Ile kosztuje kilogram kiełbasy z dzika? Najtańszej około 40 złotych. A ile kosztuje kilogram mięsa z dzika sprzedawanych przez myśliwych w skupie? Około 3-4 złotych.
- Takich śmiesznych cen jeszcze nigdy nie było - mówi jeden z myśliwych. - Dlaczego taka sytuacja nie przekłada się na spadek cen wyrobów w sklepach? - pyta.
Wszystkie koła łowieckie już zaczynają liczyć straty. Okazuje się, że być myśliwym nie jest tak łatwo. I nie chodzi już tylko o liczne, trudne i długotrwałe egzaminy, ale przede wszystkim o pieniądze, jakie trzeba poświęcić na to hobby. Budżet koła składa się bowiem w większości ze składek członkowskich, w niektórych warunkach również z polowań dewizowych, dużym zastrzykiem finansowym powinna być sprzedaż ustrzelonej dziczyzny. I tak było w poprzednich latach. Jednak od ponad roku skarbnicy kół ze strachem patrzą na to, co się dzieje z cenami.
Obecnie trwa skup sarniny w wyznaczonych i nielicznych punktach, za 8-10 złotych za kilogram i dzika 3-4 złotych również za kilogram. Ceny w porównaniu z rokiem ubiegłym spadły średnio o 50 procent. W przypadku dzika o jeszcze więcej.
- Prawdę mówiąc nie opłaca nam się strzelać - mówi jeden z myśliwych. - Ceny są bowiem śmiesznie małe. Jeżeli już ktoś ustrzeli jakieś zwierzę, woli samemu zapłacić za mięso i wziąć je do domu.
Myśliwi pytają jednak, dlaczego pomimo takiego stanu, dziczyzna w naszych sklepach, ze względu na cenę jest nadal artykułem ekskluzywnym. A przecież to znakomite mięso: chude, (zawiera 1% tłuszczu, podczas gdy kaczka domowa - 34%, a chuda wołowina - 10%), i z niską zawartością cholesterolu. Do tego zwierzęta leśne nie jadają pasz ze sztucznymi konserwantami i witaminami.
Niektórzy winią za taki stan pośredników. W skupach jednak jasno wyjaśniają. - Spadek cen ma związek z kryzysem w zachodniej Europie, a w szczególności w Niemczech - tłumaczy nam jeden z przedsiębiorców zajmujący się przerobem i sprzedażą dziczyzny. - Do tego państwa przede wszystkim trafiało mięso z naszych lasów - dodaje.
Dzisiaj w chłodniach zalegają jeszcze duże ilości na przykład dzika. Niektóre skupy wręcz wstrzymały lub ograniczyły swoją działalność.
Jednak jak twierdzi przedsiębiorca, jeżeli taka sytuacja się jeszcze utrzyma, może to oznaczać, że takie produkty stanieją w naszych sklepach. Choć nigdy nie będzie tak, że dziczyzna osiągnie cenę np. wołowiny lub wieprzowiny.
- Proces produkcyjny na dziczyźnie, jest lekko licząc, dwa razy droższy - dodaje.
Kiedy spadek cen skupu przełoży się na ceny podrobów, tego nikt nie wie. Obecnie za kilogram kiełbasy z dzika, jak twierdzą specjaliści - z dolnej półki, trzeba zapłacić aż 40 złotych. W praktyce kilogram mięsa waha się od 50 do 100 zł. - Kto więc na tym najwięcej zarabia - pytają łowczy. - I dlaczego my dostajemy tak mało.
Niektórzy nasi rozmówcy twierdzili jasno. W naszym kraju cena dziczyzny jeszcze długo nie spadnie. Pokutuje nastawienie z poprzedniego ustroju, że takie mięso jest dla elit. Taki pogląd będą wciąż podtrzymywać pośrednicy.
- Obecnie z pewnością magazynują mięso, aby i tak sprzedać je na rynek zachodni - zarzuca jeden z mężczyzn. - Przecież tam dostaną kilkakrotnie wyższą cenę niż u nas w kraju. Tam kilogram płacony jest w euro - kończy.
Podczas rozmowy, kilka razy pada stwierdzenie, że najlepiej byłoby dla myśliwych, gdyby sami skupowali, przerabiali i sprzedawali wyroby z dziczyzny. Wskazywali, że można by było tworzyć spółki i zlecać niektóre zadania.
Jednak jak na razie przepisy prawne stawiają wiele trudności. Nie brakuje także sceptyków.
- Bądźmy realistami - mówi myśliwy. - Przecież koło złożone, z powiedzmy 30-40 członków, nie poradzi sobie z taką działalnością.
Inny łowczy już na forum internetowym obrazowo wyjaśnia nieopłacalność takiego rozwiązania: ,,W Polsce zabija się 22 miliony świń, 1,5 miliona krów i tylko 2333 daniele, 31984 jeleni, 123113 saren, 104412 dzików i 59 danieli, czyli 261900 szt. zwierzyny grubej.
Problem polega na tym, że te 260 tys. sztuk rozrzucone mniej więcej proporcjonalnie po całym kraju, stanowi tylko jeden procent rynku mięsnego. Na to się zupełnie nie opłaca uruchamiać procedur handlowych, weterynaryjnych, marketingu itp. . Stąd całkowity brak konkurencji i monopol 3-4 firm skupowych."
Jeżeli tak niska cena skupu jeszcze się utrzyma, myśliwi nie wykluczają, że wprowadzą francuskie zasady podziału zwierzyny. W takim przypadku na rynek produkcyjny niewiele by trafiło. Chodzi tu dokładnie o to, że każdy myśliwy, który ustrzeli zwierzynę, oddaje ją do koła. Jeszcze podczas polowania mięso jest dzielone na wszystkich uczestników, którzy płacą symboliczną kwotę. - Gdy sprzedawać się nie opłaca, przynajmniej w ten sposób podreperuje się gospodarstwo domowe, no i z pewnością życie towarzyskie w kole będzie lepiej kwitło - twierdzi jeden z mężczyzn. |