Władze gminy Rzeczyca przygotowują się do prawdziwej rewolucji ekologicznej. Być może już w niedalekiej przyszłości wszystkie gospodarstwa na jej terenie zaopatrzone będą w przydomowe oczyszczalnie ścieków.
 Wojciech Szopa ma już przed domem zainstalowaną proekologiczną oczyszczalnię ścieków.
Obecnie w gminie Rzeczyca nie ma nawet metra sieci kanalizacji ściekowej. Wszystkie nieczystości wożone są beczkowozami do jedynej oczyszczalni w Bartoszówce. Tymczasem gmina wciąż się rozwija. Rośnie ilość odbiorców, a co za tym idzie przewożonych nieczystości. Rozwiązaniem byłyby dodatkowe oczyszczalnie, obsługiwane przez sieci kanalizacyjne. Dlaczego więc Rzeczyca ich nie buduje? Bo nigdy, przynajmniej w najbliższych dziesięcioleciach, nie będzie jej na to stać. Najpoważniejszą przeszkodą nie tylko jest brak funduszy i czy chęci pozyskania ich z zewnątrz, ale położenie geograficzne małych aglomeracji.
Trzeba było szukać innych rozwiązań. Pomysł budowy oczyszczalni ścieków przy każdym domu narodził się już dość dawno.
- Musimy w końcu rozwiązać ten problem - mówi Marek Pałasz, wójt gminy Rzeczyca. - Problem jednak w tym, że nie mamy w tej kwestii wielkiego wyboru. Dlatego zwracamy się powoli ku nowoczesnym, ekologicznym rozwiązaniom. Są już w kraju gminy, w których taka gospodarka ściekami świetnie się przyjęła. Wiele rzeczy musimy jednak jeszcze przemyśleć - dodaje.
Są dwa problemy. Pierwszy to ten, jaki wybrać system gospodarki ściekowej. Drugi - jakie zastosować technologie. System oczyszczania ścieków będzie bowiem funkcjonować przez długie lata.
A wszystko przez rozrzut
Gmina Rzeczyca jest specyficzna. Do jej walorów turystycznych z pewnością można zaliczyć przepiękne leśne i wiejskie krajobrazy. Składa się ona bowiem z uroczych, porozrzucanych co kilka kilometrów, miejscowości. Jednak to co dobre dla turystów, staje się poważnym problem w niektórych dziedzinach życia gminy. Szczególnie w planowaniu gospodarki zarządzania ściekami. Wszystkie gminy z naszego powiatu co roku prowadzą mniejsze lub większe inwestycje budowy sieci ściekowych. Nie wykonują jej tylko za własne środki, ale sięgają po te z zewnątrz. Dofinansowanie z UE w tych dziedzinach sięga aż 85 procent. Jest tylko jeden problem. Ramowa Dyrektywa Wodna Unii Europejskiej mówi wyraźnie, że do 2015 roku należy rozwiązać problem oczyszczania ścieków, a powinno to polegać na budowie systemu kanalizacyjnego, tam gdzie jest to ekonomicznie uzasadnione. Jeżeli nie, to należy się zwrócić ku oczyszczalniom lokalnym lub przydomowym.
- W praktyce oznacza to, że dodatkowe pieniądze trafią tylko do tych, którzy budują system kanalizacji, tam gdzie jest więcej niż 120 przyłączy na jeden km trakcji ściekowej - mówi Juliusz Sumorok, ekolog i niezależny specjalista od nowoczesnych systemów oczyszczania ścieków.
Większość się do tego stosuje. Niektóre gminy, jak obecnie Tomaszów, starają się w pewnym sensie „ominąć” to prawo, dołączając się do większej aglomeracji, czyli w przyszłości do być może zmodernizowanej tomaszowskiej oczyszczalni. Tak robią i inni. Niestety gmina Rzeczyca takiego luksusu nie ma. Na skanalizowanie rozrzuconych aglomeracji Unia pieniędzy nie da, a gmina tak drogich inwestycji sama nie udźwignie. W Rzeczycy bywają np. bardzo długie ulice, na których mieszka tylko kilka rodzin. Co to oznacza? By wybudować do nich sieć i odprowadzać ścieki, potrzebne jest grubo ponad milion złotych. - Między innymi dlatego postanowiliśmy zagłębić się w problematykę budowy oczyszczalni przydomowych lub lokalnych - mówi wójt Marek Pałasz. - Byliśmy na targach w Kielcach, rozmawialiśmy już ze specjalistami i wszystko wskazuje na to, że to jedyne dla nas wyjście z sytuacji.
Wójt nie chce jeszcze rozmawiać o szczegółach, gdyż wiele spraw jest do przemyślenia.
- Na rynku jest bardzo dużo producentów oczyszczalni przydomowych - mówi. - Wykorzystują różne technologie. Dlatego musimy wziąć pod uwagę wiele czynników. Na przykład skład gleb lub uwarunkowania położenia.
Specjaliści twierdzą jednak, że władze gminy Rzeczyca i jej mieszkańcy nie mają większego wyboru.
Jest dużo taniej
Za budową oczyszczalni przydomowych lub lokalnych, w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami, przemawiają oprócz atrybutów ekologicznych przede wszystkim finansowe. Można to wytłumaczyć na podstawie wirtualnej wsi położonej przy jednej ulicy o długości 2500 m i liczącej 150 zabudowań, odległej o 4,5 km od oczyszczalni zbiorczej.
Gdy będziemy chcieli wybudować sieć kanalizacyjną prowadzącą do oczyszczalni, bez kosztów budowy przepompowni i odtworzenia nawierzchni drogowych, dla przyjętej wsi koszty wyniosą w granicach 2,5 miliona złotych.
Sieć kanalizacyjna i lokalna oczyszczalnia ścieków będzie kosztować blisko 1,5 miliona złotych. Choć jest to najtańsza forma, trzeba pamiętać, że wiąże się ona z dodatkowymi kosztami, tj. odbiorem ścieków i działką pod oczyszczalnię.
Tymczasem budowa przydomowych oczyszczalni kosztować ma ok. 1,8 mln zł, koszty można jednak znacząco zmniejszyć, instalując oczyszczalnię dla kilku domów. Dla ludzi najważniejszym aspektem przy nowych technologiach będzie to, czy zapłacą za ścieki mniej.
Obecnie Rzeczyca wywozi nieczystości swoich mieszkańców dwoma wozami Zakładu Usług Komunalnych do oczyszczalni w Bartoszówce. Ta, choć wybudowana całkiem niedawno, bo 10 lat temu, wymaga remontu. Koszt wywozu i zrzutu nieczystości waha się od 10,96 do 13,72 złotych netto za metr sześcienny. Na tę kwotę składają się koszty przewozu, zrzutu, oczyszczenia, utylizacji i inne.
Jak zapewniają specjaliści, eksploatacja przydomowych oczyszczalni będzie nieco tańsza. Trudno określić jednak o ile, bo nie wiadomo na jakie technologie i rozwiązania ostatecznie zdecyduje się gmina.
- Obecnie największym problemem regionu Rzeczycy jest system oczyszczania - mówi Juliusz Sumorok. - Korzysta ona z oczyszczalni, która - choć całkiem niedawno wybudowana - oparta jest na przestarzałych już rozwiązaniach technologicznych. Bez względu na to czy przyjmuje 30 czy 100 procent ścieków, zużywa 100 procent energii.
Jednak jak dodaje fachowiec, technologia lokalnych niewielkich oczyszczalni wiąże się z obniżaniem kosztów, poprzez instalację energooszczędnych i niewymagających ciągłej obsługi urządzeń, których ważną cechą jest produkcja mniejszej ilości osadów.
- Tereny o zabudowie rozproszonej powinny bezwzględnie być przewidziane do zainstalowania oczyszczalni przydomowych - twierdzi stanowczo J. Sumorok.
Zwraca on również uwagę na inne aspekty. Większość gmin dopłaca do kosztów realizacji gospodarki ściekowej. W 2010 roku wchodzi w życie dyrektywa unijna, która tego gminie zabrania.
- To oznacza, że trzeba będzie podwyższyć koszty wywozu i utylizacji ścieków - mówi. - Ludzie zaczną oszczędzać wodę i wykonywać inne uniki. Będzie ich trudno sprawdzić, zresztą tak jak i teraz, ile tak naprawdę wytwarzają takich nieczystości.
Pierwsze
ekologiczne kroki
Przydomowe i lokalne oczyszczalnie ścieków są nie tylko tańsze w eksploatacji, ale również bardziej ekologicze od dużych, zbiorczych. Naukowcy twierdzą przede wszystkim, że nie narażają na katastrofy i są oszczędniejsze w gospodarowaniu wodą. Mają jednak i wady. Na przykład może wydobywać się z nich nieprzyjemny zapach, a o stan przydomowej oczyszczalni dbać musi sam jej właściciel.
W gminie Rzeczyca już kilka rodzin ma przydomowe oczyszczalnie ścieków. Na takie rozwiązanie zdecydował się m.in. Wojciech Szopa. Jest bardzo zadowolony.
- Przede wszystkim, robię coś na rzecz przyrody - mówi. - Ponadto nie muszę się tak często zajmować tym problemem jak przy tradycyjnym szambie. Teraz osad wywożę bardzo rzadko. Koszty, gdy weźmie się pod uwagę opróżnianie i zasypywanie osadu specjalnymi mikroorganizmami, są tylko trochę niższe. Gdyby jednak podobne systemy zaczęły działać u nas masowo, koszty pewnie znacznie by spadły.
Naukowcy podeszli jednak poważnie do systematyczności i odpowiedzialności Polaków. Nie każdemu bowiem będzie się chciało wykonywać wszystkie zalecenia producenta (choć tych jest naprawdę mało). Gdy wszystkie są wykonywane, urządzenie jest niezmiernie trwałe. Biorąc pod uwagę aspekt „lenistwa”, korzystniejsza jest instalacja praktycznie całkowicie zautomatyzowanych, niewielkich oczyszczalni lokalnych.
Mimo wielu niewiadomych w Rzeczycy już drgnęło. Zinwentaryzowano wszystkie szamba w gminie, sprawdzono, czy mieszkańcy posiadają podpisane umowy na wywóz ścieków. To pomoże w przyszłości oszacować zapotrzebowanie każdego gospodarstwa domowego i rolnego.
- Każdy wiedziałby jakiej oczyszczalni potrzebuje - mówi wójt. - Nie podejmiemy decyzji o wprowadzeniu projektu sami. Zapytamy o zdanie społeczność.
Wstępnie oszacowano, że jedna oczyszczalnia kosztuje od 10 do 25 tys. zł. Precyzowana jest forma płatności zakupu i nadzoru nad urządzeniami. W tej sytuacji będzie można wyciągnąć dłoń do Unii, a ta przy takich rozwiązaniach jest hojna. Projekt jest bardzo ciekawy, i z pewnością będziemy śledzić jego dalsze losy. |