Decyzja o budowie hali sportowej przy włókienniku (ZSP 6), to pokaz siły starosty i zupełne nieliczenie się z argumentami przeciwko tej inwestycji.
Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu zaakceptowano budżet na 2012 r. Wśród wydatków inwestycyjnych najwięcej kontrowersji wzbudziła budowa hali sportowej przy ZSP nr 6 przy ul. Strefowej, czyli przy tzw. włókienniku.
Już w ubiegłym roku starostwo wydało 65 tys. zł na wykonanie kosztorysu inwestorskiego i projektu wykonawczego pod przyszłą inwestycję. Logika nakazywała więc, skoro pieniądze na projekt zostały wydane, by radni podjęli kolejną decyzję i wyrazili zgodę na budowę hali wg sporządzonego projektu. I decyzja zapadła. Hala będzie budowana w cyklu dwuletnim. W tym roku w budżecie powiatu zarezerwowano na jej powstanie ponad 1,3 mln zł. W przyszłym budowa pochłonie ponad 2 mln zł, a pesymiści uważają, że jej koszt sięgnie 4 mln zł.
Powiat prowadzi siedem szkół podnadgimnazjalnych. Łącznie (dane na rok 2010/2011) uczęszcza do nich 4.249 uczniów. Najmniejszą ze szkół jest ZSP nr 6, w której uczy się 376 dzieci. Szkoła usytuowana jest przy ul. Strefowej, na peryferiach miasta, w jego przemysłowej strefie.
Wszystkie argumenty przemawiają za tym, że budowa przy tej właśnie szkole obiektu sportowego to pieniądze wyrzucane w błoto. Jeśli już trzeba budować kolejny obiekt sportowy w mieście, co też jest sprawą wielce dyskusyjną, to hali powinno się doczekać II LO. W dodatku przy II LO halę mogłyby budować wspólnie miasto i powiat z przeznaczeniem dla licealistów i gimnazjalistów z Gimnazjum nr 6, bo obie szkoły sąsiadują ze sobą. Wspólna inwestycja lub też współfinansowanie przez jeden samorząd inwestycji prowadzonej przez drugi samorząd w sposób znaczny obniżyłoby koszty obiektu, pozwoliło na jego pełniejsze wykorzystanie. Jest tylko jeden problem. Takie rozwiązanie wymaga jednoczesnego wysiłku z obu stron. Oba samorządy musiałyby się dogadać i ze sobą współpracować, a to jest wyjątkowo trudne, a czasami wręcz niemożliwe. Po jedenastu latach współistnienia miasta z powiatem i odwrotnie, obie strony potrafią w głównej mierze wytykać sobie wzajemnie błędy i udowadniać nieudolności. Współpraca to pozór.
Kolejny argument przeciw to pieniądze na budowę hali przy włókienniku mające pochodzić wyłącznie z budżetu powiatu, który to budżet i tak ledwo dyszy. Ten zarzut też formułowali radni, którzy uważają inwestycję za poroniony pomysł. Mamy w mieście, gminach, a nawet w samym powiecie przykłady inwestycji oświatowych i sportowych, na które udaje się pozyskać zewnętrzne środki. Nie w całości, ale w dużej części. W przypadku tego obiektu też należało spróbować takiego rozwiązania, ale pośpiech jest złym doradcą. Władze powiatu zdecydowały, że wybudują obiekt ze środków własnych, byleby jak najszybciej.
Najpotężniejszy argument przeciw hali przywoływał, i to podczas sesji budżetowej, radny Bogdan Kącki. W ubiegłej kadencji członek Zarządu Powiatu odpowiedzialny za powiatowe inwestycje, doskonale zorientowany jest w możliwościach i rzeczywistych potrzebach samorządu. Kącki przywołał prognozy demograficzne Głównego Urzędu Statystycznego, a te nie są dla naszego powiatu optymistyczne. Wg prognoz za 10 lat w powiecie liczba mieszkańców w wieku 16-18 lat skurczy się z obecnych (dane z 2011 r.) 4.285 do 3.482, czyli o osiemset osób. Osiemset uczniów liczą tylko dwie największe szkoły w powiecie. Za cztery lata, w 2015 r. wg GUS liczba nastolatków w tym samym przedziale wiekowym będzie wynosiła już 3.729, czyli będzie niższa od obecnej o 500, co oznacza, że władze powiatu, jeśli powiat będzie jeszcze istniał (bo to też wcale nie jest takie pewne), będą musiały mierzyć się z dużo poważniejszą decyzją niż budowa hali sportowej. Trzeba będzie bowiem likwidować kolejną ponadgimnazjalną szkołę w mieście.
Jest jeszcze sprawa wchodzącej od 1 września reformy systemu oświaty, w tym szkolnictwa zawodowego, której szczegółów nikt chyba jeszcze nie zna. Wiadomo, że zdobycie zawodu będzie się mogło odbywać poprzez kursy zawodowe. W środowisku istnieje obawa, że może to w dużym stopniu ograniczyć zapotrzebowanie na pracę nauczycieli przedmiotów ogólnych, w tym wychowania fizycznego. Czy więc z decyzją o budowie hali nie należało się wstrzymać choćby pół roku, by wiedzieć, jakie perspektywy rysują się przed takimi szkołami jak włókiennik?
Racjonalnych argumentów, w tym tych formułowanych przez radnego Kąckiego, nikt nie chciał już jednak słuchać. Podobnie jak i tego, że wcześniej dwie komisje, przygotowując wnioski do projektu budżetu były przeciwko budowie hali. Komisja Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych była w całości przeciwna, w większości podobnego zdania była też Komisja Budżetowa. Przy ostatecznym głosowaniu podczas sesji, gdy podejmowano decyzję w odniesieniu do całości budżetu, protesty po prostu przepadły.
Za budową hali opowiedzieli się za to rodzice uczniów ZSP nr 6. Wśród materiałów przekazywanych przed sesją radnym pojawiła się petycja podpisana w sprawie budowy obiektu. - To rodzaj szantażu na radnych - uważa jeden z nich. - Powinniśmy mieć wcześniejszą szansę przedstawić zainteresowanym, w tym rodzicom, argumenty za i przeciw, wyjaśnić, że nie jesteśmy przeciwko tej konkretnej szkole, ale musimy dbać o interes całej młodzieży kształcącej się we wszystkich naszych szkołach. Z jednej strony są doraźne korzyści, a z drugiej perspektywiczny rozwój oświaty ponadgimnazjalnej. Petycja to grożenie palcem tym radnym, którzy byli przeciwni budowie. W dniu sesji nikt już nie śmiał się wychylać. Starosta nieźle rozegrał to przedstawienie.
Rodzicami, jak widać, daje się bez trudu manewrować. Dzieci tych, którzy dziś protestują nie mają szans korzystania z obiektu. Będzie on gotowy najszybciej pod koniec przyszłego roku, a więc w chwili, gdy obecni pierwszoklasiści będą się sposobić do matury. Nie napiszę, gdzie będą oni mieli wówczas zajęcia z wf. Zresztą obecnie w większości mają je dokładnie w takim samym poważaniu. Wystraczy prześledzić frekwencję na zajęciach z wf.
Budowa hali sportowej przy ZSP nr 6 ma jednak dwie gorące orędowniczki w osobach dyrektorki szkoły i naczelniczki Wydziału Edukacji starostwa. To obie panie mogą przypisać sobie nie tyle sukces, co fakt, że okazały się skuteczne w walce o halę. Zaspokajanie własnych ambicji i udowadnianie, że ma się wpływ na tego, który podejmuje ostateczne decyzje, przynosi widocznie z niczym nieporównywalną satysfakcję. Szkoda, że za tę satysfakcję trzeba płacić wspólnymi pieniędzmi, przy świadomości, że za pięć lat pojawi się problem utrzymania i zagospodarowania kolejnego obiektu sportowego.
Cynizm obecnej sytuacji objawia się również w tym, że gdy przyjdzie czas na likwidację tej właśnie szkoły, ci którzy dziś rządzą i dzielą, mają pełną świadomość, że nie będą za nic rozliczani.
|