Nieco przed terminem, w miniony piątek, górnicy - skalnicy z kopalni „Inowłódz” uczcili święto swojej patronki świętej Barbary i spotkali się na Piwnej Tablicy w sali Rezydencji Spalskiej.
 Kazimierz Kośka
Górnicy „biali” albo skalnicy. Im też przyświeca w kopalniach latarką patronka - święta Barbara.
Mazowieckie, białe górnictwo ma tradycje wcale nie biedniejsze od śląskich. Piaski szklarskie, formierskie z „Białej Góry”, ogniotrwałe glinki z unikatowej, jednej z nielicznych, nie tylko w kraju, głębinowych kopalni tego surowca w Żarnowcu, równie rzadki chalcedonit z Inowłodza. To znaczniejsze zakłady, z większą załogą górników - skalników, która w miarę możliwości hołubi barbórkowe tradycje. W niewielkich kopalniach piasku, eksploatowanych czasem „na dziko”, o patronce mało kto pamięta. Najstarsi górnicy z kopalni „Inowłódz”, dziś już emeryci zaproszeni na obchody święta patronki, wspominali Barbórki Kopalni Surowców Mineralnych, na które trzeba było jeździć do centrali w Łodzi.
Inowłodzka kopalnia chalcedonitu, jedyna w Polsce kopalnia tego minerału, obchodzi w tym roku 37-lecie istnienia. Znajduje się tutaj największe w kraju, udokumentowane złoże chalcedonitu. To podobno złoto mineralne, choć, jak dotąd, brukowane są tym „złotem” głównie lokalne drogi i parkingi. Wielu twierdzi jednak, m.in. dr Adam Mazela z Instytutu Budownictwa i Górnictwa Skalnego w Warszawie, że wszystko ciągle przed inowłodzkim cudownym minerałem. Na światową premierę czeka przebój budowlano-ekologiczny: rodzaj białego keramzytu, zawierającego 50% inowłodzkiego chalcedonitu, 45% osadów ściekowych i 5% szkła odpadowego, którego nie chce już żadna huta. To lekkie kruszywo do produkcji lekkich betonów, spełni, być może, pokładane w chalcedonicie z Inowłodza nadzieje.
Właścicielem inowłodzkiej kopalni i praw do eksploatacji jest od sześciu lat „Mikrosil”, spółka z Radomia.
Kopalnia powstała w 1972 roku. Ma więc już 37 lat. W najlepszych swoich czasach zatrudniała 70-80 górników i wydobywała oraz sprzedawała 20 tys. ton urobku miesięcznie. Potem przyszły lata coraz chudsze i brak popytu na tłuczeń. Na początku 2003 roku zaczęto nawet planować likwidację kopalni i przywrócenie naturze zniszczonego przez działania górnicze terenu. Ale w kwietniu owego roku zgłosił się amator na upadającą kopalnię. To Marian Wachowicz, który zdecydował się zainwestować w inowłodzką kopalnię. Był główną postacią barbórkowego spotkania.
Inowłodzkie złoże wyeksploatowano do tej pory w 30%. W ziemi jest nadal 20 mln ton minerału. Przy obecnej wielkości rocznego urobku, wynoszącego ok. 150 tys. ton, starczy go na ponad 100 lat. Tym bardziej, że właściciele sukcesywnie zmierzają do... minimalizowania wydobycia i zmiany charakteru eksploatacji. Chodzi o to, by była ona selektywna, by to co zbędne pozostawało w wyrobisku. Wstępna przeróbka będzie się odbywała tam, gdzie urobek został pozyskany.
Po sześciu latach nowoczesnego podejścia do niezwykłego minerału znaczna jego część jest przetwarzana na grysy wypełniające filtry uzdatniające wodę pitną w ujęciach. Filtracyjne złoża chalcedonitowe pracują już w kilkunastu systemach wodociągowych w kraju i w oczyszczalniach ścieków.
- Nie świętowaliśmy hucznie, ze względu m.in. na losowe przypadki właściciela, które postanowiliśmy uszanować. Ale bez barbórkowego spotkania nie mogło się obyć - mówi Kazimierz Kośka, dyrektor inowłodzkiego zakładu. - Była okazja do spotkania całej 26-osobowej załogi na sympatyczniejszym niż kopalniany gruncie. I do podsumowań. Na inowłodzką kopalnię składają się dzisiaj jeszcze oddziały we Wrześni i Bogucinie. Pierwszy wdraża w kraju nasze technologie filtracyjne wód pitnych, drugi produkuje niezbędne do tego frakcje filtracyjnych grysów. Radzą one sobie doskonale z nadmiarem magnezu czy żelaza w wodzie. Idzie na to obecnie 1200 ton urobku rocznie. Przy 150 tys. ton całej produkcji to niewiele, ale urobek jest trudny do pozyskania. Chcemy, by w przyszłości produkcja Bogucina odbywała się na miejscu, w Inowłodzu. W tym kierunku idą zamiary modernizacji parku maszynowego, z zakupem mobilnej kruszarki, która rozwiąże większość dzisiejszych problemów. Ale to koszt 1,2 mln zł i musimy ten wydatek kalkulować.
Na resztę jest dzisiaj zbyt. To różnej grubości tłuczeń i piaski na podbudowę dróg, parkingów. Zainteresowane są naszą produkcją cementownie, np. Chełm, Rudniki, ilasto-gliniaste osady po płukaniu kamienia interesują coraz bardziej zakłady ceramiczne, np. ZPC Opoczno. Trwają ciągle badania, ale są obiecujące. Dlatego w naszą górniczą przyszłość patrzymy z ufnością, choć nie bez zatroskania. Powoduje je np. znaczny wzrost ceny energii (płaciliśmy kiedyś miesięcznie 18 tys. zł za prąd, obecnie 40 tys. zł!) przy spadku cen kruszywa. Szykuje się jednak remont gierkówki od Piotrkowa do Rawy, obwodnica Opoczna i inne inwestycje drogowe. Liczymy, że dadzą nam oddech - mówi dyrektor Kośka.
Tymczasem górnicy świętowali. Była za stołami załoga dzisiejsza i niegdysiejsza, kierownictwo z właścicielem i szefostwem spółki „Mikrosil”, które przy wsparciu proboszcza inowłodzkiego stanowiło tym razem „Prezydium w sprawach piwnych zawsze nieomylne”. Dopisali liczni odbiorcy i dostawcy inowłodzkiej kopalni, gospodarze gminy, w której przyszło jej funkcjonować, z wójtem Cezarym Krawczykiem i przewodniczącym Rady Gminy Markiem Leszczyńskim. Nie brakło przyjaciół i sąsiadów, którym kopalnia często bruździ hałasem, wszędobylskim żółtawym mułem i pyłem, ale przecież od kilkudziesięciu już lat jest sąsiadem. |