
Strzegą naszego bezpieczeństwa, pomagają w ujęciu złodziei lub nawet bardzo groźnych bandytów, służą również do dyscyplinowania. Kamery już na stałe wpisały się w nasze otoczenie. Są praktycznie wszędzie. Jednak w dzisiejszej, tak bardzo rozwiniętej technicznie, rzeczywistości słowo monitoring nabiera nowego znaczenia.
Nie odnosi się ono jedynie do nagrań wideo zarejestrowanych kamerą, ale również do kontrolowania naszych poczynań w wirtualnym świecie Internetu czy połączeń telefonicznych. Jest to już tak normalne, że prawo w tej kwestii jest bardzo liberalne. Dzisiaj możemy być podpatrywani i kontrolowani praktycznie wszędzie. Na ulicy, w parku, w banku, w sklepie, w szkole, a także w pracy. Czasami oko kamery zarejestruje ujęcie, które staje się bezcenne.
Mordercze nagranie
Przed komendą policji stoi młody mężczyzna z podbitym okiem. Dostał wezwanie. Nie wie, co go czeka. Przypomina sobie, że trzy dni wcześniej, późnym wieczorem, popijał z kolegami mocniejsze trunki w pobliżu zamkniętego sklepu. Przed wejściem do wskazanego przez policjanta pokoju jeszcze raz próbuje sobie przypomnieć, co tak naprawdę wydarzyło się podczas tej imprezy. Nie musi. Funkcjonariusz włącza kasetę wideo. Dokładnie widać, jak wezwany wraz z kolegami wybija witrynę sklepową, później jeden z mężczyzn urywa kamerę zainstalowaną na zewnątrz. Wandale nawet nie podejrzewają, że wszystko zostało przez nią nagrane.
- Kilkaset złotych mandatu i pokrycie szkód - mówi zaraz po wyjściu znajomym.
Gdy tłumaczy, jak go złapano, wszyscy parskają śmiechem.
To niejedyny taki przypadek. Policjanci znają kilka podobnych historii. Całkiem niedawno wpadł złodziej kamer przemysłowych. Wpadł, bo dał się nagrać. Obiektyw utrwalił tylko na chwilę jego twarz. To wystarczyło.
Codziennie Straż Miejska kontroluje centrum miasta i jego okolice dzięki dwunastu kamerom. Materiał wizualny przesyłany jest drogą radiową, a przechowywany jest kilka miesięcy. Strażnik może nie tylko obracać obiektyw, ale w razie potrzeby przybliżyć obiekt kilkakrotnie. Podczas obróbki nagrania można wykonać zdjęcie. Kto wpada najczęściej? Wandale. Pisaliśmy o wykrytych sprawcach demolek na pl. Kościuszki lub pod jednym z supermarketów, gdzie grupa młodych ludzi urządziła wyścigi wózkami na zakupy. Takich przypadków jest naprawdę wiele.
W archiwum są również liczni kierowcy, którym udało się zrobić zdjęcie podczas zakazanego manewru. Klasycznym przykładem były setki wykroczeń drogowych, jakich dopuścili się kierowcy na ulicy Mościckiego podczas remontu ul. Głowackiego. Niektórzy nie stosowali się do objazdów, aby skrócić drogę, wjeżdżali pod zakaz, w niektórych przypadkach przekraczając również linię podwójną ciągłą. Choć kamera, zainstalowana na rondzie Dmowskiego, wykonywała ruch obrotowy, od czasu do czasu rejestrowała pechowego kierowcę, który myślał, że nikt go nie widzi. Potem było już wezwanie i kilkusetzłotowy mandat. Tylko jeden z setki zarejestrowanych nie chciał zapłacić i sprawa trafiła do sądu. Inni zrozumieli, że ciężko byłoby się tłumaczyć w konfrontacji z nagraniem.
Czasami monitoring miejski i kamery zainstalowane przy prywatnych posesjach lub firmach są bezcenne dla wyjaśnienia o wiele poważniejszych zdarzeń. Tak było kilka lat temu w parku miejskim. - Mieliśmy mężczyznę, którego podejrzewaliśmy o czyny lubieżne - mówi jeden z policjantów Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego w tomaszowskiej komendzie. - Dokładnie o umawianie się z nieletnimi. Mocnym dowodem okazało się nagranie z miejskiego monitoringu. Mężczyzna na nielegalną randkę poszedł właśnie do parku - dodaje.
Innym przykładem może być sprawa śmiertelnego pobicia młodego chłopaka. Jego ciało zostało odnalezione w parku miejskim, w rzece. Sprawcy byli bardzo brutalni. Podczas śledztwa funkcjonariusze próbowali odtworzyć przebieg tych dramatycznych zdarzeń. Ustalili, że ofiara szła od strony centrum miasta, oprawcy najprawdopodobniej ją śledzili. Policjanci, idąc tym śladem, zauważyli na jednym z budynków zainstalowaną kamerę należącą do jednego z banków. Poprosili o nagranie. Oglądając je, zauważyli jak w kadr wchodzi młody chłopak, który kilka minut później zostanie skatowany. Po nim w zasięgu obiektywu pojawili się podejrzani. Sprawę doprowadzono do końca, sprawcy na wiele lat trafili za kratki.
- Główną siłą monitoringu jest prewencja i uświadomienie ludziom, że nie są bezkarni - mówi Piotr Remisz, komendant Straży Miejskiej. - Pewnie do wielu zdarzeń dzięki kamerom nie doszło - dodaje.
Wielki brat na zakupach
Kamery towarzyszą nam również w sklepach, bankach, przychodniach, hotelach i wielu innych prywatnych placówkach. Ich właściciel ma prawo, po wcześniejszym poinformowaniu, nagrywania tego, co dzieje się w jego przedsiębiorstwie. Nie tylko dla swojego bezpieczeństwa, ale również, lub przede wszystkim, naszego.
Pan Artur, właściciel małego sklepu niedaleko centrum miasta, zdecydował się zainstalować we wnętrzu małą kamerę. - Już nie chodzi mi o drobnych złodziejaszków, ale boję się, że któregoś dnia wpadną jakieś zbiry - mówi. - Takie nagranie z pewnością pomoże policjantom. Nie wiem, w jaki sposób to działa, pewnie podświadomie, ale ja z kamerą czuję się po prostu bezpieczniej.
Pracownik jednego z większych banków w mieście, w którym również istnieje monitoring, potwierdza, że to dobre rozwiązanie. - Nie mieliśmy nigdy napadu, ale zdarzali się oszuści - mówi. - Dzięki nagraniu udaje się ich ustalać - dodaje.
Trzeba jednak wiedzieć jak postępować z nagraniem. Głośno było w kraju o właścicielu sklepu, który nagrywał złodziejaszków, a później wywieszał w witrynie ich zdjęcia z podpisem "Tych klientów nie obsługujemy". Przed sądem stanął razem z nimi.
- W sklepie można zainstalować kamery - mówi Agnieszka Łuczak-Drzewoska, powiatowy rzecznik konsumentów. - Ale bardzo ważne jest, w jaki sposób później wykorzystujemy nagranie. Po złapaniu złodzieja nie możemy wydać na niego wyroku, a później jeszcze to opublikować. Gdy mamy dowód wizualny, musimy zgłosić zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na policję, nagranie możemy wydać na wniosek prokuratury. Będzie dowodem w sprawie. A ukarać może jedynie sąd - dodaje.
Monitoring ma wiele twarzy
Termin monitoring określa zjawisko o wiele szersze niż tylko nagrywanie kamerami. W encyklopedii czytamy: monitoring oznacza regularne jakościowe i ilościowe pomiary lub obserwacje zjawiska czy obecności np. substancji, przeprowadzane przez z góry określony czas.
I choć regułka dość abstrakcyjna, całymi garściami, już nawet w Polsce, zaczynają z niej czerpać pracodawcy, co oczywiście wzbudza sprzeciw pracowników. Dlaczego? Bo kamery nie rejestrują tylko, co robimy i w jaki sposób, ale na ich podstawie analizowane są nasze zachowania. Coraz częściej kamery zainstalowane są na przykład na stołówkach. Były również przypadki, że w łazienkach, oczywiście z pominięciem kabin ubikacji. A taka inwigilacja może już uderzać w naszą godność.
To jednak nie wszystko. Pracodawca coraz częściej stosuje bardziej wyrafinowane metody monitoringu, jest to m.in. podsłuch przekazu informacji, sprawdzenie wykazu połączeń telefonicznych, kontrolowanie odwiedzin stron internetowych, kontrola poczty elektronicznej czy lokalizacja sprzętu, w tym także pracownika za pomocą systemu GPS.
Brzmi groźnie? Ale często się zdarza.
- Kilka dni temu informatycy z centrali firmy zablokowali nam wejście na portal Nasza-klasa - dziwi się pan Adnrzej, który pracuje w Tomaszowie, w łódzkiej firmie.
Pan Marek przyzwyczajony jest do "śledzenia". - Jestem kierowcą zawodowym i dla mnie normalne jest, że od kilku miesięcy szef wie, gdzie jestem w każdej sekundzie pracy - mówi. - Mam zainstalowany w samochodzie GPS. Nie przeszkadza mi to. Przecież właściciel firmy powierzył mi drogi sprzęt i wynajął moje usługi - dodaje.
Niektóre metody, choć kontrowersyjne, nie mają na celu jedynie sprawdzenia naszej efektywności.
Nadajnik GPS, szczególnie w samochodach ciężarowych, pozwala na błyskawiczne namierzenie złodzieja - mówi jeden z policjantów Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego.
Są i inne cele.
- Choć ludzie buntują się przed tego typu monitorowaniem, w pewnym sensie są też dzięki nim chronieni - mówi Łukasz Kutyło, doktorant socjologii zajmujący się również badaniem rynków pracy. - Oczywiście firma także się zabezpiecza. Na przykład przed wszelkimi naruszeniami obowiązku zachowania poufności informacji. W dzisiejszych czasach, gdzie praktycznie każdy ma dostęp np. do poczty elektronicznej, przekazanie osobie trzeciej informacji nie sprawia żadnego problemu.
W Polsce nie ma specyficznych zapisów dotyczących monitorowania, a zasady, jak postępować w poszczególnych sytuacjach, dyktuje ustawa o ochronie danych osobowych i przepisy o obowiązku szanowania godności i innych dóbr pracownika (zapisy ujęte w Konstytucji RP, art. 30, 31, 47 i 51 oraz Kodeksie cywilnym, art. 23, 24, 448 i Prawie pracy, art. 11). Wszystko zgodnie z zasadą, że cel uświęca środki, a pracownicy powinni dokładnie wiedzieć, jakiej kontroli są poddawani. Nieuzasadnione stosowanie monitoringu można uznać za mobbing.
- Nie zajmowaliśmy się jednak takimi zdarzeniami - mówi Andrzej Cegła, kierownik piotrkowskiego oddziału Inspektoratu Pracy. - Sporadyczne przypadki miały miejsce za to w Łodzi. |