Ponad tydzień temu mieliśmy pierwszy atak zimy. Ciężki i mokry śnieg zalegał na gałęziach drzew, z których jeszcze nie opadły liście. Pod ciężarem konary kładły się na liniach wysokiego napięcia, powodując awarie. Bez prądu zostało kilkaset mieszkańców z całego powiatu. W innych regionach kraju było o wiele gorzej. Tysiące rodzin przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez dostaw energii elektrycznej.
Brak prądu to przede wszystkim brak oświetlenia, w wielu przypadkach centralnego ogrzewania, a co się z tym wiąże ciepłej wody. Oczywiście nie działają również wszystkie urządzenia elektroniczne.
Tymczasem okazuje się, że w takich sytuacjach w szczególności mieszkańcy domków jednorodzinnych wcale nie muszą żyć w ciemnościach i chłodzie. Są już tacy, którym brak prądu wcale się z tym nie kojarzy. Wystarczy kupić agregat prądotwórczy. Okazuje się, że jest to proste i dość tanie rozwiązanie, które pozwala na zabezpieczenie się przed takimi niespodziankami.
- Ludzie instalują w domach przyłącze agregatu prądotwórczego - mówi Przemysław Bogusiewicz z zakładu energetycznego. - To proste i skuteczne rozwiązanie.
A warto zadbać samemu o zabezpieczenie, gdyż nawet w najtragiczniejszych warunkach ani zakład energetyczny, ani straż pożarna nie są w stanie zabezpieczyć nam ciągłości energii, chociażby za pomocą agregatów.
- Posiadamy kilka takich urządzeń, ale mają one niewielką moc - mówi st. kpt. Marcin Dulas, rzecznik prasowy komendanta powiatowego straży pożarnej. - Służą nam przede wszystkim do oświetlenia terenu działania.
Zakład energetyczny również nie zajmuje się taką pomocą.
Tymczasem agregaty są już od dawna wykorzystywane w większych placówkach, tj. szpitalach, dużych sklepach czy firmach telekomuniakacyjnych. Wspomagają na przykład maszty, na których znajdują się nadajniki.
- Taka firma dzwoni do nas z zapytaniem, ile będzie trwała przerwa w dostawie prądu - mówi P. Bogusiewicz. W zależności od sytuacji określamy czas, a oni włączają agregaty. Muszą posiadać jednak zabezpieczenia wewnętrzne, by wytworzony przez nich prąd nie poszedł na resztę naprawianej sieci.
Podobne rozwiązania coraz częściej pojawiają się u pojedynczych odbiorców. Bo agregaty są coraz tańsze, a ich instalacja to dla elektryka nic skomplikowanego.
- Przyłącze instaluje się szybko i nie wymaga jakiś wyrafinowanych urządzeń - mówi elektryk z Tomaszowa. - Koszt podłączenia jest uzależniony od rodzaju agregatu, od tego czy jego włącznik jest automatyczny, czy ręczny. Cena usługi waha się w przedziale od 300 do 1000 złotych.
Ceny agregatów przez ostatnie lata również mocno spadły.
- Całkiem niedawno w jednym z marketów można było zakupić takie urządzenie za około 700 złotych - mówi elektryk. - Jego moc pozwalała na utrzymanie oświetlenia w domu lub sprawności kilku niewielkich urządzeń.
Oczywiście w specjalistycznych sklepach dostępne są o wiele wydajniejsze, wytrzymalsze, a co za tym idzie i droższe agregaty. Mogą kosztować od kilku nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych (te najdroższe, o dużej mocy wykorzystywane są w zakładach pracy, a nie w domach). Przed zakupem musimy zastanowić się jednak, co będziemy chcieli w ten sposób zasilić i dobrać moc urządzenia.
Gdy już mamy takie zabezpieczenia w domku, żadna awaria zakładu energetycznego nie jest nam straszna. Okazuje się nawet, że cena eksploatacji agregatu, czyli paliwa jakiego musimy do niego wlać, jest przybliżona do cen za jednostkę prądu.
Ważną sprawą przy takich rozwiązaniach jest fakt, że nie musimy występować do nikogo o żadne pozwolenia. Zakład energetyczny ewentualnie może zażądać certyfikatu wystawionego przez elektryka, który zakładał nam instalację. Trzeba również pamiętać, że obecne prawo budowlane zabrania używania agregatów w domach wielorodzinnych. Specjaliści twierdzą, że w przyszłości dobrze by było, gdyby w dużych blokach instalowane były takie rozwiązania.
P.S. W środę, 14 października niespodziewanie z nieba zaczęły lecieć ogromne płatki śniegu. Załamanie pogody dało się we znaki szczególnie zakładowi energetycznemu. W tym dniu doszło do bardzo dużej ilości awarii. Przede wszystkim były to zwarcia w instalacji średniego napięcia. Większość usterek udawało się usunąć w przeciągu kilkunastu minut. Na terenach wiejskich były one jednak o wiele poważniejsze. Na nogi postawione zostały wszystkie pogotowia energetyczne, a i tak naprawy trwały przez kilka godzin.
W ten sposób bez prądu pozostało kilka mniejszych miejscowości. |