tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
BIURO RACHUNKOWE - księgi, podatki, ZUS, kadry, ...
czytaj dalej »

NAPRAWA AGD - lodówki, zamrażarki, pralki ...
czytaj dalej »

KUPIĘ każde auto uszkodzone, rozbite lub do ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Teren

 Bobrzy Gród?

 
Mieszkańcy Inowłodza, także rajcy gminni, zastanawiają się ostatnio nad herbem i flagą miejscowości, a tu pcha im się wręcz do środka bóbr, gotowy symbol pilickiego dorzecza. Zabrakło go jednak na zaproponowanych w specjalnym konkursie projektach gminnej flagi.





Nie zabrakło go natomiast w samym środku miejscowości. Dziś rozsiadła się ona okrakiem nad niegdysiejszą miejska fosą. Jej pozostałością są sadzawki wiodące od stóp zamku kazimierzowskiego do Pilicy. Kiedyś był to element fortyfikacji, dzisiaj - niezwykle malowniczego krajobrazu. Uroku dodały mu działania koła wędkarskiego, którego członkowie uporządkowali otoczenie tego cieku wodnego z tradycjami historycznymi. Nie przypuszczali pewnie, że będą mieć współgospodarzy wodnych terenów - rozpanoszyły się w nich bobry!
Dokładnie ćwierć wieku wystarczyło, by natura odrobiła swoje lekcje i wróciła na pozycje niegdyś jej odebrane. 19 października 1984 roku w okolicy Ręczna w niewielkim dopływie Pilicy wypuszczono na wolność cztery pary bobrów, sprowadzone z północy kraju. Do tej reintrodukcji, czyli ponownego osadzenia gatunku w środowisku, w którym kiedyś był obecny, przyczynili się piotrkowscy myśliwi, a głównie Jan Suchorski, ówczesny łowczy wojewódzki.
Miejsce wypuszczenia bobrzych małżeństw utrzymywane było przez dłuższy czas w tajemnicy, żeby ciekawscy nie przeszkadzali zwierzakom w aklimatyzacji. Bobry były obserwowane. Miały się dobrze i ich liczba zaczęła wzrastać. Po jakimś czasie część bobrów została na miejscu ale część gdzieś przepadła bez wieści. Zguby odnalazły się po paru latach, gdy z różnych miejsc wzdłuż Pilicy zaczęły dochodzić sygnały, że ktoś albo coś ścina w charakterystyczny sposób nadrzeczne drzewa. Domysły okazały się słuszne. Rzadkie gdzie indziej, a jeszcze do niedawna nieobecne nad Pilicą, bobry zadomowiły się tu na dobre. Rzeka stała się drogą ich migracji. Bobry są dzisiaj obecne w Pilicy i jej dopływach, także poniżej Tomaszowa. Są też w innych, sąsiednich rzekach, jak np. Krzemionka, dopływ Rawki wpadającej do Bzury. Jest ich już tyle i czynią tak poważne szkody, że w niektórych województwach zezwolono na odstrzał pewnej ilości zwierząt. Tyle, ze myśliwi też bardzo nie wiedzą, jak na bobra polować. A bobry, jakby wiedziały, że są chronione, potrafią się pojawić nawet w sadzawce w środku miejscowości, jak w Inowłodzu właśnie, albo też ryjąc w groblach korytarze, spuścić staw z rybami. Są wśród nas. Warto więc poznać je bliżej.
Bobry to największe gryzonie europejskie. Długość ciała dorosłych samców dochodzi do 1 metra, ogona do 40 cm, waga - nawet do 30 kilogramów. Jest to więc całkiem pokaźny kawał zwierzaka. Są doskonale przystosowane do życia w wodach, lubią wolno płynące, zwłaszcza wśród lasów, rzeki. Odżywiają się łykiem osik i wierzb oraz roślinami zielnymi, choć z tym bywa obecnie różnie. Rżną, jak leci, także sosny i modrzewie i aż dziw, że żywica nie poskleja im zębów. Aktywność wykazują w nocy. W celu podniesienia i wyrównania poziomu wody potrzebnego do zbudowania gniazda budują tamy przegradzające cieki wodne, powodując czasem znacznej wielkości rozlewiska. Wykazują przy tym zdumiewające umiejętności i „wiedzę” techniczną.
Kiedyś była to pożądana zwierzyna łowna. Ze względu na futro i mięso, ale też tzw. strój bobrowy, wydzielinę gruczołu cenioną jako lekarstwo. Jak pamiętamy z „Krzyżaków”, rycerz Maćko z Bogdańca właśnie niedźwiedzim sadłem i bobrowym strojem wyleczył się po postrzale z krzyżackiej kuszy. Bobry są, jak na gryzonie, długowieczne. Dożywają 25 lat.
W średniowieczu występowały licznie na terenie całej Polski. W XIX wieku w dorzeczu Wisły zwierzę to wytępiono całkowicie. Po II wojnie sprowadzono bobry na ten teren z Białostocczyzny. W 1963 roku naliczono 44 stanowiska bobrów. W 1967 stan bobrów w dorzeczu Wisły wynosił ok. 270 sztuk, ale w Pilicy i jej dopływach nie było ani jednego. Teraz już są! Pół biedy, gdy rozpanoszą się na płynącej przez tzw. rządowe, czyli państwowe lasy, Słomiance. Tam nie robią specjalnych szkód i krzywd, a powstałe za ich sprawą śródleśne rozlewiska przydają miejscu uroku. Gorzej, gdy zalewają łąki i uprawy rolne. Albo traktują sady nad wodą, jak przynależną im zimową spiżarnię. Gromadząc żywność, wycięły, niemal w mgnieniu oka, prawie wszystkie drzewa na przylegającej do sadzawki posesji Baranowskich. Został pusty plac z ogołoconymi z kory kikutami drzew. Właściciele zastanawiają się nad wystąpieniem o odszkodowanie. Do Skarbu Państwa, bo zwierzyna, w stanie dzikim, a w dodatku chroniona, jest jego własnością.


Marek Miziak   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 45 (1008) z dnia 12 Listopada 2009r.