tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedam dom 120m2 stan sur.zamknięty+i.el.i tynk ...
czytaj dalej »

NIE MOŻESZ SPRZEDAĆ SAMOCHODU???. Zapraszamy do ...
czytaj dalej »

PRYWATNY gabinet ginekologiczno-położniczy lek. ...
czytaj dalej »
Baza firm
 
Aktualności

 1000 razy TIT

 
TIT powstał z... niewiedzy. Wszyscy wiedzieli, że stworzenie samofinansującej się gazety lokalnej nie jest możliwe, więc nie próbowali. Myśmy nie wiedzieli, i dlatego podjęliśmy to ryzyko - tak żartobliwie opowiadaliśmy o genezie gazety, gdzieś w połowie lat 90. w czasie naszego jedynego występu w telewizji.





Początków TIT należy szukać jeszcze w 1989 roku. W Tomaszowie ukazywały się wtedy dwie gazety. "Panorama Robotnicza", świetnie redagowany tygodnik, który był finansowany z "dobrowolnych składek" zakładów pracy, miał za sobą kilkanaście lat istnienia. I "Włókna Sztuczne", dwutygodnik wydawany przez "Wistom", jako organ samorządu pracowniczego. "Włókna" też miały wieloletnią i piękną historię. Zmiany, jakie nastąpiły w kraju, a przede wszystkim założenia reformy gospodarczej, wprowadzenie rynkowych zasad gospodarki, wymagających racjonalizacji kosztów i oszczędności, wcześniej czy później musiały doprowadzić do likwidacji tytułów nieprzynoszących zysków. A tomaszowskie gazety ich nie przynosiły.

SZUKANIE POMYSŁU
Pracowaliśmy wtedy w Wistomie, redagując "Włókna Sztuczne". Gdzieś we wrześniu 1989 r. wezwał mnie dyrektor Jan Bednarek. Powiedział wprost. Musimy znaleźć sposób na stworzenie pisma, które będzie odpowiadało rynkowym realiom. "Włókna" już nie miały racji bytu. Kończyła się również formuła finansowania "Panoramy Robotniczej". Wtedy powstał projekt stworzenia lokalnego tygodnika, wyposażonego w skład komputerowy i drukowanego w Małej Poligrafii, która istniała w Wistomie. Projekt zakładał również częściową modernizację poligrafii, tak aby odpowiadała nowoczesnym wymogom. Spisany na kilku kartkach papieru "biznesplan" spodobał się dyrektorowi Bednarkowi, który wydał decyzję o jego realizacji. Ale Jan Bednarek pod koniec roku zrezygnował z funkcji. Nowe, tymczasowe kierownictwo Wistomu miało dużo więcej problemów niż inwestowanie w gazetę. Pomysł poszedł do szuflady. My jednak zostaliśmy w Wistomie, wykonując inne zadania. Gotowy projekt był w szufladzie, ale żył w głowach dziennikarzy. Przy każdej okazji próbowaliśmy wrócić do naszego pomysłu.

A IMIĘ JEGO BĘDZIE TIT
Pod koniec marca lub na początku kwietnia 1990 roku dostaliśmy wreszcie warunkowe "zielone światło". Wyrażono zgodę na zakup komputera, programu do składu i drukarki 24-igłowej. Choć już nie było cenzury, istniał jeszcze Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, w którym należało uzyskać zgodę na wydawanie pisma. Najpierw jednak trzeba było wymyśleć tytuł. W czasie dyskusji, bodaj Ryszard Gidrewicz, podrzucił myśl, z której powstał tytuł. Nowy tygodnik miał się nazywć "TIT. Tomaszowski Informator Tygodniowy". Tak naprawdę, to najbardziej podobał nam się skrót, gorzej było z jego rozwinięciem. Ale tytuł został zaakceptowany.
9 maja 1990 r. w GUKPiW został złożony wniosek o rejestrację czasopisma. Już następnego dnia, tak to wtedy szybko trwało, został rozpatrzony, a 14 maja zostało wydane zaświadczenie o wpisie do rejestru. Formalności zostały dokonane. Ale to był dopiero początek...
Projekt winiety, której używamy do dziś, wykonał nasz kolega Andrzej Polakowski, tomaszowianin, mieszkający i pracujący w Łodzi.
Dostaliśmy zgodę na zakup komputera, drukarki i specjalnego programu. Teraz trzeba się było nauczyć ich obsługi. Ponadto nie przeszedł pomysł modernizacji Małej Poligrafii, więc zabrakło kilku znaczących elementów z projektu technicznego. Nie wiedzieliśmy, czy na maszynach stojących w piwnicy biurowca dyrekcji da się przygotować materiał odpowiedniej jakości. Pamiętam jak w napięciu czekaliśmy, co powie Andrzej Kotala, nieżyjący już szef poligrafii. Oddaliśmy mu próbny materiał i czekali na werdykt. Przyszedł z marsową miną i wydrukiem, który nie spełniał nawet najskromniejszych oczekiwań. Mimo upału zrobiło się nam zimno. Ale Andrzej tylko żartował. W zanadrzu miał znakomity próbny wydruk. Mimo prymitywnych metod i urządzeń gotów był podjąć się zrobienia gazety.

PRZED PIERWSZYM NUMEREM
Należało pomyśleć o przygotowaniu pierwszego numeru. Formułę gazety mieliśmy przedyskutowaną. Teraz trzeba było zastosować to w praktyce. Ale nawet najlepszą gazetę trzeba sprzedać. I tu zaczynał się problem. Wtedy nie było jeszcze takiej ilości prywatnych sklepów. RUCH, monopolista w dystrubycji prasy, stawiał wysokie wymagania. Dlatego postanowiliśmy porozumieć się z największym właścicielem sieci handlowej w mieście, jakim było PSS "Społem". Uzgodniliśmy, że gazetę będziemy mogli dostarczać do siedmiu sklepów. Spraw i prolemów do rozwiązania było wiele, a w redakcji formalnie były tylko cztery osoby: Jacek Mrozowicz - redaktor naczelny, Andrzej Kucharczyk, Paweł Kucharski i Maria Malewska. Godziny pracy zaczynały się wydłużać, ale to był dopiero początek. Kiedy rozpoczęliśmy przygotowanie pierwszego numeru, zrozumieliśy co to znaczy mieć jeden komputer. Wtedy doba okazała się za krótka. W rezultacie było tak, że jeden pisał swój tekst, a pozostali przydrzemywali na krzesłach. A przecież trzeba jeszcze było przełamać strony...
Jednocześnie w całym kraju trwały zmiany ustrojowe. Dokonano wyborów nowych władz samorządowych. W Tomaszowie radni mieli wybrać prezydenta miasta. My byliśmy już prawie gotowi.

ZACZYNAMY ODLICZANIE
Zaplanowaliśmy, że pierwszy numer ukaże się 22 czerwca, w piątek, tak, aby mógł być sprzedawany w czasie miejskiego targu. Wtedy targi odbywały się jeszcze dwa razy w tygodniu, we wtorek i piątek. Od poniedziałku, 18 czerwca prawie nie wychodziliśmy z redakcji. Oprócz spraw formalnych musieliśmy napisać własne teksty, wpisać teksty współpracowników, otrzymywany teleksem z PAP program telewizyjny, przełamać strony. Dodatkowym balastem był fakt, że sesja, na której miano wybierać prezydenta została zwołana na środę, dwa dni przed ukazaniem się gazety. A my chcieliśmy o niej poinformować. Było gorąco. Uparliśmy się, że ze wszystkim będziemy na bieżąco, więc w gazecie powinny znaleźć się najbardziej aktualne informacje. W tym również ceny z wtorkowego targu. Ponadto w numerze miały być aktualne wiadomości sportowe - to domena Andrzeja Wdowskiego, i kryminalne. Jak w każdym szanującym się tygodniku zaplanowany był horoskop - tym zajmował się i zajmuje do dziś Ryszard Gidrewicz oraz krzyżówka autorstwa Jerzego Banackiego.

DRUKUJEMY DWA TYSIĄCE
Obok przygotowań dziennikarskich trzeba było jeszcze ustalić cenę i nakład pierwszego numeru. Kiedy zasugerowaliśy dwa tysiące egzemplarzy, wiele osó pukało się w czoło. Również "z sufitu" wzięta była cena - 550 złotych. Ale mieliśmy swobodę. Nad pierwszym numerem pracowaliśmy prawie trzy dni non stop. Kończyliśmy w czwartek, 21 czerwca. Pierwsze strony już były drukowane, kiedy przygotowywaliśmy ostatnie. Po wydrukowaniu, zbieraniem i tak zwanym falcowaniem zajęły się panie z działu obsługi przedsiębiorstwa. Wieczorem cały nakład był gotowy do rozwiezienia.
W piątek od rana zaczęła się sprzedaż w sklepach. Łącznie w siedmiu punktach mieliśmy 660 egzemplarzy. Z resztą pojechaliśmy na rynek. Na ulicę Grunwaldzką. Tam, stojąc ramię w ramię z cinkciarzami, trzymając gazetę w ręku jak przedwojenni gazeciarze, sprzedawaliśmy TIT. Pierwszy egzemplarz, jeszcze zanim zajechaliśmy na rynek, kupiła zakonnica z tomaszowskiego kościoła. Później staliśmy również na portierni Wistomu. Wieczorem nie mieliśmy już żadnego egzemplarza. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że zniknęły ze sklepów. Pierwszy numer TIT został sprzedany w całości. W kolejnym tygodniu wydrukowaliśmy już 4 tysiące. I znów nakład został sprzedany w całości. A później był trzeci, czwarty i kolejne...

NA DOBRY POCZĄTEK
Pierwszy numer TIT miał objętość 12 stron, format 240 x 335 mm, był czarno-biały. Główną informacją numeru był wybór Cezarego Krawczyka na prezydenta miasta. Ale był też tekst o prywatnym życiu księdza. O tym, jak wygląda praca księży opowiadał nam ks. Jan Kaźmierski, ówczesny proboszcz parafii św. Antoniego. Pisaliśmy również o zatrzymaniu sprawców włamania do II LO, skąd skradziono komputery o wartości 280 milionów złotych! To były informacje z pierwszej strony. W numerze były ponadto przypomniane wyniki głosowania do Rady Miejskiej, pierwszej, w nowej formule, kadencji. Były oczywiście informacje o zdarzeniach kryminalnych, relacje z tomaszowskiej giełdy samochodowej, przykładowe ceny piw w barach czy warzyw na rynku. I oczywiście rubryka "Krążek, złoty krążek" czyli zapowiezi ślubów z USC. Pisaliśmy o kondycji finansowej tomaszowskich przedsiębiorstw, a w tekście "Ten przeklęty prywaciarz" przedstawialiśmy sylwetkę Lecha Piwowarskiego. Mieliśmy już pierwszych ogłoszeniodawców. Swoje anonse publikowali: Przedsiębiorstwo Remontowo-Modernizacyjne "Premoder - Wistom", Przedsiębiorstwo Budowlane "Technolbud - Wistom", Zakład Usług Technicznych "Reno - Wistom", Trans-Wist, Powszechny Bank Gospodarczy.
Redakcja mieściła się przy Zubrzyckiego 103, tel. 23-01, wew. 658, 381.

Perełki z ogłoszeń przynoszonych do redakcji
- p. Dobrusia W. ma wolny garaż, tel. ...
- ...Cinto Cięto 900...
- Sprzedam Renut Tango (01) dziżel 1,9 lub zamienię na ciągnik rolniczy...
- Zatrudnię do produkcji składania kobiet i mężczyzn...


Jacek Mrozowicz   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 37 (1000) z dnia 17 Września 2009r.
 
Rodzaje płatności

Za nasze usługi zapłacisz SMS'em i przelewem online.
Artykuły
Informator
Warto wiedzieć
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
Twój TIT
TIT - rejestracja konta Bądź na bieżąco.
Zarejestruj konto »

Prenumerata TIT Zaprenumeruj TIT
wprost na e-mail »