tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
ŚWIADECTWA ENERGETYCZNE-TANIO, ...
czytaj dalej »

TŁUMACZ przysięgły jęz. angielskiego - mgr Iwona ...
czytaj dalej »

AUTO-GAZ BRC!Montaż,serwis,raty!Sekwencja od ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Opinie

 Mój XV tomaszowski festiwal

 

Dni Tomaszowa, bo tak krócej i prościej nazywany jest Festiwal „A może byśmy tak... do Tomaszowa”, już minęły. Zresztą pełna patosu oficjalna nazwa imprezy zupełnie nie pasowała do tego, co nam zaproponowali organizatorzy.
Podzielam zdanie wielu moich rozmówców, że były to najgorsze Dni Tomaszowa od ich zapoczątkowania. Od kilku lat mówi się, że formuła imprezy w dotychczasowym kształcie już się wyczerpała, że potrzeba radykalnych zmian. I co? I nic. Jest święto piwa i odpustowego badziewia.
Niestety brałem w tym udział, co prawda tylko w niedzielę (sobotnie popołudnie wypełniły inne obowiązki), ale nie ma czego żałować. Gdy posłuchałem opinii ludzi młodych i starszych z sobotnich zdarzeń na błoniach, to utwierdziłem się w przekonaniu, że było gorzej niż w niedzielę. Zacząłem Dni Tomaszowa od koncertu Danuty Błażejczyk, artystki, której repertuar znam i którą lubię. Nad Pilicę przyjechałem zatłoczonym ponad miarę autobusem linii nr 14. Dzięki Ci MZK! Pod estradą zastałem garstkę widzów, około 40 osób. Nic dziwnego, na scenie trwały indiańskie tańce w takt łomotu bębnów z playbacku. Zgroza. Kto ich umieścił w głównym programie imprezy? Może byliby do przyjęcia gdzieś na obrzeżach błoni, na tle swoich tipi i z prawdziwymi instrumentami. Mogę usprawiedliwić organizatorów, jeśli „Indianie” wystąpili za darmo, za możliwość promocji swojej wioski pod Łęczycą. Poślizg około 20 minut. To już chyba norma na festiwalowych koncertach. Indianie skończyli występ bez wielkich oklasków. Estradą zawładnął facet w koszuli, chyba po ojcu hipisie, „Konjo” Konnak, walnął kilka grepsów okraszonych improwizowanymi częstochowskimi rymami. Śmiał się sam ze swoich dowcipów. Gościu już raz się nie sprawdził na jednym z pierwszych festiwali, jeszcze na pl. Kościuszki. No cóż, zmieniło się pokolenie zapraszających organizatorów.
Wreszcie jest Danuta Błażejczyk, miła ciepła, trochę liryczna, ale cóż publiczności przed sceną ciągle niewiele. Może to rzecz gustu? Błażejczyk skończyła, oklaski niemrawe.
Gra Manchester, przybywa młodej publiczności, ale tłumów nadal nie ma. Ta publiczność zmieściłaby się w amfiteatrze przed muszlą w parku. Byłoby taniej, wygodniej, bo na siedząco, a dla Błażejczyk nawet kameralniej. I tak było przed estradą w czasie wszystkich występów. Idę połazić po błoniach i popatrzeć, jak się bawią tomaszowianie. Lunapark omijam, ale wiem, że dzieciaki, którym rodzice zafundowali lunaparkowe atrakcje są zadowolone. Kilka stoisk reklamowych, promocyjnych. Króluje Ceramika Paradyż, prezentują się profesjonalnie, ciekawie, z klasą. Tuż obok odpust z Pcimia z plastykowym badziewiem. Kto ich tu wpuścił? Dla kilku złotych placowego? Dla obniżenia poziomu festiwalu raczej. Szpaler gastronomiczny chyba mniejszy niż w latach poprzednich i ludzi jakby mniej. Znajomi szukają lodów. Nie ma. Wreszcie znajdują, na przystani jeden kiosk oblężony jak sklep mięsny za komuny. Wypijam ze znajomymi piwo, bo lubię, choć z plastiku mniej. Ciągle w zasięgu wzroku mam patrole PCK, widać ich wszędzie, nie tylko z powodu czerwonych uniformów. Robią kawał dobrej, społecznej roboty i chwała im za to.
Zmierzcha, pora się zwijać, bo nic ciekawego już chyba nie znajdę na festiwalu. Na fajerwerki nie czekam, podobno były fajne. Na przystanku MZK w stronę centrum tłum. Autobusy jeżdżą jak w dzień świąteczny, jakby nie było dorocznej imprezy. Jedzie autobus, pusty, na tablicy napis „Rajd u modrych wód”, mija przystankowy tłum. A wystarczyło zmienić napis na „do zajezdni” i zabrać chętnych.
Błędem było odłożenie Dni Tomaszowa z końca czerwca na koniec wakacji. Bo wybory były? Piotrków, Radomsko i Łask nie przełożyły świąt, tam wybory nie przeszkadzały. Można zrzucić winę na niepewną pogodę. Fakt, było chłodno, ale słońce w niedzielne popołudnie wyszło, choć czerwcowe wieczory są dłuższe i cieplejsze. I jeszcze jedno. Kasa, a właściwie jej brak po wakacjach, urlopach, a przed albo już po wydatkach na szkolne wyprawki dla dzieci. Moje wrażenia może są subiektywne, ale wielu moich znajomych, jak już wspomniałem na wstępie, ma podobne zdanie o minionym festiwalu.


Jan Pampuch   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 35 (1050) z dnia 3 Września 2010r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
Artykuły


Informator
Warto wiedzieć
Twój TIT
TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
Zarejestruj konto »

Prenumerata TIT Zaprenumeruj TIT
wprost na e-mail »