W ubiegłym numerze TIT ukazał się list Janusza Niemczyka, byłego dyrektora Szkoły Podstawowej nr 7 na Ludwikowie w obronie hali sportowej, która powstała obok tej szkoły. Jako autorka teksu „Ciepło, cieplej… drożej” pragnę odnieść się do słów pana dyrektora.
Nie mam wątpliwości, że w swoim czasie zaangażował się on całym sercem w budowę hali. Dołożył wszelkich starań, by obiekt powstał i służył ku radości mieszkańców Ludwikowa. Mam nadzieję, że tak się właśnie dzieje. Dobrze byłoby, gdyby gospodarz każdego terenu lub osoba w jakimś stopniu reprezentująca mikrospołeczność zabiegała o interesy swojego środowiska. Jeśli dyrektor Niemczyk dołożył zabiegów, by hala powstała, to można mówić również o jego skuteczności.
Pewnie każdej szkole w naszym mieście przydałby się taki obiekt, jak ten na Ludwikowie. Realia są jednak takie, że miasta i powiatu razem wziętych nie stać, by wybudować, a potem utrzymywać tyle hal, ile jest szkół. Nawet pobieżna analiza, jakiej dokonałam na potrzeby tworzenia artykułu, pokazała, że z punktu widzenia ekonomii sensowniej jest budować takie obiekty przy dużych szkołach niż przy małych. Być może jednak istnieją inne, pozaekonomiczne względy, które przemawiają za tym, by najmniejsza szkoła w mieście na peryferyjnym osiedlu miała piękną (najdroższą) halę sportową. Ja tego nie wiem, a najgorsze jest to, że niestety nie mam skąd posiąść wiedzy, który wariant jest dla miasta, (nie dla Ludwikowa) korzystniejszy. Nikt nie działa w oparciu o programy, prognozy, strategie. Takich dokumentów w mieście nie ma, a te co powstały są kompromitujące, o czym wielokrotnie na tych łamach pisałam. Decyzje w sprawie różnorodnych inwestycji podejmuje się doraźnie, na zasadach chciejstwa i przed- lub powyborczych kalkulacji. Może dyrektor Niemczyk ma w tym względzie inne przemyślenia i doświadczenia, ja obserwując od prawie 20 lat poczynania kolejnych ekip rządzących w tym mieście, mam właśnie takie i jakoś trudno mi je zmienić.
W poprzedniej kadencji uroczyście pokropiono kilka hal sportowych. W tej powstają kolejne, nowoczesne boiska. Bardzo bym chciała mieć przekonanie, że zlokalizowane zostały w optymalnych ze względu na geografię miasta miejscach. Ale takiej pewności nie mam. Widzę natomiast, że powstają i będą powstawać przy szkołach, w których dyrektorami są miejscy i powiatowi radni (wyjątek stanowi II LO i były radny). W tekście obok piszemy, że powstanie kolejny orlik. I znów nie wiem czy lokalizacja wynika z dobrze rozpoznanych potrzeb miasta i środowiska, czy z tego, że dyrektorka szkoły, przy której będzie budowany jest żoną naczelnika Wydziału Edukacji. Gdyby był jakiś klucz, jakaś analiza, jakiś długo- czy choćby krótkofalowy program, to takich pytań na łamach gazety bym nie zadawała. Odniosłabym się do przyjętych zapisów i na tym kończyłaby się moja rola.
Zresztą wymiana opinii na temat hali sportowej na Ludwikowie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, jeśli idzie o sportowe inwestycje w mieście. Ile tak naprawdę potrzebne jest tu hal sportowych i boisk? Kto to wie i kto odważy się odpowiedzieć na to pytanie? Dla kogo i po co są budowane? Dla wyników sportowych nie, bo, co udowodniłam już na łamach TIT, talenty sportowe w Tomaszowie zatracane są na poziomie gimnazjów. Dla zdrowia i dobrej kondycji uczniów też nie, bo, co też było nie raz w TIT podnoszone, absencja na lekcjach wf. przynajmniej w niektórych szkołach bywa zatrważająca.
Władza powinna rozumieć interesy tej czy innej dzielnicy, znać jej potrzeby, ale powinna też patrzeć na całość i szukać najlepszych z punktu interesu ogółu rozwiązań. Ani ta władza, ani poprzednie tak nie działają. Ani obecni, ani byli radni nie dyskutują o takich sprawach. Efekt jest taki, że łatwiej zostaje się radnym, by dzięki temu przeforsować jakiś własny interes, niż dokonać czegoś pożytecznego, udowodnić własną skuteczność i w efekcie zasłużyć na mandat radnego, by służyć miastu.
|