Pozytywny wynik interwencji. Rodzina odcięta od ruiny.

O problemie pani Lucyny z ulicy Dobrej pisaliśmy w numerze 24 TIT. Kobieta wraz z 89-letnią matką i 26-letnią córką mieszka w niewielkim, murowanym domku. Marzyła o nim od dawna. Gdy rodzina sfinalizowała umowę kupna, była w siódmym niebie. Niestety bardzo szybko pojawił się poważny problem.
Od strony ich mieszkania do domku przylegał drewniak, który należał do starszego małżeństwa. Niestety przed śmiercią nie uregulowało ono jego stanu prawnego i do tej pory nie ma spadkobierców domku. Tymczasem drewniana nieruchomość zaczęła popadać w ruinę. Zapadły się stropy i piwnice. W zdewastowanych pomieszczeniach rozłożone były materace, obok leżały porozrzucane puste butelki po alkoholu. Zimą w domku, a raczej w tym, co po nim zostało, policja znalazła martwego bezdomnego.
Rodzina pani Lucyny nie tylko bała się zaprószenia ognia przez "dzikich" sąsiadów, ale również zaczęła zauważać, że rudera odbija się niekorzystnie na stanie ich domu. Wciąż na ścianę leciała woda, do mieszkania weszła wilgoć. Zaczęły odchodzić sufitowe kasetony.
Pani Lucyna była załamana. W naszej redakcji ze łzami w oczach opowiadała o problemie. Sytuację przedstawiła również niektórym radnym miejskim. Wszystkie wydziały magistratu i placówki odpowiedzialne za nadzorowanie zrujnowanych nieruchomości, a także zajmujące się egzekwowaniem podatków, rozkładały ręce. Identycznie zresztą jak w podobnych sytuacjach. Okazuje się bowiem, że ruder w mieście jest dużo. Brakuje jedynie ich właścicieli, od których można byłoby cokolwiek egzekwować. Nieruchomością musi zajmować się właściciel lub zarządca. Sytuacja komplikuje się, gdy prawny właściciel umiera i nierozwiązane są sprawy spadkowe. W ten sposób broni się prawa własności. Przykładem może być pogorzelisko na Grota-Roweckiego. Nie ma właściciela, a więc nie ma kogo zmusić do uprzątnięcia rumowiska. Miasto nie może wywieźć resztek spalonego domu, ponieważ nie może wydawać publicznych pieniędzy na załatwianie sprawy za prywatnego właściciela. W tym przypadku ewentualnego spadkobiercy.
Po naszej publikacji tekstu o miejskich ruinach do redakcji ponownie zadzwoniła pani Lucyna. Była to jednak nie ta sama kobieta. Opowiadała o swoim szczęściu.
- Zgłosił się do nas mężczyzna, który ma prawo do zrujnowanej nieruchomości przy ulicy Dobrej - wyjaśnia Aleksandra Krajewska, pracownica Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. - Zapowiedział, że choć nie jest jeszcze zakończona procedura spadkowa, chce uporządkować teren.
Ruina nie została rozebrana całkowicie, ale co najważniejsze odłączono ją od domu pani Lucyny. Ponadto działka została uporządkowana, zabezpieczono otwartą, głęboką studnię. Mężczyzna obiecał również, że wszystko zostanie odgrodzone.
- Nie potrafię wyrazić jak bardzo jestem szczęśliwa - mówi pani Lucyna.
Kobieta i jej rodzina odetchnęli. Na to samo liczy jednak jeszcze wiele mieszkańców, chociażby z Grota-Roweckiego, Warszawskiej czy Mireckiego. Niestety do ogromnej większości zadłużonych ruder nikt się nie przyzna, a znalezienie ich właścicieli często graniczy z cudem.
Pojawia się jednak światełko w tunelu. Od września na razie niestety tylko jeden pracownik magistratu będzie zajmował się przejmowaniem takich nieruchomości i działek, na których one stoją. Podstawą do takiego działania będzie zadłużenie wynikające z niepłaconych podatków, które w większości przypadków już przerosły wartość ruin i terenu. |