W jednej z gmin wybuchł skandal. Radny przyznał się do przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za odstąpienie od licytacji podczas przetargu. Wójt nie miał wyjścia i złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Urzędnicy twierdzą, że prawo daje możliwości kombinowania przy przetargach, specjaliści od kodeksu karnego, że są na to paragrafy.
Spała, a dokładnie położone na jej terenie lub w okolicy działki zawsze cieszyły się ogromny zainteresowaniem. Jeszcze nie tak dawno, gdy ich cena nie była zbyt wygórowana schodziły jak ciepłe bułeczki. Przyciągały i nadal kuszą wiele osób, również spoza naszego regionu. Obecnie, gdy takich nieruchomości jest coraz mniej, ich ceny są jednymi z najwyższych w całym powiecie. Mówi się, że malownicza miejscowość robi się snobistyczna i luksusowa. Wystarczy przejść się tylko na osiedle domów po prawej stronie Pilicy. Każda wystawiona na sprzedaż działka cieszy się sporym zainteresowaniem. Jesienią zeszłego roku jedną z działek postanowiła sprzedać gmina Inowłódz. Został ogłoszony przetarg i odbyła się licytacja. Nieruchomość trafiła do nowego właściciela. - Zaczęły docierać do mnie jednak informacje, że jeden z radnych przyznał się innym, jakoby również miał wziąć udział w licytacji tej działki, ale wycofał się bo zwycięzca mu zapłacił - mówi Cezary Krawczyk, wójt gminy Inowłódz. - Postanowiliśmy oficjalnie zapytać o tę sytuację. Na spotkaniu radny kolejny raz się do tego przyznał i powiedział, że nie widzi nic złego w takim postępowaniu. Nie miałem wyboru i musiałem złożyć do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Wójt twierdzi, że takie postępowanie podczas przetargów jest niemoralne i naganne, nie chce się jednak wypowiadać co do konsekwencji prawnych. - To prokuratura oceni, czy zostało popełnione przestępstwo - dodaje.
Prokurator rejonowy Robert Wizner potwierdza, że jest prowadzone postępowanie w takiej sprawie, ale za wcześnie, by się o niej oficjalnie wypowiadać.
Sprawdziliśmy, że w kodeksie karnym w art. 305 § 1 zapisano: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, udaremnia lub utrudnia przetarg publiczny albo wchodzi w porozumienie z inną osobą działając na szkodę właściciela mienia albo osoby lub instytucji, na rzecz której przetarg jest dokonywany, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” Niewykluczone, że gmina mogła stracić na tej transakcji, gdyż gdyby doszło do prawdziwej licytacji, kwota sprzedaży mogła być wyższa. Można przypuszczać więc, że gdy wszystkie przekazywane z gminy okoliczności się potwierdzą, mężczyzna może odpowiedzieć właśnie z tego artykułu. Jednak to już oceni prokuratura.
Tymczasem urzędnicy z innych gmin i Urzędu Miasta również potwierdzają, że takie zachowanie jest wysoce niemoralne.
- Czasami mamy podejrzenia, że dochodzi do takich „cichych” umów, ale są one bardzo trudne do udowodnienia- mówi jeden z urzędników. - Kiedyś do przetargu stanęły trzy osoby, ale licytowała tylko jedna. Reszta siedziała i milczała. Po co więc do niego przystępowali. Mogli co prawda wytłumaczyć się, że w ostatniej chwili się rozmyślili, albo że chcieli zobaczyć jakie są ceny na naszym terenie. Nam urzędnikom nic do tego, nic nie możemy w takiej sytuacji zrobić.
Swego czasu było głośno o firmie z Łodzi, która na przetargach zarabiała. Zgłaszała się do licytacji, a później proponowała innemu zainteresowanemu odstąpienie od niego w zamian za określoną kwotę.
- Teraz do takich sytuacji już nie dochodzi, również dlatego, że spada zainteresowanie takimi przetargami - mówi urzędnik z Tomaszowa.
Czy można się ustrzec przed takimi procederami? Okazuje się, że nie bardzo.
Sprzedaż nieruchomości przez gminę opiera się o ustawę o gospodarce nieruchomościami. By móc przystąpić do przetargu, wymagany jest dowód osobisty, upoważnienie i wpłacenie wadium. Jedyną konsekwencją niedotrzymania warunków jest strata wadium, jeśli nie podpisze się umowy po wygranej licytacji. Gmina nie ma możliwości sprawdzenia oferentów, ich zdolności finansowej, a tym bardziej jakiś powiązań z innymi kontrahentami.
Bardzo podobnie jest w sytuacji przetargów organizowanych w oparciu o ustawę o zamówieniach publicznych. Najczęściej społeczeństwo właśnie z nimi kojarzy korupcję. Jednak, jak przyznają urzędnicy, mimo że wymagane są różne dokumenty, nigdy nie ma się stuprocentowej pewności, z jakim wykonawcą ma się do czynienia, gdyż może on na przykład występować jako przedstawiciel kilku podmiotów. Najważniejsze jest późniejsze wywiązanie się i rozliczanie z zawartej umowy.
Bywały jednak przed laty różne procedery, o których było głośno w województwie. Chodzi o tzw. zmowy cenowe. Zgłaszały się do przetargu trzy podmioty. Jeden podawał bardzo zaniżoną ofertę, drugi zawyżoną, trzeci średnią, zbliżoną do rzeczywistej wartości zamówienia. Pierwszy i trzeci nie składali wszystkich wymaganych dokumentów, a po wezwaniu nie uzupełniali ich. Tracili wadium, odpadali z przetargu, a firma z najwyższą ofertą wygrywała przetarg.
Urzędnicy twierdzą, że to niejedyne sposoby na ustawianie przetargów, ale inne są bardzo skomplikowane i rzadko spotykane. A jeżeli już, to w dużych miastach i w grę wchodziły wielkie kwoty.
Kontrolować i prowadzić dochodzenia w takich sprawach może aż 17 instytucji.
|