 Na zdjęciu Emeryt Grzegorz Freńdo otrzymał od komendanta wojewódzkiego i powiatowego ciepły list pożegnalny.
2 października na zasłużoną emeryturę odszedł...
... najstarszy i najlepszy dzielnicowy
W piątek w tomaszowskiej komendzie policji odbyła się uroczystość pożegnania st. asp. Grzegorza Freńdy, funkcjonariusza komisariatu w Rokicinach. Od 1 lipca 2007 roku pełnił obowiązki dzielnicowego w Ujeździe.
W spotkaniu wzięli udział nie tylko koledzy z pracy, ale również władze gminy Ujazd. Młodszy inspektor Władysław Zientek, zastępca komendanta powiatowego policji podkreślał, że ze służby odchodzi jeden z najlepszych policjantów w komendzie.
- St. asp. Grzegorz Freńdo dał się poznać jako bardzo sumienny i skuteczny policjant - mówił. - Szkoda, że odchodzi, ale taką podjął decyzję.
Funkcjonariusz otrzymał grawerowany list pożegnalny podpisany przez komendanta wojewódzkiego i powiatowego. Inni policjanci podkreślali, że G. Freńdo pracował w bardzo wymagającym regionie, gdzie dużo było spraw i problemów. Mimo to świetnie sobie dawał radę.
Podczas uroczystości emeryt dziękował za wsparcie i przepraszał za pomyłki. Prosił, by koledzy i władze gminy dobrze go wspominali. Wójt Włodzimierz Goździk powiedział G. Freńdzie, że nie powinien odchodzić całkowicie z życia publicznego, a pracą i doświadczeniem wspierać innych.
Starszy aspirant do służby wstąpił 16 grudnia 1990 roku. Był to pierwszy termin, gdy w policji można było odrobić zasadniczą służbę wojskową. Jego pierwszy dzień w pracy zdążył już przejść do legendy. Podczas piątkowego spotkania koledzy poprosili, by jeszcze raz opowiedział, co stało się tamtego dnia.
- Jechałem do komendy w Tomaszowie mocno opóźnionym autobusem - wspominał G. Freńdo. - Wytłumaczyłem się jakoś przed przełożonym. Ten, bym miał bliżej do pracy, skierował mnie do podlegającej wtedy pod Tomaszów jednostki w Koluszkach. Zgłosiłem się do komisariatu, ale zrobiłem błąd. Powiedziałem, że jestem do „odróbki”.
Starszy policjant myślał jednak, że przyszedł kolejny mieszkaniec, który chciał odrobić pracą fizyczną mandat. Kazał młodemu funkcjonariuszowi czekać i pobiegł do kotłowni zapytać czy nie potrzeba przerzucić węgla. Roboty nie było. Dopiero u komendanta dowiedział się, że do łopaty chciał zagonić świeżo upieczonego funkcjonariusza.
Do policyjnej legendy przeszedł również „lekarski” charakter pisma aspiranta.
Na koniec uroczystości koledzy z różnych wydziałów wręczyli emerytowi kwiaty i życzyli wszystkiego najlepszego w cywilu. |