tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Zatrudnię Panie/Panów do sprzatania Wspólnot ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »

Do wynajęcia hale produkcyjno-magazynowe 430 i ...
czytaj dalej »
 
Kultura

 Jak tomaszowianin cara fotografował

 
Gawędy Znad Modrych Wód



Część gawędy warto zilustrować pocztówką sprzed I wojny światowej.
Przedstawia ona Pilicę w Spale, a nie jak mylnie podaje napis „Tomaszów”.


Pierwsza część tej gawędy, opublikowana w poprzednim, świątecznym wydaniu TIT, opowiadała o usilnych staraniach podjętych przez tomaszowskiego fotografa - Stefana Malczewskiego w celu uzyskania oficjalnego pozwolenia na wykonywanie zdjęć podczas zapowiadanego na wrzesień 1900 roku pobytu cara Mikołaja II w jego spalskiej rezydencji myśliwskiej. Złożone przez S. Malczewskiego podanie w tej sprawie uruchomiło całą, złożoną procedurę angażującą liczny zastęp carskich urzędników różnych szczebli. Obrazują to nieznane dotąd w Polsce dokumenty odnalezione ostatnio w jednym z petersburskich archiwów przez wytrawną archiwistkę i ekspertkę dawnej sztuki rosyjskiej - Swietłanę Czestnych.
W jednej z teczek odkryła ona podanie wspomnianego fotografa z ówczesnego Tomaszowa Rawskiego, wystosowane przez niego w dniu 8 listopada 1902 roku do Gabinetu Jego Cesarskiej Wysokości w Sankt Petersburgu, a dotyczące przysłania mu zaświadczenia potwierdzającego otrzymania specjalnego podarku od cara. Była nim srebrna papierośnica ze złotym herbem państwowym i brylantem, którą S. Malczewski został uhonorowany w 1901 roku podczas kolejnego pobytu rosyjskiego władcy w Spale. Być może była ona nagrodą dla tomaszowskiego fotografa za udane sfotografowanie wizyty rosyjskiego władcy w tutejszej rezydencji w poprzednim 1900 roku.

Komu carski podarek?
Nie wiadomo, czy tomaszowianin - Stefan Malczewski otrzymał w końcu z Petersburga pisemne potwierdzenie faktu nagrodzenia go w Spale przez cara Mikołaja II srebrną papierośnicą. Można jednak zrozumieć, dlaczego tak mu na tym zaświadczeniu zależało. Trzeba bowiem wiedzieć, że otrzymanie podarku od cara było wtedy szczególnym wyróżnieniem, mającym na celu silniejsze związanie obdarowanych i ich najbliższych z władzą carską. Jak można się dowiedzieć z wydanej w 2004 roku w Sankt Petersburgu publikacji Swietłany Czestnych pt. „Wykaz Polaków nagrodzonych podarkami Gabinetu Jego Wysokości. 1881-1917”, te prezenty były skrupulatnie zapisywane. Obowiązywał w tej kwestii ścisły regulamin. Wyraźnie określono, kto i kiedy może zostać wyróżniony. Podarki dostawali zarówno najwyżsi urzędnicy carscy i zagraniczni goście cara, ale także zawiadowcy stacji kolejowych, łowczy, aktorzy występujący przed carską rodziną, czy wreszcie fotografowie.
Oprócz papierośnic (na zdjęciu obok) w tym zestawie były drogie zegarki i brosze, ale także znacznie skromniejsze spinki do mankietów koszul. męskich Carskie podarki były wykonywane według wzorów zatwierdzonych decyzją Gabinetu Jego Wysokości przez specjalnie wybrane zakłady jubilerskie, a w tym przez znaną szeroko firmę Carla Faberge z Petersburga. W regulaminie wyraźnie zastrzeżono, że carskiego prezentu nie wolno odsprzedać. Jeśli jednak obdarowany chciał go spieniężyć, to mógł to zrobić, ale wyłącznie za pośrednictwem Gabinetu.
Wśród zachowanych w petersburskim archiwum dokumentów, dotyczących przygotowań do carskich podróży, znajdują się wykazy „drogocennych przedmiotów” przeznaczonych właśnie na taki cel. Dotyczą one podróży cara Mikołaja II i świty m.in. do Iwanogrodu (tj. Dęblina), Spały i Skierniewic w 1897 roku oraz wyjazdu tegoż władcy do Spały w 1904 roku. Zachowały się także niektóre spisy już wręczonych podarków z Gabinetu Jego Wysokości. Są w nich także nazwiska Polaków związanych z obsługą wizyt składanych przez cara w jego spalskiej rezydencji.
I tak wśród nagrodzonych w 1890 roku znalazł się pomocnik naczelnika stacji kolejowej Koluszki nazwiskiem Sozmysłowicz. Otrzymał on srebrną papierośnicę z herbem państwa oraz szafirem i brylantem, wykonaną przez firmę Faberge i wartą 110 rubli. Jeszcze okazalszą papierośnicą srebrną ze złotym herbem oraz szafirem i brylantem roboty Faberge został nagrodzony w tym samym roku S. Kwieciński, architekt Księstwa Łowickiego, zaangażowany w rozbudowę spalskiej rezydencji. Wśród uhonorowanych podarkami cara w 1892 roku znalazł się inspektor szkoły miejskiej w Tomaszowie – Edward Moderow, który otrzymał podobną papierośnicę srebrną roboty Faberge, ale wartą już tylko 65 rubli.
W spisie wyróżnionych carskimi podarkami w 1897 roku znaleźli się: burmistrz Tomaszowa Rawskiego, asesor kolegialny – A. Nomierowki oraz zawiadowca przystanku kolejowego Jeleń – Jan Waniaszek. Pierwszy z nich otrzymał sygnet z dwa brylantami, zaś drugi – sygnet z turkusem i brylantami. Obydwa sygnety, wykonane przez firmę Gana, były warte po 100 rubli.
Podczas tego samego pobytu cara Mikołaja II w Spale nagrodzono trzech członków ochotniczej straży ogniowej z Tomaszowa. I tak: Jakub Liebermann – sekretarz zarządu TOSO otrzymał sygnet z granatem i dwoma brylantami roboty firmy Bok (za 30 rubli), August Stark – zastępca komendanta sztabu TOSO (spinkę ze szmaragdem roboty Iwanowa za 40 rubli i 50 kopiejek) oraz Adolf Schulz - naczelnik oddziału drabin TOSO (spinkę z opalem roboty Boka za 33 ruble). Być może w ten sposób podziękowano tomaszowskim strażakom za ochronę przeciwpożarową spalskiej rezydencji podczas wizyt Mikołaja II, jak też za występy strażackiego chóru przed carem.
Również w 1897 roku carski podarek w postaci spinki ze szmaragdem roboty Iwanowa za 40 rubli i 50 kopiejek otrzymał lokaj pałacu w Spale nazwiskiem Głowacki. Przyjazd Mikołaja II do tutejszej rezydencji w 1901 roku przyniósł podarki dla: radcy dworu w Spale – Kradeckiego (srebrna papierośnica z koroną z brylantów i czerwoną emalią, roboty Faberge, za 200 rubli), spalskiego rusznikarza – Jakuba Sosnowskiego (srebrna papierośnica z koroną z brylantów, roboty Faberge, za 47 rubli), urzędnika poczty i telegrafu w Spale – Nejmana (srebrna papierośnica roboty Faberge, za 100 rubli), spalskiego zegarmistrza – Lillpopa (srebrna papierośnica roboty Gana, za 70 rubli) i dla spalskiego weterynarza – Czesława Wolskiego (srebrna papierośnica roboty Iwanowa, za 60 rubli).
Podczas swojego pobytu w spalskiej rezydencji w 1906 roku car Mikołaj II uhonorował szczególnie Stanisława Narewskiego, wybitnego tomaszowskiego lekarza i społecznika. Sprawował on także opiekę medyczną nad mieszkańcami Spały. Okazując za to wdzięczność car ofiarował mu bransoletę z orłem, szafirami i brylantami - dzieło firmy Kehle warte 230 rubli. Dla uzmysłowienia sobie podanych wartości carskich podarków warto dla porównania wiedzieć, że referent myśliwski Zarządu Księstwa Łowickiego - Stanisław Krzysztofowicz, który urzędował wówczas w Spale, zarabiał rocznie 1,5 tys. rubli. Mniejsze pensje mieli urzędnicy biurowi i intendenci w tym zarządzie (po około 900 rubli na rok). Z kolei urzędnik kancelaryjny we wspomnianym urzędzie zarabiał 420 rubli rocznie.

Carska szczodrość…
Zdarzało się, że wskutek wyjątkowej szczodrości władcy w trakcie jego podróży zaczynało brakować cennych przedmiotów przeznaczonych na podarki. Tak było w 1912 roku podczas wyjazdu Mikołaja II i jego najbliższej rodziny oraz świty do Moskwy, Livadii, Spały i Białowieży. Pierwszy etap tej podróży wiązał się z uroczystymi obchodami 100-lecia bitwy pod Borodino, a następne miały raczej charakter wypoczynkowy. Chociaż na tę okazję przygotowano wyjątkowo obfity zestaw carskich podarków, to jednak zaczęło ich brakować już w Spale.
Świadczy o tym treść telegramu wysłanego z tej rezydencji w dniu 25 września 1912 roku przez carskiego urzędnika Nenningera do kancelarii Dworu Cesarskiego w Petersburgu: Na polecenie Generała Mosołowa zwracam się do Was z najpokorniejszą prośbą o niezwłoczne wysłanie celem uzupełnienia do Spały podarków zgodnie z załączonym wykazem. Do telegramu dołączono szczegółową listę aż 326 przedmiotów wraz z podaniem wartości każdego z nich. Znalazły się na niej: złote i srebrne papierośnice, emaliowane pierścienie, spinki do koszul, broszki i bransoletki oraz złote i srebrne zegarki męskie. Łączna wartość tych podarków wyniosła ponad 27 tysięcy rubli! Umieszczono je w trzech zapieczętowanych skrzyniach, z których dwie zawierały tylko zegarki!
Jednak i te zapasy szybko się skończyły, gdyż w dniu 14 października 1912 roku generał Mosołow wysłał kolejny telegram do Petersburga: Proszę wysłać do Spały przez feldjegiera, udającego się jutro pociągiem z Petersburga 25 srebrnych zegarków po 47 rubli, 30 szt. po 37 rubli, 40 szt. po 40 rubli, 50 szt. po 24 ruble, a także 25 złotych zegarków po 75 rubli. Inny telegram wysłany ze Spały przez tego generała dotyczył dostarczenia z Petersburga pamiątkowych żetonów w celu nagrodzenia policyjnych żandarmów za eksportowanie cara podczas podróży koleją.
Komu jeszcze carskie podarki wręczono? Z zachowanych spisów nagrodzonych wtedy osób wynika, że nie brakowało wśród nich Polaków zatrudnionych bezpośrednio w spalskiej rezydencji. Tak więc broszkę z orłem wartą 45 rubli otrzymała nauczycielka spalskiej szkoły elementarnej nazwiskiem Kulesza. Broszką z koroną roboty Sofingena uhonorowano telefonistkę ze Spały – Kazimierę Ziółkiewicz. Srebrne zegarki, każdy wart 29 rubli, dostały się spalskiemu pocztylionowi Szymonowi Cyniakowi, wojskowemu pisarzowi – Bolesławowi Siedleckiemu oraz ułanowi z ochrony wojskowej w Spale – Józefowi Kucowi.
Nie zapomniano również o kolejarzach; zawiadowca stacji Tomaszów nazwiskiem Wilk otrzymał srebrną papierośnicę za 60 rubli, a zarządca przystanku kolejowego Jeleń nazwiskiem Białkowski – złoty zegarek za 75 rubli. W spisie nagrodzonych carskimi podarkami jest również telegrafista z przystanku Jeleń nazwiskiem Członkowski, uhonorowany złotym zegarkiem za 75 rubli. Jak widać, rosyjscy carowie, chcąc zjednać sobie poddanych szczodrymi podarkami, nie pomijali także Polaków związanych z obsługą ich myśliwskiej rezydencji w Spale. Wśród nich nie brakowało także tomaszowian.

Czysta rzeka
dla monarchy!
Bezpośredni związek myśliwskiej rezydencji rosyjskich carów Spale z naszym miastem zaznaczył się także na innej, dzisiaj można by rzec – ekologicznej płaszczyźnie. Przejawiło się to w trakcie prowadzonej z dużym rozmachem na przełomie XIX i XX wieku rozbudowie i modernizacji spalskiej rezydencji, która objęła także sieć kanalizacyjną. Zwrócono przy tym baczną uwagę na zapewnienie należytych warunków sanitarnych m.in. poprzez ochronę wód Gaci i Pilicy przed ściekami. Co ciekawe, głównym powodem tej troski były… wioślarskie rozrywki cara. Świadczy o tym pismo skierowane w dniu 18 lutego 1903 roku przez inspektora oddziału budowlanego ministerstwa Dworu Cesarskiego w Petersburgu – Łukaszewicza do zarządzającego Księstwem Łowickim generała-majora Pawła Iwanowa.
Łaskawy Panie Pawle Maksymowiczu. Należy oczekiwać, że Inspektor Nadwornego Oddziału Medycznego, któremu przekazano sprawę uzupełniającej kanalizacji w Spale, nie zgodzi się na wypuszczanie wód ściekowych do rzeki, po której, jak się okazuje, czasem pływa łódką Jego Wysokość. Dlatego w celu zapobieżenia wstrzymania sprawy, nie omieszkajcie zawiadomić, wraz z załączeniem planu, gdzie jeszcze można byłoby urządzić spuszczanie ścieków tak, żeby one nikomu nie szkodziły, a także na ile przy tym zwiększy się suma kosztorysowa – dopytywał się inspektor Łukaszewicz.
O przykładaniu - z myślą o carskiej rezydencji - dużej wagi do ochrony naturalnych walorów przyrodniczych Spały i lasów spalskich mogą świadczyć również pisma wysyłane w 1911 roku przez naczelnika powiatu brzezińskiego do burmistrza miasta Tomaszowa Rawskiego w sprawie budowy w tym mieście fabryki sztucznego jedwabiu. Jak wiadomo, była ona wielkim novum – i to nie tylko na terenie Królestwa Polskiego, ale również w całym imperium Rosyjskim. Tomaszowska fabryka powstała przy współudziale kapitału francusko-belgijskiego oraz właścicieli największych zakładów włókienniczych Tomaszowa: braci Aleksandra i Feliksa Landsbergów, Edwarda Bornsteina i Karola Bartke.
Budowa fabryki, ulokowanej w podtomaszowskiej wsi Wilanów, trwała dwa lata, a uruchomienie produkcji nastąpiło w maju 1912 roku. Wkrótce stała się ona największą fabryką w Tomaszowie, zatrudniającą ponad 1.200 robotników. Niestety, jej produkcja, oparta na procesach chemicznych, zaczęła stwarzać zagrożenie dla środowiska przyrodniczego.
Związane z tym obawy wyraża urzędowa korespondencja z 1911 roku, zachowana w tomaszowskim Archiwum Państwowym. Warto zapoznać się z wielce wymowną treścią tych dokumentów, mówiących o mało znanym epizodzie w stuletniej już historii Tomaszowskiej Fabryki Sztucznego Jedwabiu – późniejszego „Wistomu”. Pierwszym z tych świadectw jest pismo naczelnika powiatu brzezińskiego z dnia 28 stycznia 1911 roku do burmistrza Tomaszowa Rawskiego. Na wstępie naczelnik powiatu poinformował tomaszowskiego burmistrza o zatwierdzeniu przez Zarząd Guberni Piotrkowskiej planu technicznego na budowę obiektów fabryki włókien sztucznych w Wilanowie. Na tej podstawie naczelnik powiatu polecił burmistrzowi Tomaszowa wyegzekwowanie od A. i F. Landsbergów pisemnego zobowiązania się do prowadzenia tejże budowy w całkowitej zgodności z obowiązującymi przepisami budowlanymi.
Wśród szczegółowych zaleceń dotyczących m.in. konstrukcji dachów oraz parametrów kotłów parowych i silników do warsztatów tkackich w piśmie jest mowa o konieczności zainstalowania wentylacji mechanicznej w nowo budowanej fabryce, jak też spełnienia wymogów dotyczących ochrony środowiska (…) aby były zachowane wszystkie przepisy wymagane przy wytwarzaniu sztucznego jedwabiu (…) aby ścieki nie były zagrożeniem dla powietrza oraz należącego do właściciela stawu na rzece Czarnej (…) aby filtr we wspomnianej fabryce działał nieprzerwanie latem i zimą w całkowitej sprawności tak, żeby wody ściekowe wychodziły zupełnie czyste bez szkodliwości dla czystości powietrza i ogólnego zdrowia – zalecał skrupulatnie swemu podwładnemu naczelnik powiatu.
Ponadto zobowiązał on burmistrza Tomaszowa, by ten poinformował go na piśmie o zakończeniu budowy tej fabryki. Rozpoczęcie przez nią produkcji nie mogło nastąpić bez specjalnego zezwolenia gubernatora piotrkowskiego po zbadaniu fabryki przez specjalną komisję. Najprawdopodobniej jednak fabryka nie spełniała wymogów dotyczących oczyszczania ścieków. Może o tym świadczyć pismo wysłane w listopadzie tego samego, 1911 roku przez naczelnika powiatu brzezińskiego do burmistrza Tomaszowa.
Polecam Wam zażądać od właścicieli fabryki sztucznego jedwabiu we wsi Wilanów - Aleksandra Landsberga i innych, z zabezpieczeniem hipotecznym na nieruchomości fabrycznej Wilanów, obowiązku spuszczania do rzeki Czarnej tylko oczyszczonych wód oraz utrzymywania filtrów w porządku - stwierdził kategorycznie naczelnik powiatu. Polecił on również burmistrzowi Tomaszowa uzyskanie od właścicieli wilanowskiej fabryki wypisu z ich księgi hipotecznej, celem odesłania go do Zarządu Guberni Piotrkowskiej.
Niestety, obawy o ujemny wpływ tej fabryki na środowisko przyrodnicze potwierdziły się nie tylko podczas jej rozruchu, ale w całej, ponad 80-letniej historii zakładu – wielkiego truciciela powietrza i wód rzecznych. Tomaszowska fabryka już przed I wojną światową emitowała znaczne ilości trujących ścieków do rzeki Czarnej, a poprzez nią – do Pilicy. Spływały one tą rzeką obok carskiej rezydencji w Spale, narażonej również na szkodliwe oddziaływanie dwusiarczku węgla obficie wyrzucanego z kominów fabryki odległej zalewie o kilka kilometrów.


Andrzej Kobalczyk   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 17 (1084) z dnia 28 Kwietnia 2011r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator