tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
NAPRAWA AGD - lodówki, zamrażarki, pralki ...
czytaj dalej »

WIĘŹBY dachowe, pokrycia, tel. ...
czytaj dalej »

ER-DENT stomatologia EDYTA JUSZCZAK-PRZYBOREK, ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Różności

  Nadopiekuńcza opieka

 
Od chlania wódy oślepł i ledwo trzyma się na nogach. Mieszka w norze bez podłóg, drzwi i mebli. Jakby telewizja przyjechała i pokazała, że człowiek wymagający pomocy żyje w takich warunkach, to byłaby afera na cały kraj. No to co zrobić? Znaleźć mu miejsce w DPS-ie.



Kara za pijaństwo.
Potrącenie ze świadczeń
na zakup środków czystości.


Domy opieki społecznej nazywa się czasami domami spokojnej starości. Jak do takiego domu trafiają 50-, 40- a nawet 30-latkowie, to nie może być mowy o starości, a spokoju nie ma tym bardziej. Anna Pawlak, zastępczyni dyrektora DPS nr 1 w Tomaszowie wyciąga książkę meldunkową i czyta daty urodzenia pensjonariuszy przyjętych do placówki przy ul. Farbiarskiej w ostatnich miesiącach: 1952, 1965, 1969, 1964. Najstarszy - 1948, 64 lata. O starości nie ma więc mowy.
Część z tych osób jest samotna i niepełnosprawna, inni z upośledzeniami. Nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Tyle tylko, że niektórzy z nich osiągnęli ten stan na skutek notorycznego nadużywania alkoholu. - Epileptyk, któremu ataki epilepsji nasilają się, gdy spożywa w nadmiarze alkohol. Ociemniała - na skutek picia trunków niewiadomego pochodzenia. Inwalida na wózku, który połamał nogi, skacząc w stanie zamroczenia z piętra. Ten ostatni, gdyby korzystał z rehabilitacji, mógłby odstawić wózek i samodzielnie się poruszać. Załatwiliśmy mu konsultacje ortopedyczne w dobrym ośrodku. Nie skorzystał, bo gdyby zaczął chodzić, to utraciłby dodatek rehabilitacyjny, a dzięki niemu ma za co pić - wylicza wicedyrektorka.
Tacy ludzie, a bywa że jest ich zaledwie kilkoro, są zmorą pozostałych pensjonariuszy DPS-ów i personelu. Utrudniają życie innym, zanieczyszczają miejsce zamieszkania, działają demoralizująco na otoczenie, bywa, że rozpijają kolegów, a opiekunów traktują jak służących.
W domu pomocy społecznej jest wydzielona palarnia, ale tacy ludzie palą papierosy tam, gdzie im się podoba. - Choć to wbrew regulaminowi, musiałam zamknąć salę telewizyjną, bo ostatnio tam właśnie urządzili melinę. Pozostali pensjonariusze i tak nie mogli korzystać z tego pomieszczenia - mówi Anna Pawlak.
Jedni po alkoholu awanturują się, inni się w tym czasie denerwują, że kierownictwo domu nic nie robi, że dyrektorka im pobłaża. Inni piją po cichu i są spokojni, ale potrafią tak zanieczyścić miejsce libacji?
Mieszkańcy DPS-ów mają prawa, personel ma obowiązki. Póki wszyscy przestrzegamy ogólnie obowiązujących norm, póty jest dobrze. Gdy jednak pojawi się 2-5 ludzi, którzy nie uznają żadnych norm społecznych, którzy nie są przystosowani do współżycia z innymi, to bycie w takiej zbiorowości staje się dla tych zwykłych i normalnych koszmarem.
Dom pomocy ma określone, od lat bardzo wyśrubowane, standardy. Tymczasem niektórym są one całkowicie zbędne, wręcz utrudniają im życie, bo oni nie potrzebują opieki, zabiegów, zajęć. Wszystko co im potrzeba to napić się i przespać. Takim ludziom wystarcza noclegownia lub ogrzewalnia. - Tylko raz zdarzyła się sytuacja, że mieszkańca udało się przenieść do noclegowni. Nie tylko, że pił, ale się awanturował. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej cofnął mu decyzję na pobyt w DPS-ie, przeprowadzka odbyła się w asyście policji - opowiada dyrektorka.
Ci ludzie często nigdy w życiu nie skalali się żadną pracą, nie mają prawa do świadczeń emerytalnych i rentowych. Jako podopieczni MOPS dostają jednak skierowanie do domu pomocy społecznej, a wraz z nim zasiłek stały, często też zasiłek pielęgnacyjny, w sumie jakieś 470 zł. Z tego 70% muszą oddać na utrzymanie, resztę dopłaca do nich miasto, jest to prawie 2400 zł, bo miesiąc pobytu w DPS-ieskalkulowany jest obecnie na poziomie 2700 zł.
Najgorsze jest to, że w czasie, gdy MOPS kieruje do DPS-u kolejnego pijaka, z którym inni będą mieli tylko urwanie głowy, do placówki dzwonią ludzie starsi wymagający natychmiastowej opieki lub ich dzieci, opiekunowie, którzy z różnych przyczyn tej opieki nie są w stanie im zapewnić. Słyszą wtedy, że za pobyt w DPS-ie najbliżsi będą musieli przynajmniej częściowo zapłacić, a na to zwyczajnie ich nie stać. Dla nich miejsce pobytu w domu spokojnej starości jest nieosiągalne.
- Personel domu opieki działa w oparciu o regulamin, a ten praktycznie pozbawia nas restrykcyjnych narzędzi - mówi Danuta Remisz, dyrektorka DPS nr 1.
- Jedyne co możemy zrobić, to po incydencie sporządzamy notatkę służbową i osobie, która dopuściła się zniszczenia mienia lub zanieczyszczenia pomieszczeń, potrącamy drobne kwoty z ich świadczeń. Są to kary regulaminowe, które przeznaczamy na zakup środków czystości.
Dyrektorki obu placówek zgodnie uważają, że ośrodki pomocy społecznej powinny ostrożniej wydawać decyzje o kierowaniu do domów pomocy społecznej. Osoby z problemem alkoholowym powinny otrzymywać decyzje kierujące je do placówek na krótki czas, miesiąc, góra trzy miesiące. Pierwszy miesiąc jest zazwyczaj spokojny. Ludzie orientują się w nowym otoczeniu, dochodzą do siebie, nabierają sił. Dopiero po paru tygodniach zaczynają sięgać po alkohol. - Świadomość, że pobyt jest krótki i mogą na skutek złego zachowania nie dostać przedłużenia, działa dyscyplinująco. Odwrotna sytuacja sprawia, że zaczynają pić, wiedząc, że są bezkarni - twierdzą zgodnie obie dyrektorki.
W obu DPS-ach przy ul. Polnej i Farbiarskiej jest ponad 150 pensjonariuszy. Problem dotyczy góra 10% z nich, choć - jak twierdzi Anna Pawlak - w ostatnim czasie nadużywających przybywa.
Ich pobyt w domu opieki działa też demoralizująco na pracowników. Opiekunki pracują w domach pomocy od dłuższego czasu jedynie na czas określony. Praca nie jest skomplikowana, ale bywa niewdzięczna i ciężka fizycznie. Uposażenie jest za to na poziomie krajowego minimum. To demoralizujące, gdy ma się świadomość, że osoba, której niesie się pomoc, nigdy nie skalała się żadną pracą, a za jej pobyt w placówce miasto lub gmina płaci kilka tysięcy złotych miesięcznie.
Wg tych samych prognoz demograficznych, które mówią, że za pięć lat będzie w naszym powiecie kilkaset osób przed 20 rokiem życia mniej niż obecnie, za pięć lat ludzi 80+ będzie o pół tysiąca więcej. Nikt nie myśli o tym, by przygotować im godne warunki życia na starość.
Domy pomocy społecznej są placówkami podległymi staroście. Jednak środki na zapewnienie opieki pensjonariuszom wydatkują poszczególne miasta i gminy, których są oni mieszkańcami. Miejsc w trzech tomaszowskich DPS-ach brakuje, ale prawdziwe oblężenie placówek zacznie się dopiero za kilka lat. Jest to nieuniknione, bo z jednej strony społeczeństwo naszego miasta (i powiatu) bardzo się starzeje, a z drugiej strony nie ma planów związanych ze zwiększeniem ilości miejsc pobytu w DPS-ach. Z jednej strony koszty pobytu w DPS-ie są wysokie, niektórzy uważają, że za wysokie, z drugiej pieniądze te są marnotrawione i nie trafiają do ludzi, którzy na pomoc autentycznie czekają i zasługują.


Agnieszka Łuczak   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 4 (1123) z dnia 27 Stycznia 2012r.