tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
ALFA Romeo Sport Wagon 2.4 JTD - najbogatsza ...
czytaj dalej »

GABINET pediatryczno-pneumonologiczno-alergologicz ...
czytaj dalej »

ŁĘCZYCA - sprzedam mieszkanie 2 pokoje z kuchnią ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Aktualności

 Miotła nie wystarczy

 
Tony piasku zalegają na ulicach Tomaszowa, a piaszczyste łachy mogą być przyczyną poślizgu



Ta maszyna w ciągu dnia może oczyszczać pięć-siedem kilometrów ulic.


Ostatnie ulewy spowodowały, że woda naniosła na drogi tony piasku. Najgorzej jest w mieście. Jeszcze na zbyt dużym obszarze Tomaszowa brakuje kanalizacji burzowej i woda nie ma gdzie odpływać. W efekcie w wielu miejscach tworzą się potężne kałuże, a po nich zalega osad. Woda wyparowała, a piach i śmieci nie. Teraz zalega on rynsztoki, często aż do wysokości krawężników.
Wystarczy tylko trochę pojeździć po Tomaszowie, by zobaczyć wielkie piaskownice, często wychodzące jęzorami spod krawężników na środek jezdni. Fatalnie wygląda wiele skrzyżowań. Piasek stwarza zagrożenie na suchej nawierzchni. Podczas hamowania łatwo wpaść na nim w poślizg.
Dawno minęły czasy, gdy właściciele posesji mieli obowiązek dbać o czystość chodnika i połowy jezdni przed ich nieruchomością. Chodniki nadal muszą sprzątać mieszkańcy, ale w przypadku dróg obowiązek utrzymania ich w czystości spadł na właścicieli. Ci jednak nie mają zamiaru wysyłać na ulice ludzi z miotłami w ramach akcji sprzątamy miasto. Ograniczają się do złożenia zlecenia firmie, która ma zamiatarki.
Tak samo wyglądają ulice różnych właścicieli.

Jak powiedział nam Dariusz Banaś, zastępca naczelnika Wydziału Inżyniera Miasta, według grafika ustalonego w firmie Veolia, przez pierwszą dekadę każdego miesiąca maszyny sprzątają ulice należące do miasta, a dopiero później zajmują się pozostałymi. Oznacza to jednak, że najważniejsze ulice Tomaszowa nie są czyszczone w pierwszej kolejności.
Większość głównych ulic miasta należy do powiatu. Na nich też nie widać większej dbałości. Bieżące utrzymanie ulic w czystości należy do zadań Powiatowego Zarządu Dróg w Tomaszowie z siedzibą w Jakubowie. Zamiatanie jezdni ZDP zleciło Veolii i tak naprawdę na tym zakończyło się zainteresowanie problemem.
A pracownicy Veolii nie zawsze są sumienni. Często idą po linii najmniejszego oporu. Jeśli na ulicy zaparkowane są samochody, to omijają je szerokim łukiem. Przykładem Polna. Po prawej stronie ulicy (idąc od pl. Kościuszki) jest zakaz zatrzymywania się i postoju, ale po drugiej stronie tylko zakaz parkowania. Dlatego od rana do późnego popołudnia ciągle stoi tam sznur samochodów. A maszyna Veolii ostatnio trafiła na Polną w samo południe. Jadąc w jedną stronę, zamiatała skutecznie, a później zawróciła i pojechała do centrum. Oczywiście, omijając samochody, czyli ponownie zamiotła już zmiecioną część drogi. Połowie Polnej nawet to służy, gdy w czasie pierwszego przejazdu nie jest dokładnie wyczyszczona i poprawka jest wskazana. Tylko że mija się to z celem. Jedna część ulicy nigdy nie była zamieciona.

- Musimy sprawie się przyjrzeć i z pewnością znajdziemy sposób, by Polna była zamiatana w całości - mówi Dariusz Banaś. - Ale przyznam szczerze, że parkujące na ulicach samochody są poważnym problemem nie tylko przy sprzątaniu, ale w ogóle w bieżącym utrzymaniu dróg.

W większości miast świata ulice czyści się nocami. Jednak w Polsce to niewykonalne. Po pierwsze trudno znaleźć kierowców chętnych do pracy w nocy, a po drugie hałas w nocy jest szczególnie uciążliwy i jest masa protestów. Tomaszowianie chcą mieć czyste ulice i w większości uważają, że należy je sprzątać w nocy, ale jednocześnie w większości nie zgadzają się, by zamiatarka nocą jeździła koło ich domu. Po zmroku powinna zamiatać wszystkie inne ulice, ale nie moją.
Veolia cudów na ulicach Tomaszowa nie zrobi. Firma dysponuje zaledwie dwiema zamiatarkami, ale i tak są one mało wykorzystane. Pracują na jedną zmianę. Miasto i powiat zleciły bowiem omiecenie ulic tylko raz w miesiącu.
To w miarę wystarczało przy normalnej pogodzie, na bieżące sprzątanie bez nadzwyczajnych zdarzeń. W przypadku tak masowego zasypywania ulic piaskiem przez wodę, jak to się dzieje obecnie, firma nie jest w stanie zadbać o czyste ulice, zamiatając je co miesiąc. Maszyny mogłyby pracować np. na dwie zmiany, ale nikt nie zamierza za to płacić. Urzędnicy narzekają, że mają za mało pieniędzy i oszczędzają.

A że ulewy nadal mają być częste, to prawdopodobnie na długie miesiące musimy zapomnieć o niezapiaszczonym asfalcie. I trzeba zwiększyć ostrożność, szczególnie przy ruszaniu i hamowaniu. Już było kilka kolizji z powodu piasku na jezdni.


(poż)   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 27 (990) z dnia 10 Lipca 2009r.