tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
KUPIĘ każde auto uszkodzone, rozbite lub do ...
czytaj dalej »

BIURO Podatkowe "Berry", księgi, ewidencje VAT, ...
czytaj dalej »

WIDEO-FOTO Garden, cyfrowo, DVD, z VHS na DVD, ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Zdarzenia

 Młodociani bandyci są „bezkarni”

 
Policjantom z komisariatu w Rokicinach opadają ręce. W grudniu zeszłego roku błyskawicznie zatrzymali trzech 14-letnich sprawców bardzo brutalnego rozboju na starszej kobiecie. Tymczasem są oni już na wolności. I znów jest z nimi problem. Ukradli samochód, uszkodzili radiowóz, podejrzani są nawet o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia.



W grudniu ubiegłego roku policjanci błyskawicznie zatrzymali młodocianych sprawców napadu na starszą kobietę.


„Jeżeli wydasz nas policji, to pamiętaj, że oni i tak nas puszczą, a my cię k... zabijemy”, tak trzech czternastolatków zwracało się do 76-letniej kobiety, którą skatowali ponad 10 miesięcy temu. Starsza pani przeżyła. Dzisiaj sprawcy mają, przynajmniej rocznikowo, po 15 lat. Kamil T., Kamil M. i Bartek S. terroryzują nadal okoliczne miejscowości. Do grupy przystał wcale nie spokojniejszy młodszy brat Kamila M., Adrian i jeszcze dwóch innych nieletnich. Nie szanują nikogo i niczego. Rodzina już dawno straciła nad nimi kontrolę.
Niektórzy twierdzą, że to był przeklęty przypadek, że w jednym miejscu i w jednym czasie zeszło się tylu, tak okropnych chłopaków. Jeszcze kilka lat temu grupa składająca się przede wszystkim z mieszkańców osiedla Niewiadów, Zaosia i okolic była większa. Jednak gdy jej członkowie przekraczali magiczny wiek 18 lat, trafiali niemal natychmiast do więzienia. Wcześniej były izby dziecka i poprawczaki. Nie był to jednak żaden problem, gdyż często uciekali. I znów w okolicach było niespokojnie.
Niedawno na czoło bandyckiej ekipy wyszli nasi „bohaterowie”. Niejednokrotnie pisaliśmy o ich wyczynach, ale mieszkańcy dużo incydentów jeszcze dorzucają.
- Każdy miał z nimi do czynienia - mówi jedna z kobiet. - Ubliżali wszystkim, młodszych niejednokrotnie bili. Kradli rowery i inne rzeczy. Układali na nieoświetlonych ulicach duże pustaki, tak aby rozbijały się o nie auta. Rzucali w pociągi kamieniami. Włamali się do przedszkola, ukradli proboszczowi pieniądze.
Inni przypominają kolejną bulwersującą sprawę. Podczas wakacji pobili w Popielawach staruszka. Mężczyzna był w poważnym stanie, ale wyzdrowiał. - Po tym zdarzeniu jednak nigdy już do siebie nie doszedł - mówi mężczyzna z Zaosia. - Podupadł na zdrowiu. W końcu umarł - dodaje.
Na co ich stać, dwóch Kamili i Bartek, pokazali w nocy z niedzieli na poniedziałek (7-8 grudnia 2008 r.). W niedzielę około godz. 22.00 w Zaosiu weszli na posesję samotnie mieszkającej 76-latki. Wiedzieli, że niedawno zmarł jej mąż, że jest sama i bezbronna. Z garażu wynieśli narzędzia. Po cichu oddalili się. Nie na długo. Kilka godzin później wrócili, w rękach trzymali łom i siekierę. Zapukali do staruszki. Kobieta otworzyła drzwi i wyszła na ganek boso, w samej koszuli nocnej. Gdy zobaczyła sylwetki w kominiarkach, chciała się zabarykadować. Napastnicy odrąbali klamkę, potłukli światło na werandzie i wpadli do mieszkania. Związali i zakneblowali kobietę. Zażądali pieniędzy. Kiedy plądrowali domek, 76-latce udało się uciec przez małe okienko. Bandyci to spostrzegli i szybko złapali ofiarę niedaleko domu. Kobieta kilkadziesiąt godzin później w szpitalu opowiadała, jak uderzyli ją kilka razy tępą stroną siekiery w głowę. Zadawali także ciosy łomem w klatkę piersiową. Krzyczeli, że ją zabiją.
Po tym wpadli w szał, zaczęli demolować mieszkanie. Staruszkę wrzucili do szafy. Kiedy wyszli do garażu, skatowanej kobiecie udało się uciec. Schroniła się w pobliskiej budce dróżnika kolejowego. Wezwano policję i pogotowie. Funkcjonariusze z Rokicin od razu wiedzieli, kto stoi za rozbojem. Zatrzymali trzech nieletnich, w ich domach znaleźli skradzione rzeczy. Podczas przesłuchań chłopcy nie próbowali się bronić. Byli wyrachowani i pewni siebie. Nie czuli skruchy nawet przed policjantami z Wydziału Kryminalnego, którzy prowadzili ich skutych do sądu. Przed salą sądową jeden z nich bezczelnie spytał po co to wszystko, jak i tak nic im nie zrobią. Dwóch z zatrzymanych trafiło do Policyjnej Izby Dziecka w Częstochowie. Uchylony został również nadzór kuratorski.
Chłopcy byli pewni, że sąd nic im nie zrobi... i poniekąd mieli rację.
Sąd rodzinny, ze względu na brutalność zachowania sprawców, chciał, aby odpowiadali przed sądem jak dorośli. Prokuratura jednak nie przejęła sprawy, gdyż zatrzymani mieli wówczas 14 lat, a przy czynie jakiego się dopuścili, taka procedura mogłaby zostać wprowadzona po skończeniu 15 roku życia. Ze względu na charakter sprawy Prokuratura Rejonowym uczestniczyła w sprawie jako strona. Nieletnim postawiono zarzuty z kodeksu karnego z artykułu 280 punkt 2: „Jeżeli sprawca rozboju posługuje się bronią palną, nożem lub innym podobnie niebezpiecznym przedmiotem lub środkiem obezwładniającym albo działa w inny sposób bezpośrednio zagrażający życiu lub wspólnie z inną osobą, która posługuje się taką bronią, przedmiotem, środkiem lub sposobem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.” Za ten czyn w przypadku dorosłego grozi kara pozbawienia wolności do 12 lat.
29 czerwca 2009 r. zapadł nieprawomocny wyrok oparty o ustawę o postępowaniu w sprawie nieletnich. Kamil T. ma trafić do zakładu poprawczego. Kamilowi M. i Bartkowi S. również zasądzono poprawczak, ale sąd zawiesił karę na okres próby 3 lat i nakazał umieszczenie ich w młodzieżowym ośrodku wychowawczym.
Z wyrokiem Kamila M. i Bartka S. nie mogła zgodzić się tomaszowska prokuratura, która odwołała się od wyroku. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. Odwołał się również adwokat Kamila T.
Mieszkańcy zadają sobie pytanie, jak to się stało, że Sąd Rejonowy w Tomaszowie wypuścił opryszków w momencie, gdy dopuścili się tak okrutnego czynu. Tym bardziej, że mieli już niejedno na sumieniu.
- Sąd skazał te nieletnie osoby na izolację - mówi Grażyna Brzezińska-Pawlik, przewodnicząca Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w Sądzie Rejonowym w Tomaszowie Maz. - Jednak wyrok jest nieprawomocny, dlatego jeszcze nie są osadzeni we wskazanych placówkach.
Jak tłumaczy przewodnicząca, poprawczak to ostateczność i najsurowszy środek wychowawczy. To instytucja zamknięta, o podwyższonym rygorze. Można w niej przebywać nawet po ukończeniu 18 lat. Młodzieżowy ośrodek wychowawczy ma również charakter zamknięty. Osadzony ma obowiązek nauki. O każdym urlopie lub przepustce decyduje sąd na podstawie opinii pedagogów.
Mimo nieprawomocnego wyroku tomaszowski sąd mógł jednak zastosować wobec nieletnich środek zapobiegawczy w postaci schroniska. W ten sposób oskarżeni zostaliby zamknięci aż do uprawomocnienia wyroku.
- Nie znam sprawy, ale pamiętajmy, że sąd, podejmując decyzję o wyroku, opiera się na opinii psychologów - mówi przewodnicząca G. Brzezińska-Pawlik.
Jak dodaje przewodnicząca, sąd zawsze przede wszystkim próbuje pomóc nieletniemu. Każdy z nich mógł zbłądzić i należy poprzez różne zabiegi wychowawcze doprowadzić do jego resocjalizacji i powrotu do społeczeństwa. To jest najważniejszym zadaniem sądu dla nieletnich.
Jednocześnie jednak przewodnicząca potwierdza, że udaje się to w nielicznych przypadkach.
Podczas rozmowy G. Brzezińska-Pawlik jeszcze nie wiedziała, że oskarżani o napad w Zaosiu już są podejrzani o kolejne, bardzo poważne, przestępstwa.
- Jeżeli te sprawy do nas dotrą, to sąd ma możliwość odwieszenia wyroku lub profilaktycznego umieszczenia chłopców w schronisku - tłumaczy przewodnicząca.
Najprawdopodobniej już niedługo sąd będzie miał co robić w sprawie tych nieletnich.
1 października kilka minut przed północą policjanci z Czerniewic, patrolując Spałę, zauważyli dziwnie jadącego VW polo. Mimo sygnałów dźwiękowych i świetlnych ze strony policji kierowca nie zatrzymywał samochodu. Skręcił w ulicę Wojciechowskiego i stanął. Funkcjonariusze zauważyli, że we wnętrzu pojazdu rozpoczęła się szarpanina między czterema osobami. Wyskoczyli z radiowozu i podbiegli do volkswagena. Za kierownicą siedział... 15-letni Kamil M. Obok niego jego młodszy brat Adrian i oczywiście Bartek S. Młodociany kierowca nie zabezpieczył pojazdu, a ten zaczął się toczyć i zatrzymał dopiero na radiowozie. Okazało się, że młodociani przestępcy samochód zabrali rodzicom bez ich wiedzy.
To jednak nie wszystko. Chłopcy podejrzani są o kolejny rozbój na rowerzyście, którego dokonali w miejscowości Dębniak. Mężczyzna początkowo nie zgłaszał sprawy na policję, jednak ostatecznie złożył doniesienie. Opisywani nieletni i jeszcze dwóch innych są podejrzani m.in. o włamanie i okradzenie komórek w Konewce, usiłowanie włamań do sklepów w Brzustowie i Sługocicach, a także o krótkotrwałe użycie pojazdu i jego uszkodzenie w Niewiadowie. Te sprawy nie będą miały jednak wpływu na apelację, która toczyć się będzie w Piotrkowie.
- Co możemy więcej zrobić? - pyta jeden z policjantów z Rokicin.
Rodzice już dawno stracili nad synami kontrolę. Chłopcy znikają na kilka dni. Nikt nie wie, co się z nimi dzieje. Oni jednak zawsze wracają. Rodzice nieraz już prosili policjantów, żeby zabrali chłpaków, bo już nie mają do nich siły.
Wpływu na młodocianych przestępców nie ma również szkoła. - Są na liście moich uczniów, ale nie spełniają obowiązku szkolnego - mówi krótko Bożena Małagocka, dyrektorka szkoły w Niewiadowie.
Mieszkańcy zadają najważniejsze pytanie. Czy ktoś w ogóle ma wpływ na tych niebezpiecznych nieletnich i czy ktoś może coś z nimi zrobić? Czy bandyci mają rację, twierdząc, że nawet sąd nie ma na nich siły? Na co liczą sędziowie?
Liczni obserwatorzy mówią jasno. Nie można liczyć, że tych chłopców zmienią porady psychologów. A jeżeli nawet mają przejść proces resocjalizacji, to musi się on odbywać w ośrodkach zamkniętych. To nie są nieletni, którzy przez chwilę zbłądzili. Przecież działali i nadal działają jak najbardziej wyrachowani dorośli. Planują, przygotowują się, kłamią i są bezlitośni. Niektórzy mieszkańcy gminy Ujazd pytają wprost:
- Czy mamy czekać aż w końcu kogoś zabiją? Już przecież niewiele brakowało...


war   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 42 (1005) z dnia 22 Października 2009r.