
Podobno aż do 2 lutego, czyli do święta Matki Boskiej Gromnicznej godzi się organizować spotkania w klimacie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku z kolędami, z życzeniami przy opłatku. I taki klimat miało sobotnie spotkanie, 23 stycznia w siedzibie miejskiej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej przy ul. POW.
Prezes Arkadiusz Piasecki z zarządem zaprosili na spotkanie weteranów, a właściwie weteranki, bo dominowały panie ruchu strażackiego w mieście i w nieistniejących już fabrykach. Byli muzycy już prawie nieistniejącej orkiestry dętej OSP. Tu ciśnie się pytanie, czemu ta orkiestra upadła, choć miała miejski stary rodowód i jest miastu potrzebna? Byli i młodsi druhowie, którzy przyszłość tomaszowskiej jednostki widzą w ratownictwie wodnym i sekcji płetwonurków. Zabrakło mimo zaproszeń przedstawicieli Urzędu Miasta, starostwa i samorządów. Z dobrym słowem i błogosławieństwem przyszli kapelani strażaków, powiatowy ks. Zbigniew Kowalczyk i miejski ks. Grzegorz Chirk. Członkowie orkiestry sięgnęli po instrumenty, by akompaniować przy śpiewaniu kolęd. Był poczęstunek i lampka szampana za pomyślność w nowym roku.
Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że tomaszowska OSP ma już 133 lata i jest najstarszą w powiecie i okolicy. Jakoś nikt nie ma ochoty pomóc tomaszowskim miejskim strażakom, są tylko postrzegani jako właściciele wielkiej remizy przy ul. POW, która lata świetności ma już za sobą i gdyby nie wynajem pomieszczeń, byłaby już ruiną. Odbiegłem od tematu noworocznego spotkania, ale i on pojawiał się w czasie tego wieczoru w rozmowach przy świątecznym stole. |