 - Na spotkania zawsze przychodzi przynajmniej jedna osoba, która kreuje swoje problemy
- mówiła do dziennikarzy Julia Pitera po spotkaniu z tomaszowianami.
- mówiła na piątkowym (3 lipca) spotkaniu z mieszkańcami Tomaszowa Julia Pitera, pełnomocniczka ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych w rządzie Donalda Tuska.
Jeszcze niedawno prezeska i czołowa "twarz" Transparency International, dziś członkini Platformy Obywatelskiej, sekretarz stanu w kancelarii premiera, przyjechała na zaproszenie wiceprezydenta Grzegorza Haraśnego.
Na spotkanie przybyli w głównej mierze członkowie PO, a także lokalni dziennikarze, przedstawiciele Stowarzyszenia Kupców i Przedsiębiorców Powiatu Tomaszowskiego oraz ludzie "z teczkami", czyli tacy, którzy od lat walczą z różnymi urzędami i instytucjami i nie mogą dojść uzasadnionych, w swoim przekonaniu, praw.
Julia Pitera wyjaśniła, czym zajmuje się w kancelarii premiera. - Moja praca idzie w trzech kierunkach. Analizujemy przepisy prawa, które są co najmniej niedoskonałe i powodują złe funkcjonowanie różnych organów. Komórka, której przewodzę, otrzymuje skargi, które ujawniają mechanizmy prowadzące do nieprawidłowości w administracji. Efektem są kontrole podejmowane w instytucjach podlegających premierowi. Trzeba mieć jednak świadomość, że w ciągu roku nadeszło 12,5 tys. skarg, a wraz ze mną pracuje dziesięciu prawników. Po trzecie, badamy pola korupcji czyli np., jak są egzekwowane wyroki Trybunału Konstytucyjnego, jak wdrażane są pokontrolne zalecenia NIK albo bywa, że radni nie dają sobie rady z wójtem czy burmistrzem lub odwrotnie, dochodzi do blokowania rozwoju miasta, gminy z powodu bliżej nieznanego sporu politycznego. Z tego wszystkiego wyciągamy wnioski prowadzące do zmian w przepisach prawa.
Oto kilka z wątków podejmowanych przez panią minister podczas wizyty w Tomaszowie.
Niedopuszczalne zachowania polityków powodują, że ludzie tracą zaufanie do władzy. Niezależnie od szczebla tej władzy. Moim celem są działania, które spowodują zmianę standardów życia publicznego, bo najgorsze jest, gdy obywatele mówią, że nie wierzą państwu i w konsekwencji nie idą do wyborów. Zajmuję się również moimi kolegami (partyjnymi - przyp. red.) - mówiła Pitera. - Praktykowana dotychczas niedobra lojalność polityków sprawia, że nie jest to łatwe.
Pani minister jest optymistką. Twierdzi, że jakość życia politycznego wolno, ale zmienia się na lepsze. - Jako radna w Warszawie miałam szereg propozycji o znamionach korupcji. Nie mam poczucia, że przywileje są atrybutem władzy.
Czuję się upokorzona, gdy ktoś próbuje mnie kupić - mówiła. - Chciałabym, by każdy funkcjonariusz publiczny miał takie poczucie.
Media przepuściły falę krytyki wobec mnie, że wykryłam zakup kawy za kilkanaście złotych na służbową kartę lub inne tego typu drobne przewinienia. Uznano to za przesadę, nie wartą zainteresowania. Chodziło o to, by pokazać jak rzeczywiście osoby publiczne traktują publiczne pieniądze. Nieważne czy zakup dotyczy kilkudziesięciu, kilkuset, czy kilku tysięcy złotych. Pokazałam obłudę polityków. W sumie, o czym już nie informowano, łączna kwota tych niczym nieuzasadnionych wydatków przekroczyła 1,5 mln zł. W budżecie ministerstwa to jest kwota niewielka. Ale jak to powiedzieć emerytowi, który żyje za 900 zł miesięcznie?
To co mnie najbardziej w Polsce przeszkadza, to nie jest złe prawo czy braki w prawie, ale to że urzędnicy nie traktują swojej pracy poważnie, wykonują obowiązki w ramach absolutnego minimum.
Ciągłość państwa obliguje nastającą władzę do kontroli podlegających mu służb i jednostek. Każdy mądry szef od tego rozpoczyna urzędowanie. Tymczasem u nas do kontroli podchodzi się jak do represji. A to jest normalna działalność, bo jak inaczej stwierdzić, czy jakaś jednostka dobrze funkcjonuje. Każda instytucja ma komórki do tego powołane i powinna z ich pracy korzystać.
Bywa, że człowiek, który ma poczucie szkody i krzywdy - nie jest rzeczywiście poszkodowany. Życie upływa mu na prowadzeniu permanentnych sporów z urzędami, sąsiadami, sądami. Wtedy bardzo trudno przekonać taką osobę, że nie warto na to tracić własnego życia i angażować instytucji w bezsensowne spory. Trafiło do mnie sporo takich spraw. Z pokorą pochylałam się nad nimi, badałam od podstaw i często okazywało się, że nic nie da się zrobić i zakończyć sporu z wolą osoby zaangażowanej.
Kilka osób przybyło z konkretnymi, własnymi problemami. Pani minister podkreślała, że nie może udzielać ustnych opinii, jeśli wcześniej nie zapozna się z dokumentacją dotycząca konkretnej sprawy. Namawiała, by wszyscy, którzy zabierali głos i oczekiwali z jej strony interwencji, pisali do niej na adres kancelarii premiera. |