdaniem, władze miasta przygotowując Program Rewitalizacji Centrum nie wywiązały się z obowiązku przeprowadzenia konsultacji społecznych. Chodzi o kupców z targowiska miejskiego na ul. Grunwaldzkiej. W związku z budową nowej ulicy, roboczo nazwanej Nowomurarską, handel z Grunwaldzkiej ma zniknąć.
Postawą Sibińskiego oburzeni są zarówno radni koalicyjni, jak i przedstawiciele władz wykonawczych. Wiceprezydent Grzegorz Haraśny mówi wprost, że jest to działanie na szkodę miasta i jego mieszkańców.
Niezbyt rozumiem to oburzenie. Przecież jeżeli władze zachowały wszystkie procedury postępowania wynikające z przepisów, do czego były zobligowane, to żaden wniosek Sibińskiego nie odbierze nam dotacji. Czyżby jednak nie wszystko było jak należy i stąd lęk przed każdą skargą? Czy znów mamy przykład chodzenia na skróty? Program rewitalizacji znany jest od wielu lat, a do dziś porozumienia z kupcami nie ma. A samorząd to nie dyktatura i każdy swoje prawa ma.
PS Ciekawe jest też podejście radnych do większości sprawozdań, a w szczególności do jednego. Na przykład na własne życzenie co miesiąc rajcowie otrzymują całkiem pokaźny stos papierów z informacją o inwestycjach, ale o zawartych w nich danych nie dyskutują. Szkoda wyciętych drzew. Podobnie jak szkoda niepotrzebnie wykonanej pracy. |