tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
ŚWIADECTWA ENERGETYCZNE-TANIO, ...
czytaj dalej »

NIE MOŻESZ SPRZEDAĆ SAMOCHODU???. Zapraszamy do ...
czytaj dalej »

BIURO RACHUNKOWE - księgi, podatki, ZUS, kadry, ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Zdarzenia

 Ach, co to był za ślub

 



Renata i Piotr Turowscy oraz ich goście w oczekiwaniu pod zamkniętą bramą pałacu ślubów.


Niesamowite perypetie przeżyła para młoda, która wraz z gośćmy przybyła na ślub do Urzędu Stanu Cywilnego w Tomaszowie i zastała zamknięte bramy. Na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie i narzeczeni zostali małżeństwem. Teraz to już Renata i Piotr Turowscy.


Niecodzienny widok mieli przechodnie na ulicy św. Antoniego w piątkowe popołudnie. Przed pałacem ślubów kłębił się spory tłumek odświętnie ubranych ludzi, którzy z każdą chwilą byli coraz bardziej zdenerwowani. Przybyli na ślub, a budynek USC był zamknięty. Czyżby urzędnicy zapomnieli o ceremonii, która miała się odbyć w dość nietypowym terminie? Śluby w inne dni niż sobota ciągle są u nas rzadkością.
- To jest zupełnie niezrozumiałe - mówiła niedoszła w tym momencie pani Turowska. - Termin piątkowy uzgodniłam z kierownikiem USC ponad miesiąc temu, a niedawno jeszcze go w urzędzie potwierdziłam. Nie wiem, co teraz robić? Mam nadzieję, że uda się ściągnąć kierownika. Poruszę ziemię i niebo, by doszło do ceremonii.
Rzeczywiście, udało się. Po blisko półtoragodzinnym oczekiwaniu przyjechał Jerzy Trachta, zastępca kierownika USC. Ściągnął też innych pracowników i z zachowaniem pełnej ceremonii małżeństwo zostało zawarte.
Jak to możliwe, że urzędnicy zapomnieli o ślubie? - Nie zapomnieliśmy. Wiedzieliśmy, że ślub ma być w sobotę i z taką datą były przygotowane dokumenty - wyjaśnia J. Trachta. - Doszło do sporego nieporozumienia. Jeszcze w czerwcu narzeczeni zamówili ślub na godz. 17.00 w sobotę, 21 sierpnia. Na początku lipca okazało się, że ten termin im nie odpowiada. Pani Renata zadzwoniła do mnie na prywatną komórkę z prośbą o zmianę terminu na piątek. Wyraziłem zgodę, choć to komplikowało nam pracę. Śluby dajemy zawsze w sobotnie popołudnia i wieczory, a czasem wyjątkowo w niedziele lub święta. Jeśli ktoś chce się pobrać w tygodniu, to powinien to zrobić w godzinach pracy urzędu. Byłem wtedy na urlopie. Poprosiłem więc panią Renatę, by po moim powrocie przyszła do USC i dopełniła formalności ze zmianą terminu. Później jednak już się nie widzieliśmy ani nie rozmawialiśmy, a moi urzędnicy - jak twierdzą - też nic o zmianie terminu ślubu nie wiedzieli. Wszystkie dokumenty przygotowaliśmy więc z datą 21 sierpnia i oczekiwaliśmy narzeczonych o godz. 17.00 w sobotę.
Gdy okazało się, że pod pałacem ślubów czekają państwo młodzi i kilkudziesięciu gości, Jerzy Trachta wsiadł w samochód i wrócił do pracy. - W takiej sytuacji nie sposób być bezdusznym i potraktować sprawę biurokratycznie - dodaje kierownik. - Wszystko przygotowane do wesela, więc państwo młodzi nie mogli pozostać narzeczeństwem. Staramy się być dla wszystkich przyjaźni. Nie było powodu, by odmówić poprowadzenia ceremonii ślubu w piątek.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Małżonkowie Turowscy, choć z opóźnieniem, razem z gośćmi zjawili się w sali Malinowej i wspaniale bawili się do rana. Zdecydowali się jednak nam o sprawie opowiedzieć, by przestrzec innych przed podobnymi przykrościami. Jeśli chce się wziąć ślub w nietypowym terminie, to trzeba urzędnikom o sprawie przypomnieć kilkakrotnie. Nie można liczyć ani na życzliwość, ani na znajomości.


(poż)   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 34 (1049) z dnia 27 Sierpnia 2010r.