tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
ŁĘCZYCA - sprzedam mieszkanie 2 pokoje z kuchnią ...
czytaj dalej »

ER-DENT stomatologia EDYTA JUSZCZAK-PRZYBOREK, ...
czytaj dalej »

SZKÓŁKA ROŚLIN OZDOBNYCH
DRZEWA I KRZEWY ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Relacje

 Gdzie w niedzielę?

 





Na jarmark spalski. Taki sposób spędzenia czasu minionej niedzieli wybrało bardzo wielu tomaszowian. Nie tylko oni, Spała wypełniła się gośćmi z bliższych i dalszych stron Polski. Jedni przyjechali ot tak, pochodzić, popatrzeć, czasami coś spontanicznie kupić. Inni do Spały ściągnęli w określonym celu. Tak jak pan z Warszawy, który szukał na straganach widokówek o tematyce kolejowej. I trudno było go czymś zaskoczyć, bo ma prawie wszystko z tego tematu, co wydano na terenie ziem polskich w obecnych i powojennych granicach. Jego zbiór liczy kilka tysięcy pozycji i o dziwo niewiele w nim kartek z okresu PRL. Dlaczego? Bo kolej była obiektem strategicznym i na widokówkach było jej niewiele. Sam pamiętam, że na obskurnym wychodku przy tomaszowskim dworcu wisiała tabliczka z zakazem fotografowania. Takich "specjalistów" szukających określonych przedmiotów do kolekcji bywa w Spale na Jarmarkach Antyków i Rękodzieła Ludowego wielu. Jest pan z Łodzi, który zbiera otwieracze do piwa, inny szuka korkociągów, a jeszcze inny dziadków do orzechów. Sporo stoisk oferuje rękodzieło artystyczne i nie tylko z dziedziny sztuki jako takiej, czyli obrazów, rzeźb, ale sztuki użytkowej np. mebli, szkatułek, wazonów, pater, kompozycji kwiatowych z bibuły czy suchych roślin. Były kramy z ziołami, miodem i inną żywnością zaliczaną do zdrowej. Coraz więcej z jarmarku na jarmark bukinistów ze starymi i nowszymi książkami i rocznikami czasopism, sporo militariów, szczególnie białej broni, od replik średniowiecznych mieczy po współczesne noże komandosów. Ceny wszystkiego jakby niższe niż przed rokiem. Czyżby skutkiem kryzysu czy raczej nasycenia rynku? Kupujący mają możliwość targowania się ze sprzedawcą i korzystają z tego, dostają ku swojemu zadowoleniu upusty, często znaczne, co może oznaczać, że cena wyjściowa była zawyżona. Na "jelenia", jak mówią handlarze, którzy i tak swoje zarobią. No, ale takie są reguły pchlich targów i ich uroda. Pomyślano też o dzieciach. Dla nich były kucyki do przejażdżek i... głaskania, wielka zjeżdżalnia, wata cukrowa, kramy z zabawkami, to nic, że czasem odpustowymi oraz z cukierniczymi łakociami. Jedno jest pewne, gdyby przed pięciu laty nie wymyślono w spalskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej jarmarków, to trzeba by było je wymyślić teraz. Ale są, wrosły w spalskie klimaty i mają się dobrze. Jest jednak pewne "ale", czyli obawa czy obecna formuła wytrzyma próbę czasu. Potrzeba zmian, nie rewolucyjnych, ale urozmaicających imprezę. Może muzyka z głośników, może spiker wodzirej, mówiący do mikrofonu co, gdzie, w którym miejscu. Rozmowy z klientami, ze sprzedającymi, reklama spalskich uroków, obiektów turystycznych, gastronomicznych. To zdanie nie tylko piszącego te słowa, ale i bywalców. Sukces jarmarku powinien przenosić się na sukces całej Spały i gminy Inowłódz.


Jan Pampuch   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 28 (991) z dnia 16 Lipca 2009r.